Chyba podaruję sobie zbędę ogłoszenia duszpasterskie :) Powiem tylko krótko, że bardzo, ale to bardzo dziękuję wam za te wszystkie komentarze. Jesteście wielkie. Na prawdę ;*
ŁÓŻKO W PARYŻU
Rozdział 9
Człowiek żyje w oparciu o cykl, którym określa pojęcie czasu i według którego organizuje życie.
Cykl roczny, wyznaczany porami roku, położeniem gwiazd, obiegiem Słońca stał się najbardziej oczywistą miarą czasu, a zrozumienie, że początkiem i końcem cyklu jest takie samo położenie Ziemi w stosunku do tych samych gwiazd sprawiło, że przypisano mu znaczenie magiczne, co dało początek wielu wierzeniom, obrzędom i obyczajom.
Pojęcie czasu, stworzenie kalendarza, kojarzenie przeszłych i przyszłych wydarzeń z cyklicznie powracającymi porami roku i datami pozwalało nie tylko na organizację bieżącego życia, ale w przypadku wydarzeń znaczących także na przeżywanie, zapamiętywanie i utrwalanie społecznej historii.
Dacie urodzin, od której tak zależne stało się życie człowieka, przypisywano wielkie, często magiczne znaczenie, bo nie ukrywajmy same narodziny są same w sobie są cudem , największą i najpiękniejszą magią.
Nie lubił nigdy hucznych przyjęć. Drażniła go w tym ta cała otoczka sztuczności jaka temu towarzyszyła. Preferował małe ale szczere grono ludzi, dzięki któremu w tym jednym dniu w roku mógł się czuć wyjątkowo. Jego kółko wzajemnej adoracji z biegiem lat zawęziło się tylko do trzech osób i nie żałował tego ani trochę.
-Ty, Choi możesz mi powiedzieć jak macie zamiar pokonać Icheon Citizen?- wyseplenił z pełną buzią kurczaka Onew
-Tak samo jak z Daegu FC czy Youngkwang FC.- odparł Minho otwierając drugie piwo.
-Jinki przecież ty się nie interesujesz piłką nożną.- zauważył Jjog, siadając na podłodze obok bruneta.
-Piłką nie ale tym jak Twój ogier mam w planie wygrać kolejny mecz, tak.
-Nie wiem czemu, ale kiedy tak mnie nazywasz czuję się zgorszony i zniesmaczony.- Minho wykrzywił się
-Lepiej zainteresował byś się swoim cukierkiem a od mojego ogiera się odstosunkował.
-Uuu... jak się ciebie boje...- zadrżał teatralnie starszy
-A właśnie, gdzie jest Minne?- Choi wyciągnął szyję w poszukiwaniu najmłodszego z nich.
-Może na balkonie. -Jonghyun wskazał na uchylone drzwi
-Sprawdzę to.
-Tylko trzymaj łapki przy sobie Minho.- zagroził Jinki- Ja wszystko wyczuję.
-Nie wyczułbyś kupy psa, gdybyś w nią wdepnął Lee.- mruknął Jjong
-Gdyby nie to, ze Minho ma dzisiaj urodziny to bym Ci przyłożył.
-Czym? Segregatorem z raportami za zeszły rok?- prychnął Kim, wywołując ciche parsknięć z ust Choi.- Daruj sobie i zajmij się tym udkiem, kurczakożerco. A tak w ogóle to wiesz, ze Twoje zamiłowanie do jedzenia tych kruczków podchodzi już pod zboczenie i powinieneś się leczyć? I na dodatek...
Reszty psychologicznego wywodu swojego przyjaciela na temat mani jedzenie kurczaków przez ich wspólnego hynga nie dosłyszał, bo był już na balkonie, gdzie faktycznie siedział Teamin.
Lee był dla niego trochę jak spóźniony brat bliźniak. Dobrze wiedział kiedy coś mu było, gdy coś go gnębiło i nie dawało spokoju, ale kiedy był szczęśliwy. Nie musiał z nim rozmawiać twarzą w twarz aby to wiedzieć. Wystarczył gest, ton głosu lub spojrzenie aby wiedział.
Dzisiaj było tak samo. Niby z impetem wbił się w niego w drzwiach, z uśmiechem i swoich zwyczajowym ADHD składał mu życzenia, śmiał się i żartował z nimi, to jednak coś było nie tak. W jego oczach nie widział tego charakterystycznego dla niego blasku.
-Nie wiedziałem, że palisz.- stanął obok młodszego, opierając się o balustradę.
-Czasami.... -mruknął Lee wypuszczając dym w gęste, gorące powietrze- ...a właściwie to w ogóle...
