Nim puszczę was do czytania, pozwolę sobie na kilka słów...no może zdań. Otóż ta notka jest ostatnią częścią tego opowiadania. Jak wiadomo wszystko się kiedyś kończy, nic nie trwa wiecznie o takie tam bzdety ;p Tak samo i to opowiadanie musiało się kiedyś skończyć. Mam nadzieję, że podobało się wam- Ty którzy to czytali i być może nawet się troszkę uśmiali :)
Chciałabym bardzo podziękować za komentarze, które było zostawiane. Zwłaszcza chciałabym podziękować dwóm osobom: Pannie Nimue- mojej wiernej czytelniczce- i Bbling1232,- koleżance po fachu- które dzielnie czytywały te moje wypociny i zawsze pozostawiały po sobie ślad w formie miłego komentarza, który nie ukrywam dodawał mi skrzydeł i mobilizował do dalszego pisania. Właściwie to opowiadanie w dużej mierze powstawało dla was :) Mam nadzieję, ze dobrze się bawiłyście oglądając chłopców od takiej strony :D
Już aby nie przedłużać. Zapraszam do czytania ostatniej części tego opowiadania:)
„- Kiedy możemy zauważyć moment, gdy kończy się noc a zaczyna dzień? [...]
- Kiedy podchodzi do nas obcy człowiek, a my bierzemy go za naszego przyjaciela i znikają spory - to jest chwila, gdy kończy się noc, a zaczyna dzień...”
Cisza jaka zapadła po słowach brunet był niebywale ciężka i nie wróżyła nic dobrego. Onew, bo to jego najbardziej uderzyła jego wypowiedz, wpatrywał się w niego zupełnie jakby miał nadzieję, ze może jednak się przesłyszał a Key, z wrażenia wypuścił pilota z rąk. Tylko blondyn i szatynka zdawali się mniej zaszokowani.
-Nie patrz tak na mnie hyung- zwrócił się do świdrującego tępym wzrokiem leadera- wiem co powiedziałem, a Ty się nie przesłyszałeś...
-Ale się porobiło...- mruknął szatyn-...to lepsze niż telenowela brazylijska...
-Kibum, daruj sobie.-fuknęła na niego niebieskooka
-No ja Cię bardzo przepraszam, ale czy to nie Yeon'a całowała się wczoraj z Jjog? A dzisiaj co? Kocham Minh'a? Bo ja tego już nie rozumiem...
-Była pijana kretynie! Ty nigdy nie robisz głupot po pijaku?
-Nie takich.- prychnął szatyn- Minho, a co z Tobą?- zwrócił się teraz do przyjaciela- Kochasz ją?
Brunet westchnął. Zabrnęli już zdecydowanie za daleko. Nie było możliwości na wymijającą odpowiedz. Widmo prawdy wisiało nad nimi i najgorsze było to, ze nie można było go w żaden sposób odsunąć. To był koniec dla ich sekretów.
-Minho?- słaby i wciąż pełen szoku głos leadera wyrwał go z rozmyślania- Kochasz Hyoyeon'e?
-Nie.- odparł, spuszczając wzrok.- Przykro mi.
Onew podniósł się podchodząc do brązowookiego. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy, a potem głośne plaśnięci, coś jak uderzenia jabłkiem o podłoże, rozeszło się po pomieszczeniu. Zgromadzeni w pokoju przyjaciele wciągnęli powietrze. Tego nikt się nie spodziewał po spokojnym i opanowanym Jinkim.
***
-Jak się czujesz?- drzwi jego pokoju lekko skrzypnęły i pojawiła się nich szatynka
-W porządku.- doprał brunet przybierając pozycję siedzącą.
-Chyba nie bardzo.- dziewczyna usiadła obok niego, delikatnie dotykając spuchniętego i sinego policzka.
-Ashh...-syknął Minho odsuwając policzek
-W porządku, co?- uniosła brew do góry, kręcą z dezaprobacją głową- Nie ruszaj się. Przyniosłam maść. Powinna pomóc.
