Zaczynam nowe opowiadania z nadzieją, ze w przeciwieństwie do "The way we are" zostanie ono przeze mnie skończone. Co nie znaczy, że je 100% porzucam, nie, nie... być może za jakiś czas do niego wrócę, ale póki co mam pustkę jak na nie patrzę.
Ten nowy wytwór z początku chciałam umieszczać na YaoiLove;, ale potem doszłam do wniosku, że chyba nie bardzo będzie ono tam pasowało.
Mam nadzieję, ze przypadnie wam do gustu :)
Miłego czytania :)
...:: ŁÓŻKO W PARYŻU ::...
ŁÓŻKO W PARYŻU
Rozdział 1
Biorąc pod uwagę, ze była dopiero środa i nawet nie późny wieczór w pubie panował spory ruch. Być może spowodowane było to nagłą falą upałów jaka zalała cały kraj. Ludzie mając dość rozpływania się we własnych domach decydowali się na masowy „rozpływ” na ulicach.
Uwijał się najszybciej jak tylko potrafił, podając na zmianę piwo, colę, drinki i inne dziwnie mieszane napoje, które tylko mógłby by dać chwilowe ochłodzenie i orzeźwienie. Westchnął spoglądając na zegarek. Pech chciał, ze był zmuszony pracować dzisiaj przez pięć godzin sam, bo kolega, który przeważnie jest z nim na zmianie, właśnie zostawał ojcem.
-Key, trzy piwa na już.
-Się robi słonko.- dziewczyna cicho się za śmiał, kładąc tacę na barze, czekając na swoje zamówienie.
Kim Kibum był jednym z czterech barmanów jaki pracował w tym pubie. Nie był to jednak szczyt jego marzeniem, ale jak wiadomo marzeniami się nie na jesz a żyć jakoś trzeba. Kiedyś miał plany. Wielkie palny- chciał wyjechać, studiować, poznawać ludzi i świat. Robić to co kochał najbardziej czyli projektować. Dostał się nawet na wydział projektu w Paryżu, jednak nagła śmierć ojca zmusiła go do porzucenia tego i zostania w mieście, aby zająć się matką i młodszą siostrą, które bez „żywego bankomatu” po prostu ginęły.
-Powariowali dzisiaj.- mruknęła po chwili dziewczyna wyrywając go z zamyślenia.
-Ja myślę, ze liczyli na to, ze skoro jest gorąco będziesz paradował tutaj w stroju kąpielowym i będą mieli na co popatrzeć.
-Z tego co wiem, klub ze striptizem jest naprzeciwko. - mruknęła nie kryjąc oburzenia
-Ja to wiem, ale oni nie koniecznie- Kibum uśmiechnął się - Proszę- postawił trzy zimne kufle piwa na tacy i pchnął ją w stronę kelnerki.
-Dzięki. - skinęła głowę i ruszyła w tłum spragnionych samców.
Sonya, była jego koleżanką jeszcze z czasów szkoły podstawowej. Co prawda nigdy nie chodzili do jednej klasy, ale mieszkali w jednym bloku, dokładnie pod sobą i to wystarczyło jak się później okazało aby mogli zostać parą na prawdę bardzo dobrych przyjaciół łamiąc tym samym porzekadło o niemożliwości przyjaźni pomiędzy kobietą i mężczyzną. Dzieli ze sobą swoje smutki i radości. Nigdy nie szczędzili sobie szczerości wobec siebie, nie ważne jak brutalna ona była.
Kiedy byli na ostatnim roku Sonya zaszła w ciąże. Po tym jak jej ojciec dowiedział się o tym, wywalił z domu. Do porodu mieszkała z babką, ale po temu musiała się wyprowadzić bo Jay robił za dużo hałasu, co przeszkadzało „kochanej” babci. Zamieszkała w kawalerce u pewnej wdowy. Kobieta okazała się na tyle miła, że nie dość, ze pozwoliła jej płacić połowę tego co powinna to jeszcze zajmowała się małym podczas jej nieobcności.