-To zgaś go. Szkoda płuc.
-Minho mogę Cię o coś zapytać?
-Pewnie.- Choi odwrócił się tyłem do barierek- Pytaj.
-Czy ty jesteś szczęśliwy?
-Szczęście jest pojęcie względnym, dobrze o tym wiesz. Zadaj właściwie pytanie.
-Wczoraj dowiedziałem się, że jedne z nowojorskich choreografów chce mnie zatrudnić w sowim zespole jak głównego tancerza, który równocześnie byłby także drugim choreografem.
-Gratuluję Minne, to było Twoim marzeniem.
-Tak, tylko że wiąże się to z opuszczeniem Koreii na co najmniej rok- Lee spojrzał na niego, zagubionym wzrokiem- Wiesz, co to oznacza, prawda?
-Musiałbyś rozstać się z Onew.- młodszy skinął powoli głową- Boisz się, że to będzie wasz koniec?
-Dobrze wiesz, co trzeci związek na odległość kończy się rozstaniem, o ile nie rozpadnie nim pojawi się realna odległość.
-Byłbym złym przyjacielem gdyby pogłaskał Cię po główce i powiedział, ze wszystko będzie dobrze, dlatego cieszę się, ze nie muszę tego robić.
-A ja się cieszę, ze tego nie robisz, tylko, ze to wciąż nie rozwiązuje mojego problemu.
-Uważam, że powinieneś pojechać. Jeśli masz być z Jinkim to z nim będziesz nawet jeśli podzielą was tysiące kilometrów.
-Gdzie jest haczyk?- Teamin wygiął jedną brew do góry
-W Tobie. Musisz się w końcu określić Minne... wybrać... zdecydować. Nie możesz wiecznie balansować, to nie jest życie.
-A kiedy ty skończysz balansować? Co z Twoim marzeniem?
-Ja już podjąłem decyzję- Minho spojrzał ukradkiem przez szybę do domu, gdzie jego przyjaciel, nacierał panierką kurczaka policzki Jinkiego.
-Nie żałujesz jej? Mogłeś być trenerem najlepszej drużyny na świecie.- brunet spojrzał w czekoladowe oczy Lee
- Jonghyun nie jest łatwym człowiek, ma swoje większe i mniejsze odchyły, wkurwia mnie od czasu do czasu niemiłosiernie, ale je też nie jestem bez winy. Sam mam swoje schizy, jestem uparty, zgryźliwy i ironiczny. On też nie ma ze mną lekko. Skłamałbym Ci mówiąc, że nigdy nie żałowałem, ze wtedy nie wyjechałem, bo żałowałem. Jednak przyszedł taki dzień w którym zrozumiałem, że tak naprawdę podjąłem najlepsze decyzję w całym moi życiu.
-Kochasz go prawda?
-Ty to nazywasz miłością, a ja nazywam „życiem naprawdę.”
Teamin uśmiechnął się lekko, kładąc dłonie na klatce piersiowej Minho. Przejechał nim wzdłuż niej zgryzając lekko dolną wargę. Choi nie poruszył się nie trochę, jedynie śledził każdy ruch Lee.
Chłopak w końcu przesunął je pod jego ramiona i przylgnął do niego jak do jakiego pluszowego misia.
-Ty mnie nigdy nie zostawisz prawda?- szepnął.
-Oczywiście, ze nie głupolu- brunet zaśmiał się wplatając palce w jego kasztanową czuprynę- Bez względne na to co postanowisz i co zrobisz masz moje pełne poparcie.- Lee uniósł głowę i wspinając się na palcach złożył na ustach Minho krótkiego buziaka.
-No pięknie! - w drzwiach balkony stanął Onew - Na chwilę was zostawić samych.
Brunet odwrócił się spoglądając z charakterystycznym dla siebie politowaniem na starszego a potem na Lee, który wzrokiem dawał mu znak aby zbył jakoś jego chłopaka.
-Nie wiem o czym mówisz hyung.- brunet odsunął od siebie Teamina udając niewinnego, bo sumie wcale nie czuł się jakoś specjalnie winny.
Nie był to pierwszy raz kiedy młodszy pozwalał sobie na takie czułostki w stosunku do niego. Jednak nie nosiły one ze sobą żadnego podtekstu jak mogłoby się wydawać.
-Ty nigdy nie wiesz o czym się do Ciebie mówi.
-Dramatyzujesz.- Choi machnął dłonią podchodząc do starszego- Kurczak smakował?
-Nie zmieniaj tematu.