-Dziękuję- chłopak uśmiechnął się słabo- Jestem beznadziejny, co?
-Czemu tak uważasz?
-Dwie dziewczyny się we mnie kochały a ja tego nie zauważałem. Jestem żałosny...
-Nie mów tak.- Yeorin ścisnęła jego dłoń- Jesteśmy tak samo winne jak Ty.
-Mój ojciec zawsze mówi, ze nie należy igrać z uczuciami, bo może się to skończyć tragicznie.
-Masz mądrego ojca.
-Pewnie tak.- westchnął brązowooki odwracając głowę w stronę okna. - Onew mnie teraz znienawidzi o ile już tego nie zrobił.
-Jeśli to zrobi to tylko dowiedzie jego głupoty i pokaże, że cała ta wasza „przyjaźń” była tylko picem na wodę i...
Nieśmiałe pukanie przerwało jej wypowiedź. Potem drzwi się uchyliły i pojawiła się w nich sylwetka Hyeyony.
-Myślałam, że jesteś sam- mruknął nie przestępując progu.
-To ja pójdę...
-Nie!- krzyknęła nie mal brunetka- Nie musisz iść.
-Musicie porozmawiać. Nie będę wam przeszkadzać.
-Rin, Ty mi nigdy nie przeszkadzasz- odezwała się cicho zielonooka
-Mimo wszystko, pójdę. - niebieskooka podniosła się z łóżka, delikatnie, na pożegnanie ściskając rękę bruneta.
-Mogę wejść?- zapytała dziewczyna, gdy postać szatynki zniknął na schodach
-Oczywiście.
Dziewczyna weszła, zamykając za sobą drzwi. Bała się. Było to widać. Choć jej twarz nie wyrażała żadnych głębszych emocji to zdradzały ją oczy, które wciąż były spuchnięta od płaczu. Stanęła w odległości dwóch metrów od miejsca gdzie siedział brunet.
-Chciałam Cię przeprosić...- zaczęła niepewnie-...za wszystko. Nie sądziłam, że...
-Yeon'a? Możesz usiąść obok mnie?- przewał jej chłopak- Proszę...
Zielonooka siknęła lekko głową podchodząc bliżej niego a potem z widoczną niepewności pomiędzy tym czy usiąść czy uciec może jednak. W końcu wybrała to pierwsze. Ściskając dłonie na klonach i spuszczając wzrok usiadła przy Choi.
-Nie byłaś dla mnie zastępstwem za Rin...-odezwał się Minho przerywając ciszę- ...nigdy...
-Ja wiem...ja nie chciałam...
-Może nie chciałaś ale powiedziałaś. -przerwał jej- Przepraszam Cię jeśli się tak czułaś, nie chciałem tego naprawdę...
-Minho. -szatynka odważyła się na niego spojrzeć- Ja wiedziałam, że kochasz Rin.
-Nie rozumiem...
-Jestem kobietą. Widziałam jak na nią patrzysz za każdym razem gdy z Tobą rozmawiała, a potem już gdy Cię mijała bez słowa. Widziałam, też jak ona na Ciebie patrzyła...
-Yeon'a...
-Wysłuchaj tego co mam do powiedzeni, a potem możesz sam zadecydujesz co z nami dalej będzie. Najprawdopodobniej znienawidzisz mnie i będziesz miał do tego pełne prawo.
-Znienawidzić Cię? Przecież...
