Kiedy pojawi się następny rozdział nie mam pojęcia,bo tonę w egzaminach :/
Ale póki co, życzę miłego czytania :)
Znowu zaspał. Po raz trzeci w tym tygodniu. Pierwsze dwa razy spowodowane były wyczerpaniem po tańcu w klubie, ale ten dzisiejszy jego własną głupotą. Emocje z minionego dnia wciąż bardzo mocno w nim żyły. Nigdy by nie przypuszczał, ze będzie miał okazję poznać TĄ czwórkę.
Key, Minho, Jonghyuna i Jinki byli swego rodzaju figurami w szkole. Jonghyuna miał przydomek Casanowy albo Do Juna. Większość dziewczyn w szkole z własnej i co najważniesze nie przymuszonej woli pod wpływem jego „uwodzicielskiego” wdzięki poddawała się i dołączał to „tych” z którymi był pan Kim. Dzięki temu ich pozycja jeżeli była dość niska podnosiła się, bo wszyscy wiedzieli, że skoro Jjog z nią był to coś znaczyło. Jinki jako przewodniczący siła rzeczy był rozpoznawany. Na jego widok głowy każdego lekko się uginały. Key był niezłym ekstrawagantem. Bardzo rzadko chodził w szkolnym mundurku. Tłumaczył to barkiem stylu w narzuconym przez system edukacji w ubiorze. Potrafił także powtórzyć widziany raz albo dwa układ, co przyniosło mu z czasem przydomek „divy”. I Minho. Kapitan szkolnej drużyny i syn TEGO Choi. Chluba szkoły. Jako osoba małomówny, niedostępny a momentami nawet zimny. Jadnak było w nim coś co nie pozwalało przejść obok niego obojętnie Przyciągał ludzi jednocześnie od nich stroniąc...
-Teamin! Teamin! Kurwa jego mać!- ostre szarpnięcie za ramię sprawiło, ze torba wypchana książkami opadłą z łoskotem unoszą tabun kurzu z piaskowego boiska jaki leciał Lee.
-Co do...- odwrócił się gwałtownie, wymachując przy tym ręka tak aby uderzyć napastnika
-Ej!- jego ręka została w ostatniej chwili złapana- Tylko nie po tej pięknej twarzy.
-Haki?
-Nie młotku, twoja babci.- chłopak westchnął- Oczywiście, że Haki. A kto by inny.- Haki Sung był rok starszy od Teamina, ale to nie przeszkadzało, aby mogli się przyjaźnić. Było bardziej zwariowany niż Lee, pewniejszy siebie a co za tym idzie bardziej wyszczekany, co bardzo często kończyło się cichymi bójkami z których przeważnie choć poobijany, wychodził zwycięsko. Minionego wieczora, chyba też tak było bo na jego policzku bardzo dostojnie mieniła się sino- żółta plama.
-Przepraszam, nie chciałem.
-Wiem, wiem... Znowu jesteś spóźniony- zauważył inteligentnie wskazując na duży zegar jaki wisiał nad wejście do szkoły.
-A Ty znowu się biłeś...- chwycił przyjaciela za podbródek, aby przyjrzeć się siniakowi- Użyłeś maści, którą Ci ostatnio dałem?
-Oczywiście.- starszy, odtrącił delikatnie jego rękę, podnoszą z ziemi torbę Lee
-Kłamiesz, ale nie mam czasu na kłótnie- odparł Teamin, zarzucając plecak przez ramię.
-Uroczy jesteś jak się złościsz, wiesz?
-Tak, tak...- westchnął młodszy- Chodźmy, może zmieścimy się jeszcze w studenckim kwadransie.
-A może nie pójdziemy na zajęcia, co? Taka ładna pogoda?
-Zapomnij.
-Ale Teamin...- Sung pociągnął go kokieteryjnie za bluzę- Proszę...
-Na mnie ten słodki wzrok nie działa Haki...Po za tym to ja powinienem być tym, którego się nawraca a nie odwrotnie. Nie uważasz?
-Bycie ciągle odpowiedzialny jest nudne. Na to jest całe życie...