-Tak, ja tez Cię kocham- Minho pochylił się składając na ustach Jinkiego małego całusa- To co? Pijemy jak za starych dobrych czasów? - uśmiechnął się szeroko ignorując oszołomienie starszego - Teamin? Co powiesz na wściekłego psa?
-Czy ktoś mówi „wściekły pies”? - z butelką wódki w salonie pojawił się Jonghyun
-Jak zawsze pojawiasz się odpowiednim miejscu i czasie.- brunet klasną w dłonie- To panowie? Za moje zdrowie!!!
Siedział na końcu łóżka, szukając racjonalnego wyjaśnienia dla tego co się stało. To było kompletnie nie w jego stylu i złamało wszystkie reguły jakimi się do tej pory kierował. Być może gdyby chodziło o kogoś innego, to wyrzuty sumienia nie byłby tak duże ja teraz. Ale ona był jego przyjaciółką, jedyną zresztą.
Odwrócił się spoglądając na spokojnie śpiącą Sonyię. Jej kasztanowe włosy rozłożony były na całej szerokości poduszki a na ustach gościł delikatny uśmiech. Gdyby ktoś kiedyś powiedział mu, że prześpi się właśnie z nią wyśmiałby go z miejsca. Ale stało się.
-Kibum...- miękki szept rozbrzmiał w otulonym ciemnością pokoju- Co się dzieje?
-Nic, śpij. - odparł szybko odwracając wzrok. Nie miał odwagi spojrzeć na nią.
-Przecież widzę.- dziewczyna podniosła się, siadając na łóżku- Czy zrobiłam coś nie tak?
-Nie, nic złego nie zrobiłaś.
-Key na miłość boską...- ostre szarpnięcie za ramie zmusiło go do spojrzenia na przyjaciółkę- Mów co jest grane!- Nie miał pojęcia od czego zacząć. Wszystko się pogmatwało, wszystko szło nie tak. - Ja czekam.- ponaglała go.
-Sonyia by nie powinniśmy...- zaczął niemrawo- to się nie powinno stać...
-Co? Seks między nami? - dziewczyna chwyciła go za podbródek zmuszając do podniesienia wzroku -Słodziaku...- zaczęła spokojniej-... dobrze wiedziałeś, ze kiedyś do tego dojdzie, bo przyjaźń między kobietą a mężczyzną ma racji bytu bez „tego” dodatku.
-I w tym jest właśnie problem.
-W seksie? - szatynka, zawinęła się szczelniej prześcieradłem- Przecież to całkiem normalna sprawa. Jesteśmy w końcu dorośli Kibum.
-Dorosłość nie ma tutaj nic do rzeczy.
-A co w takim razie ją ma?
Kim podniósł się z łóżka. Wyraźnie czuł jej wyczekujące spojrzenia na swoich plecach. Dobrze wiedział, ze kiedyś będzie musiał powiedzieć jej prawdę, ale nie sądził że będzie to robił w takich okolicznościach i ze świadomością że złamie jej serce.
Tak. Key wiedział, ze jego przyjaciółka darzy go uczuciem nie co większym niż to które istnieje w przyjaźni. Jednak nie zrobił w tej kwestii nic, naiwnie licząc, ze w końcu jej przejdzie. Teraz, z perspektywy czasu żałował tego. A na domiar złego idąc z nią łóżka dał jej złudną nadzieję, którą teraz brutalnie będzie musiał zabić.
-Wiesz dlaczego nigdy nie miałem dziewczyny?- zapytał stojąc wciąż tyłem do szatynki.
-Bo w gruncie rzeczy jesteś dość nieśmiały i skryty?
-Nie.
-Bo czekasz na swoją wymarzoną księżniczkę?
-Nie. - westchnął czując na sobie ciężar tej beznadziejnej sytuacji. Odwrócił się spoglądając prosto w jej oczy. W gardle czuł gulę, serce łomotało mu jak oszalała a w głowie słyszał dziki szum- Jestem gejem Sonyia...- wyrzucił z siebie-... Jestem gejem...
Nie potrafił zasnąć. Nie dlatego że alkohol sunął w żyłach szybciej niż samochody formuły jeden, ale dlatego że miał dziwne przeczucie, że coś się właśnie skończyło. Coś co czekało na swój finisz bardzo długo.
-Nie możesz spać?- gardłowy głos Jonghyun zabrzmiał mu w uszach.
-Tak.- odparł, nie poruszając się ani trochę.
-Myślisz o tej cukierkowej, uwodzicielskiej kanalii?
-I tak i nie.- Minho przewrócił się na bok, znajdując się teraz kilka milimetrów od twarzy swojego przyjaciela- Wiesz, że cukierek chce wyjechać, prawda?