-Nie znasz mnie, albo znasz mnie taką jaką ja chciałam abyś mnie znał. Proszę Cię po raz ostatni nie przerywaj mi bo już drugi raz się nie zdobędę i nie powiem Ci tego wszystkiego co powinna Ci powiedzieć...- brunet skinął głową-...Zakochałam się w Tobie zanim się jeszcze spotkaliśmy. Onew gdy nas odwiedzał przywoził wasze zdjęcia i godzinami o was opowiadała: co robiliście, gdzie byliście, kto zarobił szlaban i za co... Bardzo lubiłam te opowieści, zwłaszcza gdy dotyczyły Ciebie. Może to głupie, ale po prostu zadurzyłam się w chłopaku, którego znałam jedynie z historyjek kuzyna. Któregoś dnia Jinki obwieścił mi, że chciałby mnie wam przedstawić. Nie masz pojęcia jak bardzo się ucieszyłam. W końcu mogła Cię poznać. Wiele razy wyobrażałam sobie to nasze spotkanie z najdrobniejszymi szczegółami- jak będziemy ubrani, co będziemy jeść o czym rozmawiać. Onew zabrał mnie do firmy, w czasie gdy mieliście próby na sali. Była tak podekscytowana, ze nic nie mogła jeść. Gdy wprowadził mnie do sali, od razu przerwaliście trening. Z uśmiechem podeszliście do nas i zaczęliście się przedstawiać. Właściwie oni, bo Ciebie wtedy tam nie było. Jak się okazało miałeś jakieś na garnie i miałeś się spóźnić. Krótko po naszym pojawieniu zjawiłeś się Ty- z czarującym i ciepłym uśmiechem. Chłopaki od razu na Ciebie naskoczyli zadając mnóstwo pytań. Ty na każde odpowiadałeś niezwykle cierpliwie. Kiedy skończyliście ten „mini wywiad” odwróciłeś się i spojrzałeś na mnie. Serce podskoczyło mi wtedy do gardła. Podeszłeś do mnie i się przedstawiłeś. Pamiętam to jak dzisiaj. Byłam tak zażenowana, ze nie mogłam wydusić z siebie słowa. Ty posłałeś mi jeden z tych uśmiechów i jak starszy bart po prosto poczochrałeś mi włosy. Już miałam coś powiedzieć, kiedy drzwi się otworzyły i wpadała przez nie Rin. Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia rzuciła Ci się na szyję, głośno przy tym śmiejąc. Wtedy uśmiechnąłeś się zupełnie inaczej. Widziałam „to coś” między wami. Ogarnęła mnie wściekłość. Wszystko szło nie tak... Nawet nie pamiętam kiedy zaczęła ją nienawidzić, choć na tak na prawdę nic mi nie zrobiła. Krótko potem po raz pierwszy skłamał, poróżniając was. A jak wiadomo kłamstwo zaczęło gonić kłamstwo, w końcu was rozdzieliłam i mogłeś być mój. Jednak nie rozmawiałeś ze mną tak jak z nią i nie uśmiechałeś się przy mnie tak jak przy niej. Twoje błyszczące do tamtej pory oczy stały się puste i zimne. Wtedy zrozumiała swój błąd, ale na odkręcenie wszystkiego było już za późno. Mogłam tylko się cicho modlić o cud i zdaje się, że wymodliłam go...- ostatnie zdanie wypowiedziałam niemal szeptem. W spływającej po jej policzku łzie obijały się promie wkradającego się do pokoju już zachodzącego słońca.- Wiem, że słowa „przepraszam” nie wynagrodzą wam tego straconego czasu, nie zaleczą ran jakie pomigałam wam pozadawać, jednak...przepraszam Cię...tak bardzo mi przykro...
Rozpłakał się. Łzy zaczęły gorzko płynąć po jej różowych policzkach. Poderwała się chcą wybiec, jednak chłopak zatrzymał ją tuż przy drzwiach. Chwycił ją mocno za nadgarstek wykręcając go delikatnie, tak aby mogła stanąć twarzą do niego. Potem przytulił ją do siebie. Dziewczyna chwilę stała jak słup soli, dopiero po chwili bardzo mocno się do niego przytuliła, rozpłakać się jeszcze bardziej. Minho nic nie powiedział. Jedynie przytulił ją mocniej do siebie...
