Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
SMS: Kocham Cię...

SMS: Kocham Cię...

Wiem...

Wiem...

Wiem...

Nic mnie nie sprawiedliwa za tak długą nieobecność, brak notek i w ogóle... Ale w chwili obecnej przechodzę "piśmienniczy kryzys"- pomysły się mnożą jednak umiejętności przelania ich na papier są na poziomie gorszym niż u siedmiolatka ;(

Nie wiem może jestem przemęczona, a może to co innego... ale wiedzcie, że pamiętam o was every single day . Wiem, ze czekacie na nowy rozdział, ale nie będą kłamać, ze pojawi się nie długo bo... nie potrafię go napisać. Zaćmienie, wielki napis "STOP", basta i innego tego typu rzeczy;( Jedyne co mi najlepiej teraz wychodzi to patrzenie się na pustą kartkę WORDA lub trzy marne zdanie w nim napisane nic po za tym...

To co zamieściła po niżej napisałam jeszcze w dobie wenotwórczej. Nie którzy to czytali i inny nie. Mam nadzieję, ze mimo to przyjmiecie to jako formę rekompensaty/ zadośćuczynienia za braki notek i nie obecność. I dacie mi czas na ogarnięcie się i nie pouciekacie :)

 

Nie przedłużając. Życzę miłego czytania i do zobaczenia w wkrótce :*

 


"Rozłąka sprawia, że serce kocha bardziej..."

 

JongKey

-W domu? Wszystko w porządku...
Od przeszło godziny trwała ta rozmowa o wszystkim o niczym. Padało w niej mnóstwo pytań o rzeczy dość mało istotne albo z góry oczywiste. Miało to na celu zamaskowanie prawdziwego celu tej konwersacji.
Jonghyuna od miesiąca przebywał na rehabilitacji za granicą. Jak zapewniał ich menager jego stan z dnia na dzień się polepszał i lada dzień miał do nich wrócić. Jednak czas oczekiwania na jego powrót zdawał się dla Key'a wiecznością. Pomimo że rozmawiali ze sobą codziennie, nie dosyt wciąż pozostawał. Słyszeć a widzieć i słyszeć to nigdy nie będzie tym samym.
Zdarzały się takie chwile gdy był na niego wściekły za tą kontuzję, choć nie była ona jego winą. Był wściekły, że nie może być razem z nim. Ale potem przychodził myśli i opamiętanie, ze być może uraz był dla nich znakiem od Najwyższego. Dał im czas na przemyślenie tego co było między nimi. No właśnie tylko co to tak na prawdę było? Byli przyjaciółmi, to nie podlegało wątpliwości, ale czy aby na pewno ta ich przyjaźń była nią faktycznie, to znaczy była taka jak przyjaźń powinna być, czy może przekraczała pewną granicę, której nie powinna przekroczyć...
-Key, jesteś tam?
-Jestem, jestem. Zamyśliłem się. Wybacz.
-Wszystko w porządku Bummie?- jego głos zabrzmiał tak ciepło... tak troskliwie...Chciał aby Jonghyna staną tu i teraz w progu jego pokoju, aby go objął tak jak robił to gdy bywali sami.- Możesz mi wszystko powiedzieć, wiesz o tym.
-Jjog...- urwał, biorąc głęboki wdech- Jak to jest z nami.
-Nie rozumiem.
-Kim ja dla Ciebie jestem? Przyjacielem? Kolegą z zespołu... kim Jonghyuna? Chcę wiedzieć...
Po drugiej stronie w tym momencie zapadła ciężka cisza. Przyspieszony oddech starszego Kima przelatywał przez linię telefoniczną. Key był pewny, że Bling nie spodziewał się tego pytania, bynajmniej nie tak otwarcie zadanego. Namiętnie krążyli wokół niego, ale żaden nie odważył się wychylić i zaryzykować zadaniem go.
-Jjong...- jęknął, błagając aby odpowiedział mu na to pytania. Aby w końcu to rozdarcie i niepewność zamknąć w jakieś konkretne szufladzie i nazwać.
-Bummi... ja...- zaczął, niemiłosiernie się jąkając. -...ja...ja...
-Nie wiesz.- przerwał mu ostro.- To szkoda Jonghyuna. Wielka szkoda. Cześć.
Wściekły rozłączył się. Ale tak na prawdę nie był zły na Blinga, ale na siebie o to że w ogóle zapytał. Przeklną pod nosem i cisnął telefonem w materac a głową schował pod poduszką.
„Głupek”- mruknął do siebie- „Skończony kretyn. Co ja sobie wyobrażałem?!”
Nie minął chwila, jak rozbrzmiał sygnał wiadomości SMS. Key wysunął się spod poduszki i sięgnął po urządzenie. Wiadomość była od Jonghyuna. Drżącą dłonią naciął na nią. Treść jaka w niej byłą zawarta była krótka i treściwa, ale rozwiewając wszelkie wątpliwości w dwóch słowach - „Kocham Cię”.
Kim wziął głęboki wdech i po raz kolejny tego wieczora wybrał numer przyjaciela.
-Ja Ciebie też branie- powiedział, jak tylko zniknął dźwięk sygnału łączącego.- Jak cholera...