-Powiedz mi lepiej czemu nie chcesz iść. Pokłóciłeś się z JiKyung?
Jego milczenie i konsternacyny wyraz twarzy mówił wszystko. JiKyung był chłopakiem Hakiego. Ich związek od samego początku był dość burzliwy, właściwie więcej razy ze sobą zrywali jak byli. Cały ostatni rok Lee starał się przetłumaczyć mu, ze to co wyprawiają jest chore i do niczego nie prowadzi, ale jak wiadomo, zakochanemu się nie przetłumaczy. Tak więc pozostało mu tylko cierpliwie wysłuchiwać kolejny żalów, jakie jego przyjaciel średnio trzy razy w tygodniu wylewał mu w ramię.
-Twoje milczenie mówi wszystko...- chwycił go za ramiona i zmusił aby na niego spojrzał- Ucieczka z zajęć to nie jest najlepszy sposób na złamane serce.
-Kiedy ja nie...
-Nie potrafisz bez niego żyć, tak wiem...ale nie możesz się od niego uzależniać...- Teamin objął, pozwalając aby ten się w niego wtulił-... poza tym to dopiero trzeci raz w tym tygodniu, a mamy już piątek...
-Ej!- Haki odsunął się od niego udając oburzonego
-No, co? - Lee zaśmiał się, co po chwili i udzieliło się jego przyjacielowi.
-No, no, no...- wysoki i ciężki głos zabrzmiał za ich plecami- Kogo my tu mamy.- Obydwoje odwrócili się natykając się na czteroosobową watahę- Heki Sung i jego nowy kochaś.
-Nie waż się go tknąć YongJi- starszy automatycznie zachował Teamin'a za swoimi plecami.
„Wataha” bo tak przywykło się mówić na grupę którą dowodził YongJi Kim była jedna z tych, która kochała gnębić słabszych od siebie. Wyłudzenia i pobicia były na porządki dziennym. Rzadko która z ich ofiar zgłaszała to u dyrekcji nie wspominając już o policji. Wynikało to z obawy o własne życie, jeśli wypłynie donos. Osoby które zgłosiły przejawy przemocy jakie doznały ze strony „watahy” już dawno nie mieszkały w mieście.
-Uuu! - zadrwił chłopak- Już się przestraszyłem.
-Może powinieneś.
-Kogo niby? Ciebie? A może jego co? - zaśmiał się wskazując na Lee. Za jego przykładem podążyła reszta grupy. Ich ryki niosły się echem po całym placu za szkołą.
-Mnie.
-Ciebie?- zrobił krok w stronę Hakiego- Nie rozśmieszaj mnie jeszcze bardziej. Co taka ciota jak ty może mi zrobić, hę? Przestraszyć dziewczęcym piskiem?
- Skąd! Zamierzać Cię poprosić aby zostawił nas w spokoju, bo im dłużej na Ciebie patrzę tym bardziej przekonuję się do poparcia aborcji.
-Haki, daj spokój...- szepnął Teamin.
-Ty mały...- twarz YoungJi zrobiła się czerwona a policzki wydęte, jakby, ktoś je napompował
-Po za tym...- spojrzał nie co niżej, gdzieś w okolice jego krocza delikatnie się uśmiechając- Fajne masz spodnie - męskich nie było?
-Ty Cioto za dychę!- wrzasnął
-Oj nie nie za dychę. Cenie się wyżej. Przeważnie liczę dwie dychy od godziny, ale dla Ciebie mogę zrobić wyjątek. Piętnaście kochanie i lecisz z boskim orgazmem do samego Pana Boga, Buddy, Jahwe czy kogo tam wyznajesz.
-Prędzej przeleciał bym sukę Siwona- wzrokiem wskazał na mięśniaka bez szyi, jaki stał obok niego-... niż Ciebie. Właściwie nawet przez szatę bym Cię nie dotknął.