***
-Jak długo masz zamiar tu jeszcze siedzieć?- do łazienki w której od półtorej godziny pod prysznicem siedział Onew wszedł blondyn- Marnujesz wodę. Nie uczyli Cię, ze trzeba ją oszczędzać, bo kiedyś może jej zabraknąć?
-To moja wina...- mruknął chłopak podciągając nogi pod siebie i między nimi chowając głowę.- To moja wina...
-O czym Ty kurwa gadasz?- Jonghyun'a podszedł do kabiny zakręcając w kurek z wodą- Wyłaź, natychmiast!
-Nie powinienem był jej wtedy przyprowadzać tamtego dnia...
-O czym Ty pierdolisz Hyung?- ciemnooki przykucnął przy leaderze ręcznikiem wycierając jego mokre włosy.- Nachlałeś się wody z prysznica?
-Nie powinienem był jej wtedy przyprowadzać. Czułem, ze ona...
-Onew!- blondyn chwycił Jinkiego za ramiona i odwrócił twarzą do siebie- Opanuj się do cholery! To, że Yeon'a zakochała się Choi nie jest Twoją winą! To równie dobrze mogła być moja kuzynka albo kuzynka Teamina! Padło na Twoją, przykro mi, ale czasu nie cofniesz. Użalenie i gdybanie an nic się zda. Masz poważniejszy problem. Uderzyłeś Minh'a, choć na to nie zasłużył. Ma teraz niezła śliwę i wcale nie wygląda to kolorowo. Masz natychmiast wstać i iść go przeprosić, rozumiesz?
-Nie mogę...
-A to kurwa niby czemu?
-Bo na to jest za późno. Dowiodłem, ze nasza przyjaźń była tylko czystą fikcją.
-Kurwa mać!- przeklną głośno chłopak- Przestań pierdolić głupoty o fikcji a zbieraj dupę w troki i zapierdalaj na piętro błagać o wybaczenie za głupotę... Choi to mądry facet wybaczy Ci...
-Hynug...
-Onew?
W progu łazienki pojawił się brunet z szatynką. Dziewczyna wciąż miała czerwony od płaczu oczy na na koszulce bruneta widniała wielka mokra plama zapewne od jej łez.
-Hynug, co Ty wyprawisz?- Minho podszedł do leader- wyłaź stamtąd bo się przeziębisz- mówiąc to wyciągnął w jego stronę dłoń. Onew uniósł wzrok spoglądając na wielki ciemny ślad pod jego okiem. Faktycznie wyglądało to groźnie. Trochę wyżej a Choi mógł stracić oko.
-Jinki...- cichy głos dziewczyny przywrócił go do rzeczywistości.
Przyjął wyciągniętą rękę wychodząc z brodzika, tworzą wielką kałuże wody wokół siebie. Brązowooki zarzucił mu ręcznik na ramiona.
-Przepraszam- bąknął Onew
-Za co?- Minho spojrzał na niego pytająco.
-Za to, ze Cię uderzyłem. Nie powinienem był...
-Najwyraźniej mi się należało.
-Nie należało. Nie było twoja winą, ze moja kuzynka się w Tobie zakochała a Ty nie odwzajemniasz jej uczucia.
-Ale powinienem był to zauważyć i w porę zareagować...
-Teraz się będzie kurwa licytować, kto co mógł albo nie mógł...- wtrącił się blondyn krzyżując ręce na piersiach- Zróbcie mi przysługę i wpadnijcie sobie w ramiona, co? Całować się nie musicie, zwykły uścisk dłoni albo przyjacielski „hug” wystarczy...
-Jjog...czy ktoś Cię pytał o zdanie?- leader zwrócił się do blondyna nie kryjąc rozbawiania.
-Nie, ale muszę je wyrazić, bo inaczej będziemy tu stać do usranej śmierci, a z moich obliczeń wynika, że to może bardzo długo potrwać. Nie ukrywam, ze trochę szkoda mi na to czasu...