-Onew mi coś wspominał w przerwach między jedną falą rzygania a drugą.
-Sądzisz, że im się uda?
-Związki na odległość są bardzo trudne, ale to nie znaczy, że im się nie uda. W końcu to tylko rok.- brunet nic nie odpowiedział, westchnął tylko spuszczając wzrok- Żałujesz?- Choi spojrzał pytająco na Jonghyun.
-Czego?
-Tego, że wtedy nie wyjechałeś. Mogłeś zostać kimś.
-Bycie kimś bez kogoś bliskiego obok jest nic nie warte.
-Nawet jeśli ten ktoś jest skończonym egoistą?
-Egoistą jest każdy Jjog.
-Zniszczyłem twoje marzenia Minho. Powinieneś mnie znienawidzić.
-Nie można nienawidzić kogoś kogo się...- brunet zamilkł zdając sobie sprawę z tego co prawie powiedział.
-Na prawdę mnie kochasz?- dłoń Kim'a dotknęła jego teraz zaróżowionego, choć skrytego w objęciach nocy policzka.
-A myślisz, ze dlaczego się z Tobą męczę cały ten czas?
-Bo jesteś masochistycznym, łóżkowym ogierem?- Jonghyun zaśmiał się, przysuwając bliżej przyjaciela.
-Jeśli to tak nazywasz.
-Wolałbym nie. - dłoń starszego wsunęła się w jego włosy, a ciepły oddech zaczął owiewać twarz.
-To dobrze, bo nim nie jestem.
-Wiem. Jesteś kochającym Kim Jonghyn'a łóżkowym ogierem.
-Ty to powiedziałeś.
-Bo ty byś tego nie do końca życia nie zrobił. Mało tego, powiem Ci coś jeszcze.
-Co takiego?
-Ja też Cię Kocham Choi Minho. I radzę Ci o tym nigdy nie zapomnieć.
Nie potrafił sobie wyobrazić, że kiedyś tego dzieciaka może koło niego nie być. Ale teraz będzie musiał. Kiedy kilka dni temu znalazł list z propozycja pracy dla niego w Nowym Yorku, zrozumiał, ze będzie musiał sobie to namacalnie wyobrazić.
-Hyung?
-Co jest cukierku?- wyciągnął w jego stronę dłoń, którą ten z chęcią przyjął, wtulając się w jego klatkę.
-Obudziłem się a Ciebie nie było obok. Źle się czujesz?
-Nie. Wszystko jej w porządku- Jinki uśmiechnął się najszczerzej jak potrafił.
-Wiesz prawda?
-O czym?- Lee wyprostował się śląc w jego stronę poważne spojrzenie- Aaa... o tym.- westchnął zdając sobie sprawę, ze nie ma co udawać.
-Chcesz aby wyjechał?
-Dobrze znasz odpowiedz. Jednak nie mogę tego od Ciebie żądać. Nie mam do tego prawa.
-Uważasz, że nam się uda?
-Wierzę w nas i w to, że jeśli będziemy mieli być razem to będziemy.
-Stawiasz moje szczęście ponad swoim.
-Na tym polega miłość cukierku- Onew cmoknął jego policzek- Twoje szczęście jest dla mnie najważniejsze. Inne rzeczy się nie liczą.
-Jesteś wspaniałym człowiekiem hyung.
Jinki nic nie odpowiedział. Teamin na powrót przytulił się do niego, a on przymknął oczy, upajając się jedną z ostaniach nocy, który dane było mu z nim spędzić.
All chapters: I , II , III , IV , V , VI , VII , VIII , X , XI , XII , XIII , XIV , XV , XVI
00:19:49 28/10/2011, Lilyth [Powrót] Komentuj
» 22:40:23 30/10/2011
afpy237.neoplus.adsl.tpnet.pl | brak www IP: 178.42.154.237
» 21:00:10 30/10/2011
nat178-214-20-5.mtm-info.pl | brak www IP: 178.214.20.5
» 22:59:53 29/10/2011
77-254-249-129.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.254.249.129
» 11:57:39 29/10/2011
078088189074.stk.vectranet.pl | brak www IP: 78.88.189.74
» 00:06:41 29/10/2011
host-89-228-74-110.olsztyn.mm.pl | brak www IP: 89.228.74.110
» 10:53:37 28/10/2011
178-37-159-196.adsl.inetia.pl | brak www IP: 178.37.159.196
» 00:48:26 28/10/2011
89-72-247-59.dynamic.chello.pl | brak www IP: 89.72.247.59