-Ziemia do Kubuma...Hallo! Hallo!- czyjaś dłoń machała mu przed oczami- Wróć do mnie słodziaku.
-Co-o?- wydukał, pomrugując kilka razy
-Nie „co”, tylko osiem zimnych piw i wódka z colą.
-Czy oni nie mogą pić wody?- jęknął wyciągając spod lady wódkę.
-Te pretensje nie do mnie.
-Wiem, wiem. - westchnął, napełniając kufle- Do domu do mnie chyba dzisiaj zawleczesz.
-O której ma się pojawić Joon?
-O dwudziestej, ale nie liczę na to. W końcu zostaje ojcem, nie?
-Może powinieneś poprosić Hyesung'a, aby szybciej ściągnął Junsu, co? Ludzi przybywa podobnie jak roboty.
-Nie... poradzę sobie.- pokręci głową, wysuwając tacę.
-Jak uważasz, ale pamiętaj że nie jestem maszyną Key.
-Pamiętam. -uśmiechnął się lekko- Leć nim, tamci jaskiniowcy spiją nam wodę z kwiatowych doniczek.
-Idę, idę. - Sonya zdjęła tacę, nabierając powietrza w płuca- A! - krzyknęła jeszcze- Mam nadzieję, ze pamiętasz o dzisiejszej kolacji? Obiecałeś Jay'owi, pamiętasz?
-Oczywiście, że tak. Kończmy razem zmianę przecież, nie?
-Wolała się upewnić. Buźka- rzuciła mu w powietrze całusa i ruszyła w tłum. Szatyn nie miał pojęcia skąd jego przyjaciółka miała w sobie tyle sił- syn, praca, dom i żadnej pomocy z znikąd.
-Key mam prośbę.- pod barem pojawiał się wysoka brunetka
-Prośbę?- spojrzał na nią podejrzliwie.
-Możesz podjeść do stolika numer osiem i wziąć zamówienie?
-A ty nie możesz?
-Wolałabym nie.
-A czemu?
-Bo nie. Możesz czy nie?
-Yonna, jestem sam za barem jakbyś nie zauważyła. Nie mogę tak sobie odjeść bo ty masz jakiś problem ze stolikiem numer osiem.
-Tam siedzi mój ojczym z „przyjacielem”- szepnął cicho, nie kryjąc zażenowanie- Możesz?
-No dobrze, choć sam się sobie dziwię że to robię. Daj tacę i kartkę.
-Dzięki! Jesteś wielki!- uradowana rzuciła się mu na szyję.
-Tak wiem, ale już mnie puść. Kiedy mnie nie będzie doglądnij baru, dobra?
-Się robi!
-Właśnie tego się obawiam- mruknął ruszając w labirynt stolików...
Biała GTA-a Spano mknęła miękko po szarym, rozgrzanym do czerwoności przez letnie słońce asfalcie. Jej jedynym ograniczeniem była sygnalizacja świetlna, która nie mal na każdej mijanej krzyżówce zmuszał ją do chwilowego postoju. Przez tą krótką chwilę, stawał się obiektem zachwytu ogółu koreańskiej populacji zamieszkującej Seul- zarówno tej zmotoryzowanej jak ich i pieszej.
-Wzbudzasz strasznie duże zainteresowanie.- mruknął osobnik siedzący w fotelu pasażera.
-Tak? Nie zauważyłem.- kierowca wzruszył obojętnie ramionami, poprawiając lusterko.
-Daruj sobie tą sztuczną skromność.
-Twój humor zabija dzisiaj.
-Nie wkurwiaj mnie, tak?
-Wyluzuj. I tak jest wystarczająco gorąco na dworze. Nie musisz mi jeszcze dogrzewać auta.
-Jaki cudem ja cię jeszcze nie zabiłem, co Choi? No jakim?
-Za bardzo mnie kochasz aby to zrobić to raz. Dwa gdyby nie ja jeździłbyś do roboty zatłoczony autobusem i trzy kto by Ci gotował?