-Aleś się dowcipny zrobił. Czujesz ten żart Teamin?- Sung spojrzał na wciąż wystraszonego Lee, szeroko się uśmiechając. Teaminowi wcale nie było do śmiechu. Prowokacja ze strony starszego wcale nie rokowała dobrze. Nie chodziło tylko o to ze ich było dwóch a tamtych czterech, ale siła jaką tamci dysponowali zdecydowanie był większa niż ich. - To ja też mam jedne dla Ciebie. Jesteś tak dowcipny jak twój ojciec, którego najlepszym kawałem jesteś ty!- To była chwila jak Hakiego zmiotło i odrzuciło metry dalej od Teamina. Huk z jakim jego ciało uderzyło o ziemię rozszedł się echem w uszach Lee.
-No! - Ji klasnął w dłonie- To co? Mały kochasiu, chcesz mi też coś powiedzieć czy od razu mam Cię wysłać do tej twojej cioty? A właściwie nie. Z Tobą się zabawię. Chłopaki!- W ułamku sekundy Lee został pochwycony za ramiona i nogi.- Skoro tak lubisz jak zabawy w dupne wypchanie, to co powiesz na to?- z kieszeni spodni wyciągnął nieduży metalowy pręt i machnął nim przed jego nosem. Oczy Lee rozszerzyły się. Poczuł jak zimny pot zalewa jego ciało. - No co? - mocny uchwyt za podbródek jeszcze bardziej go wystraszył- Wiem, ze wolisz kutasa tego tam, ale niestety... mam tylko to. Jestem jednak pewny, że Cię to za do woli. W końcu co za różnica co sobie wkładacie w tyłek nie?- Obrzydliwy uśmiech z jaki to powiedział, jednocześnie przylizując językiem wargi sprawił, że zrobiło mu się nie dobrze. - Nic mi nie powiesz?
-Pocałuj mnie w pompkę.- wysyczał w ostatnim akcie desperacji.
-Jak sobie...- Głośny świst przeleciał przy uchu Lee, a potem rozbrzmiał w powietrzu odgłos uderzanej o skórę pięści. Nim się zorientował niczym szmaciana lalka runął na ziemię a YungJi chwycił się z uderzone miejsce spoglądając na stojącego obok siebie bruneta
-Nigdy nie waż się go tknąć zrozumiałeś?- wycedził przez zaciśnięte zęby brązowooki. Ji wyprostował się i zaśmiał.
-Bo co? Poskarżysz się tatusiowi? Oh nie! Zapomniałem Twój ojciec ma Cię głęboka w dupie.
-To nie robi na mnie wrażenia. Już dawno nie. Jednak mogę Ci coś obiecać. Jeśli kiedykolwiek zechcesz go tknąć, choćby przypadkiem, tak zarobisz, że Cię własna matka nie pozna a suka Siwona, będzie wolała mój palec od nogi w swojej dupie, niż twojego małego i do tego połamanego kutasa.
-Choi!- oklaski rozbrzmiały na boisku- Nie sądziłem, ze znasz takie słownictwo.- Zza zakrętu wyłoniła się postać Jonghyuna- Witaj Ji.- posłał jeden z tych uroczych uśmiechów w stronę przywódcy „watahy”
-Kim Jonghyuna. - niemal przeliterował- Nie powinieneś być teraz w jakimś pokoju hotelowym?
-Mam wyjątkowo wolny poranek, a wiesz dlaczego?- Jjog podszedł bliżej- Bo Twoja siostra stwierdziła, że seks o poranku nie najlepiej wpływa na jej koncentrację a ma dzisiaj jakiś ważny test. Z historii? A może to była biologi?
-Ty sukinsynu!- jednym silnym ruchem Ji chwycił Kim'a za chabety – Nie waż się jej tknąć, rozumiesz?
-Spokojnie.- Jonghyun'a, wyswobodził się z jego uścisku- Nie tknę jej do puki mi na to nie pozwoli. Nie jestem gwałcicielem. Wszystko za obopólną zgodną. Pełna kultura. Poza tym...