2MIN

-Tęsknię.- szepnął nieśmiało Teamin w słuchawkę- Chcę abyś już wrócił.
-Już nie długo Minee...już nie długo...
Od trzech tygodni Minho siedział w Nowym Yorku ze swoim ojcem i pomagał mu w rekrutacji nowych zawodników do jego drużyny. Z początku podchodził do tego wyjazdu dość sceptycznie. Rozłąka z przyjaciół głównie z maknea, była jednym z czynników przez które wzbraniał się od tej wycieczki. Jednak gdy tylko dotarł na miejsce i pobył jakiś czas w tym całym sportowym zgiełku, który jak się okazało tak kochał, zmienił nie co zdanie. Zaczęły go nawet nachodzić myśli o ewentualnym powrocie do sportu. Nigdy jednak nie wspomniał o tym podczas rozmowy z Teaminem, bo wiedział jak dzieciak by zareagował i jak mógłby to opatrzenie zrozumieć. Piłka nigdy nie przestała być częścią jego życia, w tym się w końcu wychował, ale zespół a szczególnie Lee, były tym co dawało mu szczęście. To prawdziwe szczęście, choć nie zawsze podawane na złotej tacy. Poranne sprzeczki Blinga z liderem o to czyja kawa jest lepsza, narzekania Key'a na ich brak umiejętności utrzymania porządku i widok zaspanego o poranku maknea, były rzeczami które ni jak równały się do piłki nożnej.
-Czy ty w ogóle chcesz wrócić hyung?
-O-oczywiście! -zająknął się wyrwany z zamyślenia, co nie umkło Lee.
-Jakoś nie zabrzmiało to przekonująco. Myślałeś o powrocie do sportu... do piłki, prawda?
-Teamin, piłka zawsze będzie czymś co kocham, ona jest częścią mnie, ale...
-Skoro ją tak kochasz, to wróć do niej. - burknął-Nikt Cię tu na siłę nie trzyma.
-Wiem o tym, ale...
-To dobrze. Miłego wieczoru.
-Teamin zacze...- Sygnał zakończenia rozmowy zabrzmiał upiornie. Minho westchnął wystukał ponownie numer, ale Lee nie odebrał. Ani tego ani kolejnych trzech telefonów. Nie znający słowa „przegrana”, postanowił rozegrać to inaczej. Nie chciał aby Teamin uznał, ze wolał okrągły przedmiot niż jego- tego który stanowi najważniejszy element jego życia.
-Minho?- zdziwiony głos Onew rozbrzmiał na linii- Co się stało?
-Możesz mi dać Teamina?
-Mówi, że nie chce z Tobą gadać. Pokłóciliście się?
-Źle mnie zrozumiał.
-A jak miał zrozumieć skoro nie potrafisz określić swoich uczuć do niego.
-Skoro wiesz, że się pokłóciliśmy, to po co pytałeś?
-Byłem ciekawa co ty mi powiesz.
-Jinki, weź go przekonaj aby odebrał mój telefon.
-Już próbowałem. Jest uparty. Wiesz o tym. Znajdź inny sposób.
-Wielkie dzięki.- brunet westchnął
-Zawsze do usług. Trzymam kciuki.
Kolejne piętnaście minut Choi spędził na intensywnym myśleniu, jednocześnie przeglądając ich wspólne zdjęcia jakie miał w pamięci telefonu. Ta radosna twarzyczka była czymś za co byłby oddać życie. Choć nie nie mówił tego otwarcie kochał Teamina, bardziej niż jak młodszego brata. Nie możliwość usłyszenia jego głosu była dla niego jak kara a myśl, ze się na niego obraził, była gorsza niż przegrany choć z góry skazany na wygraną mecz. To chyba był ten moment w którym musiał podjąć decyzję czego chce i jak chce to osiągnąć.
Otworzył puste okno SMS i wystukał kilka liter. Wybrał odbiorce i wysłał. Po chwili rozbrzmiał dźwięk telefonu. Wesoło podskakujące zdjęcie maknea pojawiło się na wyświetlaczu.
-To prawda? -usłyszał pod drugiej stronie.
-A uważasz, że nie?
-Tego nie wiem. Ty mi powiedź.
-Tak to prawda.
-Nie napisałeś tego aby...
-Nie.- przerwał mu- Powinienem Ci to już dawno powiedzieć. Na piłce mi zależy ale na Tobie bardziej. Jakbyś dał mi dojść do słowa uniknęlibyśmy tego niedomówienia.
-To znaczy, ze wrócisz?
-Oczywiście, ze tak. Jutro zabukuje bilet i w środę powinienem być.
-I już więcej nie wyjedziesz?
-Nie bez Ciebie...
Ta rozmowa trwała jeszcze dobrą chwilę. Gdy się skończyła brunet poczuł niewytłumaczalną lekkość. Rozwalił się wygodnie na łóżku, przymykając oczy, starając się odtworzyć w myślach dźwięk głosu Lee. Jednak sygnał SMS zmusił go do ich otwarcia. Zawiesił nad sobą telefon aby odczytać wiadomość. Jej treść nie była długa, ale wywołała szeroki uśmiech na jego twarzy. Choć nie usłyszał jej osobiście, ale wiedział, ze jest stuprocentowo prawdziwa – Dwa słowa: Kocham Cię ...