-Dobra skończ już. Skup się na drodze.
-Kiedy ja to ostatnio mówiłem, olałeś mnie i wylądowaliśmy w ulicznej latarni.
-Długo będziesz mi to wypominał?
-Tylko co jakiś czas.
-Weź prowadź i nie gadaj. Piwa mi się chce.- brunet zaśmiał się tylko skręcając w najbliższą ulice.
Kim Jonghyun i Choi Minho byli przyjaciółmi jeszcze z czasów licealnych, pomimo że istniał między nimi rok różnic. Poznali się na jakimś meczu piłki nożnej, potem przez pół nocy, nawaleni odprowadzali się nawzajem do domów aby w ostateczności i tak wylądować w mieszkaniu ich- jak się okazał później- wspólnego znajomego Taemina. Od tamtego czasu stali się nie prawie nie rozłączni wywołując w ten sposób burzę hormonów wśród żeńskiej części szkoły. Choi- wysoki, wysportowany, o wielkich brązowych tęczówek i charyzmatycznej postawie i Kim- umięśniony, zabawny i czarujący o zniewalającym uśmiechu stali się figurami w kręgosłupie szkolnego społeczeństwa. Zżyli się sobą na tyle, ze po skończeniu liceum i wyborze studiów zdecydowali się zamieszkać raz, pomimo ze Jonghyun był pierwszym, który rozpoczął naukę na wyższej uczelni.
Teraz byli jak stare dobre małżeństwo i wszyscy ich znajomi tak właśnie ich postrzegali. Dobrze im było ze sobą, nie potrzebowali niczego więcej co oczywiście nie znaczyło, ze nie bywali w związkach. Wręcz przeciwnie, bywali i to w wielu, jednak nie spełniały ich oczekiwań, może dlatego że sami nie wiedzieli czego tak na prawdę chcieli.
-Słyszałem, że Jo Kwon omal nie wysadził was dzisiaj w powietrze.- odezwał się młodszy, skręcając w wąską uliczkę.
-Nic mi nie mów o tym idiocie.- burknął Kim- Nie dość, że nie nadaje do pracy a na domiar tego stanowi zagrożeniem dla życia , każdego kto znajdzie się w jego pobliżu. Wyobraź sobie, że parę dni temu o mal nie wypchnął przypadkowo Yuri przez okno, wczoraj prawie udusił biedaka Jinkiego, podczas niszczenia dokumentów w niszczarce a dzisiaj... ehh... sam zresztą wiesz.
-To porozmawiaj z Nikhunem.
-To nic nie da. Kwon jest synem pana „mam dużo pieniędzy”. Sam rozumiesz.
-Powiedźmy. - Minho westchną stając na kolejnych światłach. Dzisiaj zdecydowanie nie był jego dzień.
-A Ty już zdecydowałeś co zrobisz z Junho?- zmieniał temat Jonghyun, podkręcając klimatyzację
-Myślałem o wywaleniu go. Tak ku przestrodze.
-Nie jesteś zbyt surowy?
-Brał sterydy wiedząc, ze są zabronione. Wiesz co by się stało gdyby to wyszło podczas badań, przed mundialem? Bo ja tak i gdy tylko o tym pomyślę mam ochotę go zatłuc.
-Zawieś go i wyślij na odwyk.
-Nie wiem. Muszę się z tym przespać. Dzisiaj już nie mam to tego głowy.
-Ja mam jeszcze trzy raporty do zrobienia. - bąknął Kim, opierając głowę o szybę.
-Mówiłem abyś to zrobił wczoraj. Miałeś czas.
-Tak, tak. - starszy machnął dłonią, przymykając oczy.
-Nie zasypiaj, bo właśnie dojeżdżamy.