-Co się tutaj dzieje? - w progu tylnych drzwi stanął Onew- Zajęcia się już dawno rozpoczęły. YongJi? Co ty tu robisz? Zdaje się, że jesteś zawieszony do następnego tygodnia. A wy?- wskazał na Minha i Jjonga- czemu nie jesteście w salach? Zapomnieliście drogę?- Po raz pierwszy widzieli tak stanowczego Lee Jinkiego. W ułamku sekundy jego spokój i ciepło które zawsze z niego emanowało gdzieś zniknęło.- Kim YongJi ja wiem, ze intelektem nie grzeszysz, ale chyba podstawy koreańskiego to jednak znasz co? Spieprzaj stąd!
Chłopak nic nie odpowiedział. Machnął tylko ręką i napięcie odwrócił się. Choć nie poruszył ustami z jego mina wyraźnie mówiła, to czego nie powiedziały usta. Gdy zniknęli im z oczu zza pleców Onew wyszedł Key. Wyszczerzył się w ich stronę i podszedł do wciąż leżącego i śmiertelnie wystraszonego Teamina. Chciał go podnieść, ale został brutalnie odepchnięty.
-Spokojnie Teamin. To ja Kibum. Już wszystko w porządku.- Dopiero teraz Lee zauważył, że tamci odeszli. Niepewnie chwycił wyciągniętą w swoją stronę, mimo wcześniejszej reakcji dłoń i podniósł się.
-A co z nim zrobimy? - Minho przykucnął przy wciąż nieprzytomnym Hakim.- Nieźle zarobił.
-Weźmiemy go do mnie- zaproponował Onew
-Nie!- krzyknął Teamin, nagle przytomniejąc
-Nie?- Jinki podrapał się w czubek głowy.
-Zabierzmy go do klubu... Jeśli nie macie nic przeciwko.- zaproponował nieśmiało
-Drink o poranku?- Jonghyuna klasnął w dłonie- Jestem za!
-Nie ekscytuj się tak bo Ci stanie.- Kibum skrzyżował ręce.
-Nie stanąłby mi jakbyś się rozebrał i zatańczył na rurze- odgryzł się starszy Kim
-Uważaj na słowa.
-To była groźba?
-Nie, przyjacielskie ostrzeżenie.
-Czy możecie przestać? Ten koleś wbrew pozorom jest ciężki- mruknął Minho- Teamin, w którą stronę?
***
Klub zajmował z pozoru niewielki budynek. Wielkością przynajmniej z wierzchu przypomniał trzy połączone ze sobą garaże samochodowe. Jednak jak wiadomo pozory mylą. Dwie kondygnacje schodzące w podziemia, stoliki, scena i bar. Wszystko nowoczesne i urządzone ze smakiem. Czerwono- złote obicia sof idealnie pasowały do delikatnie połyskujących złotem ścian. Nie duże okrągłe stoliki stanowiły iście wykwintny dodatek do całości. No i scena. Wielka, oświetla z każdej strony scena, możliwa do oglądania z obu pięter.
Siedząc teraz na jednej z kanap jedli domowa jajecznicę jaką przyrządził dla nich właściciel klubu. Spotykając go na ulicy nigdy by się nie pomyślało, ze może prowadzić najlepszy pub w mieście. Ubrany w hawajskie gacie i biały, opięty podkoszulek z palmą po czymś nie do końca możliwym do zdefiniowania, zaspany, nie ogolony i rozczochrany wyglądał raczej jak jakiś lup niż właściciel tak znanego lokalu. Być może wynikało to z faktu, ze nie pochodził stąd. Był Hiszpanem i ani myślał jakoś specjalnie się asymilować z lokalną społecznością.
-Jedźcie bo wystygnie- ponaglał ich, krzątając się między stolikami, zbierając pochowane pod nimi puste butelki.
-Jemy, jemy...- Teamin lekko uśmiechnął się, nabijając na widelec podsmażone jajko.
-Ty też Haki. - przewał na chwilę spoglądając w stronę chłopaka- Morda boli, ale jeść musisz. Może mi wyjaśnić w coś ty się tym razem wpakował?
-W nic. Napadnięto na mnie.
-Jasne. A moja żona z brzydkiego kaczątka przemieni się w pięknego łabędzia.
-Nie rozumiem czemu się jej czepiasz. To dobra kobieta.