-Twoje oddanie i przyjaźń jest po prostu skarbem hyung...- zwrócił się do niego Minho z szerokim uśmiech.
-Śmiałeś w to wątpić, Choi?
***
-Czy już ktoś jest mi wstanie wyjaśnić o co tutaj chodzi?- zapytał Key, siedząc ze wszystkim w salonie, oglądając w telewizji jakiś charytatywny koncert w którym o dziwo nie brali udziału
-Ale z czym?
-Z kochaniem, całowaniem i całą resztą?
-Nawet gdyby ktoś z nas podjął się tego, próbując Ci to w sposób łopatologiczny wyjaśnić, tracił by tylko czas...- stwierdziła szatynka, co spotkało się ze stłumionymi parsknięciami śmiechu ze strony zgromadzonych po pokoju osób
-Macie mnie za idiotę?- burknął z urazą w głosie Kim
-Skąd! Tylko cenimy swój czas.- dziewczyna tym razem nie wytrzymała i lekko się zaśmiała.
-Minho? Wytłumacz mi...- spojrzał słodkimi oczami na bruneta, który tylko głośno westchnął, uderzając dłońmi o uda.- Proszę...
-Chyba nie masz wyjścia...- szatynka chwyciła go pod ramię opierając głowę na jego ramieniu
-Ale z czym?
-Wyjaśnię Ci, ale musisz obiecać, że zachowasz spokój...
-Czemu miałbym go nie zachować?
-Najpierw mi to obiecaj a potem obiecuję wszystkiego Ci wyjaśnię.
-Obiecuję.- chłopak uniósł dwa palce do góry, ślubując nie mal uroczyście.
-Minho, mogłeś wybrać bezpieczniejszy sposób na samobójstwo.- zwrócił się do niego blondyn- Na przykład tabletki...
-Jezu! No mów! - zaczął niecierpliwić się szatyn- Mów!
-W tym wszystkim chodzi o to, że ja i Rin jesteśmy ze sobą.- powiedział brunet, bez większej ekscytacji.
Key zastygł. Wpatrywał się na zmianę w swoją kuzynkę i przyjaciela mając nadzieję, ze to głupi żart z ich strony. Jednak żadne nie zaprzeczyło.
-Szok, co Key?- Jonghyuna, położył mu dłoń na ramieniu
-To może ja pochowam ostre narzędzia- zaproponowała nieśmiało Teamin
-Jaja se ze mnie kurwa, robicie, co?!- krzyknął podrywając się do pionu- Kurwa, żartujecie sobie!?
-No...nie.- odparła spokojnie szatynka
-Przecież wy się nienawidzicie!
-I właśnie dla tego starliśmy Ci się wytłumaczyć, że tłumaczenie o co tu chodzi będzie startą czasu- westchnął blondyn, wywracając komicznie oczami.
-Kurwa mać!- przeklną Kim patrząc na obejmującą się teraz parę.- Kurwa mać!- powtórzył czochrając energicznie swoją czupryną- Ja chyba zwariuję!
-Nie wariuj Hyung tylko się napij.- Minho wyciągnął w jego stronę butelkę wódki
-Mam nadzieję, że masz tego więcej...- mruknął biorąc ją i otwierając.
-Tyle ile trzeba aby wkupić się do Twojej rodziny.- brunet zaśmiał się podnosząc się z kanapy, obejmując Key'a ramieniem. Chłopak spojrzał na niego.
-To będziesz tego potrzebował naprawdę bardzo dużo...oj bardzo dużo...
KONIEC
23:34:29 13/10/2010, Lilyth [Powrót] Komentuj
» 21:04:52 14/10/2010
zalogowany | http://amigobaby.blog4u.pl/ IP: zalogowany
» 15:04:03 14/10/2010
zalogowany | http://panna-nimue.wjo.pl/ IP: zalogowany
» 08:07:58 14/10/2010
zalogowany | http://amigobaby.blog4u.pl/ IP: zalogowany