Jjog wyprostował się i przeleciał wzrokiem okolice zatrzymując się dopiero na dość sporym pubie jaki miał przed sobą- elegancka, jasna elewacja i rzędy drewnianych stolików stojących na dębowym podeście z widokiem na morze nadawały jej pewny unikalny klimat już na wstępie.
-Co to za miejsce?- zapytał wychodząc z auta
-Taemin mówił, ze jest tu bardzo przyjemnie.
-Nigdy o nim nie słyszałem.
-Ja też nie a podobni stoi tutaj już dobry kawałek czasu. Chodź!- brunet chwycił przyjaciela za rękę i pociągnął w stronę pubu- Może znajdzie się dla nas jakiś stolik na dworze.
-Może...-mruknął Jonghyun dając się prowadzić.
Ruszyli w stronę budynku, owiewani lekko morską bryzą. Powietrze zdecydowanie było tu lżejsze a upał nie doskwierał tak jak w mieście. Faktycznie ludzi było co niemiara i znalezienie stolika na zewnątrz graniczyło chyba z cudem.
-Przepraszam? - brunet zahaczył całkiem ładną kelnerkę- Znajdzie jeszcze jakieś miejsce na dworze?
-Chwileczkę, dobrze? - dziewczyna przemknęła między stolikami, na chwilę gdzieś zniknęła aby znowu się pojawić- Macie panowie szczęście. Proszę za mną.
Ruszali posłusznie za kelnerką, rozglądając się z zainteresowaniem otoczeniu. Ludzie byli praktycznie wszędzie, gwarnie skupieni w gromadach. Głośne rozmowy mieszały się z przyjemna muzyka jak leciała z głośników wystawionych z budynku.
W pewnym momencie jednak coś a raczej ktoś przykul uwagę Choi być może dla tego ze nie pasował do tego całego obrazka. Był to dość wysoki szczupły szatyn, w ciemnym stroju barmana. Krzątał się zwinnie między stolikami nie zdejmując uśmiechu z twarzy.
-Bardzo proszę- dziewczyna wskazała im miejsce w samym koncie „powietrznej sali”- Co mam podać?
-Dla mnie wodę mineralną a dla tego tam piwo. Oba napoje możliwie jak najzimniejsze.- poprosił Minho rozsiadając się wygodnie, nie spuszczając jednak wzroku z szatyna
-Oczywiście. - uśmiechnęła się słodko i ruszał w kierunku budynku
-Gdyby mogła przeleciałaby Cię tu i teraz.- mruknął Kim, gdy dziewczyna zniknął im z pola widzenia
-Wyczuwam zazdrość w twoim głosie.
-O Ciebie? Phy!- prychnął starszy- W życiu!
-Oczywiście.- Minho wywrócił oczami -Jonghyun możesz spojrzeć na tego chłopaka... o tam...- wzrokiem wskazał na barmana.
Starszy odwrócił we wskazanym kierunku, chwilę po patrzył a potem odwrócił się i wrócił śląc pytające spojrzenie.
- Co z nim?
- Nie wydaje Ci się znajomy?
-Nie bardzo. - Kim wzruszył ramionami.
-Jesteś pewny?
-Choi chłopak jak chłopak.
-No tak. Zapomniałem ze oprócz własnej twarzy w lustrze nikogo innego nie rozpoznajesz.
-Rozpoznaję jeszcze Ciebie a wierz mi rano to nie taka łatwa sprawa. Tak między nami, wyglądasz wtedy tragicznie. Nie masz pojęcia ile mnie kosztuje nie krzyknięcie, ze menel grasuje mi po domu.
-Odezwał się Brad Pitt.
-Nie obrażaj się.
-Nie obrażam, tylko czasami...- jego wypowiedz przerwał dźwięk telefonu- Kogo niesie o tej porze?- mruknął wyciągając telefon z kieszeni- Taemin?
-Standardowo.- prychnął Jonghyun, krzyżując ręce na piersiach, lekko odchylając się na krześle do tyłu- Ciekawe co tym razem? Jinki znowu chciał udowodnić swój ognisty, łóżkowy temperament i teraz leży w szpitalu z rozwalaną głową? On w końcu zabije tego dzieciaka zobaczysz...