-Szkoda tylko, że robi i za żonę i za męża w tym związku.
-Przecież nie lubisz kobiet uległych.
-Ty mnie nie łap za słówka – mężczyzna pogroził mu- Jedz lepiej. Twojego mózgu już nie ocalę, ale przynajmniej będziesz dobrze wyglądał jak będą cię chować.
-Twój żart jest powalający. Dałbyś mi lepiej coś przeciwbólowego. Szczęka mnie boli.
-Julia Ci za chwilę przynie... O! O wilku mowa!
W drzwiach stanęła wysoka, szczupła dziewczyna ubrana w szkolny mundurek. Jej śniada cera idealnie pasował do czarnych i lekko podkręconych jak heban włosów a zielone, wręcz kocie oczy połyskiwały niebezpiecznie spod przydługiej, ale dodającej jej jeszcze większego uroku grzywki. Bez słowa podeszła do stolika i rzuciła na niego listek tabletek.
-Masz.- powiedziała szorstko- Powinno pomóc.
-Mogłabyś się czasami uśmiechnąć wiesz.
-Na Twój widok? - prychnęła- Zapomnij.
-Urocza jak zwykle. - Haki wyszczerzył się i spojrzał na resztę- Wiecie, ze ja jeszcze nigdy nie widziałem jak się uśmiecha.
-Najwyraźniej ma powód.- odparł Key, biorąc łyk kawy.- Musiałeś sobie nie źle u niej przeskrobać. Zabrałeś jej stanik z damskiej przebieralni i powiesiłeś na latarni przed szkołą czy wyciągnęłaś publicznie podpaskę z jej plecaka?
-Fajnie się wam o mnie rozmawia przy mnie?- dziewczyna skrzyżowała ręce na piersiach
-Nie frustruj się tak słońce- Jonghyuna uśmiechnął się pociągająco- Kibum Cię tylko broni.
-Czy ja wyglądam jak jakaś pierdolona Roszpunka zamknięta w wieży ze smokiem latającym nad głową?
-Julia...- odezwał się Minho, łapiąc ją za rękę-...spokojnie...- Brunetka popatrzyła na niego przez chwilę, a potem mówiąc szybkie „cześć” wyszła z sali.
-Ty! - starszy Kim spojrzał z wielkim ocznym wytrzeszczem na brązowookiego, gdy tylko drzwi trzasnęły za dziewczyną - Kaszpirowski jest wśród nas!
-Choi skąd znasz Julię? -zapytał Sung ignorując wypowiedz Jjog'a
-Ze szkoły a skąd by indziej.- odparł obojętnie, bawiąc się łyżeczką zamoczona w herbacie.- Mamy razem kilka zajęć.
-Tak po prostu?
-A może być nie po prostu?
-Nie no wiesz... coś może być... tam... wiesz... tego...między wami nie?
-Nic nie ma. Zajmij się lepiej sobą i swoimi problemami. Nie ma nic do gejów, ale geje szukający zaczepki, działają mi na nerwy.
-Ja jestem gejem szukającym zaczepki?
-A nie? Gdybyśmy z Jonghyuna tamtędy nie przechodzili marnie bym Cię widział. I mało tego wciągnęłaś w to też Teamina...
-Od kiedy tak przejmujesz się innymi, panie „ synu tego Choi”, hę? Od kiedy obchodzą Ci inni, zwłaszcza Ci których tak naprawdę nie znasz?
-Haki daj spokój...- Teamin starał się przerwać tą przybierającą na sile wymianę zdań-... Minho-hyung on...
-Nie obchodzą. -odparł brunet ignorując Lee- Ale wkurwia mnie bezmyślność i głupota, a ty jesteś tego chodzącym przykładem. Przez Twój egoizm, dumę i pychę omal nie przetrzepali Lee. Może i jestem ograniczony społecznie i pewne rzeczy, które dla innych mają duże znaczenie dla mnie są bez wartości bo są ulotne i chwilowe, ale nigdy w życiu nie doprowadziłbym do sytuacji gdzie mój przyjaciel zmuszony jest zapłacić za mnie zaciągnięty dług.