Głosuj (0)

14:21:11 17/07/2011, Lilyth [Powrót] Komentuj


HiRa

» 16:32:41 8/08/2011
zalogowany | http://HiRa.id.joe.pl/ IP: zalogowany

Super,świetne,
Uwielbiam twoje opowiadania ,te szczegóły.
Szkoda że mnie wena prysła :((

pannaKa

» 01:57:57 21/07/2011
84-10-202-181.dynamic.chello.pl | brak www IP: 84.10.202.181

przeczytałam wszystkie one-shoty (oprócz ostatniego), całą liderowską nienawiść i soft love, i jestem pod wrażeniem :D Dobrze piszesz i masz świetne pomysły :D
informuj mnie o nowościach a tymczasem zabieram się za jakieś wieloczęściowe opowiadanie ~
http://www.lovelikeoxygen.blog.onet.pl

Aga

» 09:22:06 18/07/2011
178-37-156-198.adsl.inetia.pl | brak www IP: 178.37.156.198

Czytałam to już - świetne :) Mogłabym to czytać wiele razy xD
Przykro mi, że twoja wena się zbuntowała, z niecierpliwością czekam na nowy rozdział, ale niestety wiem, jakie są skutki "ucieczki" weny :/
Mam nadzieję, że niedługo ją odzyskasz :)

Szablon

Wykonała Cineva, nu eu, tylko dla Lilyth. Grafika znaleziona w sieci. Zasila Blog4u.pl.
Więcej szablonów jej autorstwa znajdziesz na blogu szablonowni Kopia Niefiskalny.