-Nie przesadzaj.- Minho pokręcił głową nie kryjąc rozbawienia.
-Nie będę a ty odbierz w końcu tego wyjca.- ponaglił go starszy, mając dość wkurzającego dzwonka przyjaciela- To na pewno jest coś WAŻNEGO...- ostatnie słowo zaakcentował bardzo wyraźnie. Choi westchnął, naciskając na zielny telefon rozpoczynając rozmowę...
Key rzucił tacę na blat baru. Miał tylko obsłużyć jeden stolik za zaliczył chyba z dziesięć a ta co miała przypilnować mu interesu gdzieś pokazała bez słowa. Wszedł do swojego królestwa w celu jego uprzątnięcia. Za dużo butelek już miał na podłodze.
-Bummie...- wysunął głowę spod blatu, napotykając na całkiem uroczą buźkę i duże, nieznacznie wylewające się zza dekoltu piersi- Bummie...
-Czego dusza chce?- zapytał prostując się.
-Źle się czuję. Chciałbym pójść do łazienki. Zaniósł być zamówienie do stolika numer dwanaście- piwo i woda?
-Poproś Sunny.
-Wolę Ciebie.
-Hyoyeon to miłe, ale zatrudniałem się tutaj jako barman a nie kelnerka. Poza tym jestem dzisiaj sam i wszystko jest tutaj na moje głowie.
-Wiem, ale tylko to jedno zamówienie. Proszę. Key...- dziewczyna chwyciła go za dłonie.
-Pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Że zrobisz sobie test ciążowy.
-A po co?!
-Zrób go dobrze?- westchnął stawiając na tacy piwo i szklankę z wodą- Idę a ty idź do tej łazienki. Wyglądasz strasznie blado- dodała jeszcze a potem po raz kolejny tego dnia ruszył na salę.
Stolik numer dwanaście znajdował się w samym rogu „powietrznej sali”- tak zwykli nazywać cały plac jaki znajdował się poza Pubem. Zwinnie zaczął omijać stolik, modląc się w duchu aby nikt nie zechciał go zatrzymać tak jak to było poprzednim razem.
-Bardzo proszę. Panów zamówienie. Woda i piwo.- postawił dwa szklane naczynia na drewnianym blacie nie patrząc na twarze gości.- Czy coś jeszcze podać?
-Nie dziękuję.- odparł brunet, przyswajać piwo swojemu towarzyszowi a sobie biorąc wodę.
-W takim razie życzę miłego popołudnia- uśmiechnął się w tym samym momencie w którym ów ciemnowłosy mężczyzna podniósł wzrok i na niego spojrzał.
To było jak zderzenie z górą lodową -bolesne i katastroficzne. Na happy end nie miał co liczyć. Poznał go od razu. Nie miał wątpliwości kogo właśnie obsłużył, tak jak tego kto siedzi na drugim krześle. Przeszłość właśnie postanowiła sobie z nim poigrać, zupełnie jakby teraźniejszość robiła to za rzadko...
All chapters: I , II , III , IV , V , VI , VII VIII IX , X , XI , XII , XIII , XIV ,XV , XVI
23:53:45 29/08/2011, Lilyth [Powrót] Komentuj
» 18:54:30 2/10/2011
078088189074.stk.vectranet.pl | brak www IP: 78.88.189.74
» 21:27:15 2/09/2011
zalogowany | http://story.wjo.pl/ IP: zalogowany
» 22:18:09 1/09/2011
89-72-245-35.dynamic.chello.pl | brak www IP: 89.72.245.35
» 21:17:31 31/08/2011
system8589174188.ptvk.pl | brak www IP: 85.89.174.188
» 10:09:07 30/08/2011
77-253-71-84.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.253.71.84
» 00:59:34 30/08/2011
87-205-250-141.adsl.inetia.pl | brak www IP: 87.205.250.141