Po tych słowach Minho podniósł się, narzucił plecak na ramię i opuścił pomieszczenie...
***
Było już dość późno, gdy Onew zamykał salę posiedzeń Rady Uczniowskiej. Szkołą był już pusta. Jedyną osobą w budynku był w tej chwili on i strażnik nocny. Poprawił torbą i ruszył drugim korytarzem w stronę schodów. Zaszedł nim dwa pietra, a potem prosto do wyjścia. W uszach wciąż szumiał mu słowa Choi. Ten chłopak być może i był na swój sposób dziwny, chłodny i niedostępny, ale miał w sobie coś co nie pozwalało przejść obok niego obojętnie. Poza tym jak się okazała potrafi mówić otwarcie o tym co myśli a nie tylko przytakiwać ojcu jak posłuszny pies.
Już miał skręć za róg budynku, gdy doszedł go dźwięk odbijanej piłki. Odwrócił się szukającym źródła dźwięku. Znalazł je pięć pietrów na wschód od siebie. Nie miał problemu z rozpoznaniem osobnik kozłującego okrągły przedmiot. Najprawdopodobniej zostałby nie zauważony, gdyby nie spudłowany rzut. Zmusiło to gracza do odwrócenie się i podążenia za piłką, która przeturlała się wprost pod jego nogi. Pochylił się i podniósł ją.
-Sport jest dobry tak jak alkohol, gdy jest dawkowany w sposób odpowiedni, wiesz o tym?
-Podobno. - Minho wsadził ręce w kieszenie- Dzięki, że wyjaśniłeś moją nieobecność na porannych zajęciach ojcu.
-Nie ma sprawy. Wiem jaki on jest...- Onew ugryzł się w język-...jaki jest wymagający w stosunku do Ciebie.- poprawił się.
-Możesz nazywać rzeczy po imieniu- brunet zaśmiał się – wiem jakim sukinsynem jest mój ojciec.
-Mogę Cię o coś zapytać?
-Chyba tak.- młodszy wyciągnął z jego rąk piłkę.
-Ograniczasz kontakty z ludźmi do minimum ze względu na ojca, prawda? Nie chcesz...
-To nie tak. - Choi przerwał mu- po prostu zdaję sobie sprawę jak bardzo jest do niego podobny, widziałeś dzisiaj rano w klubie zresztą. On i ja jesteśmy tacy sami a co za tym idzie, im bliżej kogoś będę tym bardziej on będzie cierpiał. Mój ojciec jest destrukcyjny i...
-Ty nie jesteś Minho. I wcale nie jesteś do niego podobny. -Lee chwycił go za ramiona- Ty jesteś nim przesiąknięty, zatruty przez niego, ale nie jesteś taki jak on. Gdybyś był choć trochę podobny do niego pozwoliłbyś dzisiaj ranu aby tamci skrzywdzili Teamina. I każdy kto uważa inaczej to głupek.
-Jinki ma rację.- zza drzewa wyłonił się Jonghyuna- Nie jesteś swoim ojcem.
-To było wzruszające.- klasnął w dłonie, pojawiony nie wiadomo skąd Key niszcząc całą powagę sytuacji - Skoro już sobie porobiliśmy dobrze, wykład psychologiczny zakończony możemy iść się zabawić? Teamin ma dzisiaj pokaz, co wy na to?
-Jestem za!- starszy Kim ożywił się
-Minho? Onew?
Obaj panowie spojrzeli na siebie a potem skinęli głowami, nieświadomi na co się tak naprawdę zgodzili...
00:01:14 25/05/2011, Lilyth [Powrót] Komentuj
» 20:04:00 8/06/2011
81-219-5-186.adsl.inetia.pl | brak www IP: 81.219.5.186
» 22:35:17 26/05/2011
nat178-214-20-5.mtm-info.pl | brak www IP: 178.214.20.5
» 13:29:21 25/05/2011
aasy253.neoplus.adsl.tpnet.pl | brak www IP: 83.5.236.253
» 09:55:57 25/05/2011
77-253-66-207.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.253.66.207