Dobra robaczki, wy moje kochane... Kolejna część tego traumatycznego tasiemca dla was ;)
Ja muszę chyba zacząć pisać dłuższe te rozdziały, bo faktycznie wyjdzie mi tutaj "moda na sukces odcinek 5505" i was po odstraszam ;p
Tym czasem... Miłego czytania ;)
ŁÓŻKO W PARYŻU
Rozdział 10
Pół roku później...
Obudziło go zapach świeżo zaparzonej kawy. Rozchylił powieki spoglądając na zegarek, który od wczoraj tkwił na jego ręce. Dochodziła dziesiąta ale co było najważniejsze był niedziela. Dotknął dłonią miejsca obok siebie, z niezadowoleniem stwierdzając, że jest puste. Nie o taki niedzielnym poranku marzył przez cały ostatni miesiąc.
Podniósł się ociężale, spoglądając na swoje wciąż łóżkowe odbicie w lustrze jakie wisiał w na drzwiach otwartej szafy. Jęknął niezadowolenie na swój widok. Wygrzebał się spod pozwijanej i zmiętolonej do granic kołdry, narzucił na siebie leżący najbliżej t-shirt i ruszył w stronę „boskiego” zapachu. W drodze do drzwi omal nie posmakował podłogi, potykając się o porozrzucane na jej całej szerokości ubrania. Minionej nocy nieźle ich poniosło.
Przemaszerował hol, na chwilę zatrzymując się pod jednym z pokoi. Chrapanie jakie z niego dochodziło, było gorsze niż niedźwiedzia jaskiniowego. Zaśmiał się pod nosem, przypominając sobie jak mu tego zwierzęcego pomruku brakowało.
W końcu stanął w drzwiach kuchni i krzyżują ręce na piersiach zaczął przyglądać się osobnikowi kręcącemu się po niej. Chłopak go nie zauważył. Był zbyt skupiony na przygotowywaniu dla nich śniadania.
Nie miał pojęcia, ze rozłąka z nim może być tak trudna. Nie należał do osób wylewnych i biegłych w ludzkich relacjach, raczej się dystansował jednak miesiąc bez tego wrednego i upartego gada, uruchomił w nim emocjonalny mechanizm. Tęsknił za nim- za głosem, dotykiem, zapachem i ciepłem. Po raz pierwszy w życiu za czymś tęsknił.
-Aż tak źle Ci było, że uciekłeś z łóżka?- Jonghyun podskoczył, wystraszony upuszczając nóż i widelec na posadzkę.
-Matka nie nauczyła Cię, ze się nie skrada?- fuknął na brunet, podnosząc sztućce ziemi.
-Pewnie próbowała.- Minho wzruszył ramionami wchodząc głębiej do kuchni, siadając na wolnym krześle. Kim westchnął tylko, wracając do wcześniejszego zajęcia.
Nie miał ochoty rozpoczynania dnia od kłótni zwłaszcza, że złość na Choi jeszcze mu nie przeszła, pomimo że minionej nocy uprawiał z nim dziki, wręcz zwierzęcy seks- efekt chwilowego zaćmienia umysłu- który (jak sobie tłumaczył) spowodowany był jedynie jego nagłą bliskością, ciepłem i zapachem. Do tego dochodził jeszcze po chamsku zafundowany mu przez niego miesięczny celibat.
Minho miał wyjechać na tydzień do Berlina na dwa mecze sparingowe. Nie miał nic przeciwko, w końcu był trenerem a jego drużna w przyszłym roku miała bronić tytułu Mistrzów. Jednak po tygodniu oświadczył mu, ze spotkał dawnego znajomego ojca, który zaproponował mu tygodniowy trening na jego prywatnym boisku w Hiszapnii wliczając w to masaże, lekarze, siłownie i sauny dla zawodników. Nie zatrzymywał go. Wiedział, ze to jest dla niego ważne. Jednak na słonecznej Hiszapnii się nie skończyło. Potem były pochmurna Anglia i zimna Rosja. Ta drużyna go pochłaniała.
-Wciąż się na mnie gniewasz?- ciepła dłoń zacisnął się na jego nadgarstku- Jonghyun?
-Nie, no coś ty!- prychnął, odtrącając jego rękę- Jestem zajebiście! Wróciłeś i teraz wszystko jest w porządku!
-Jjong nie rozmawiaj ze mną w ten sposób. Dobrze wiesz, że drużyna...
-Ciągle tylko ta drużyna i drużyna! - talerz uderzył o stół- Skoro jest dla Ciebie tak ważna to weź z nią ślub i zamieszkaj.Tylko zapamiętaj sobie, że ja nie zamierzam być twoim dwunastym zawodnikiem do której przychodzisz kiedy masz zły dzień, albo żona Ci nie daje!
-Jjong...
-Skończyłem- przerwał mu rozpoczętą wypowiedź- Życzę smacznego!
Nim Minho zdążył cokolwiek zrobić starszego już było. Trzaśniecie drzwiami ich pokoju jakie rozeszło się po mieszkaniu, było dla niego jasnym znakiem, ze ma mu dać święty spokój oraz niezwykle jasnym miernikiem dla poziomem jego wkurwienia.
-Musisz poczekać aż sam do Ciebie przyjdzie.- odwrócił się gwałtowanie słysząc głos za plecami. W kuchni, oparty o framugę drzwi i na wpół zaspany stał Jinki. Kompletnie zapomniał, ze nie mieszkają już we dwójkę i na słuchanie ich kłótni i niezręczność narażają osobę trzecią.
-Wybacz, ze musiałeś tego słuchać.
-Nie przejmuj się. - Lee machnął dłonią, wsadzając głowę do lodówki, wyciągając z niej karton mleka.- To miła odmiana po miesiącu spokoju.
-Gdybym wiedział, ze tak się wkurzy o to że spędze miesiąc po za...
-Minho, jemu nie chodzi o to, ze nie było Cię miesiąc w domu.- Onew, usiadł naprzeciwko bruneta, zalewając płatki mlekiem
-Nie?
-No może trochę. - starszy zanurzył łyżkę w misce- Jonghyun boi się, że wolisz towarzystwo drużyny bardziej niż jego.
-Hę?- brunet skrzywił się drapiąc w czubek głowy
-Wykładając łopatologicznie : on jest zazdrosny o Ciebie i jednocześnie przerażony tym, ze może Cię stracić.
-Przecież wie, ze go kocham, to jak może mnie stracić?
-Choi, on wciąż pamięta, ze zrezygnowałeś ze swojego marzenia, które praktycznie trzymałeś w dłoni dla niego.
-Na miłość boską to było cztery lata temu!
-I co z tego? Dla niego to wciąż jest zdarzenia z dnia minionego. Poza tym co raz więcej zagranicznych klubów zaczęło się Tobą interesować a to zwiększyło tylko jego niepokój. W końcu jesteś tylko człowiekiem, który od dziecka wiedział co chce robić, ale który w ostateczności poświecił mogące spełnić się dziecięce marzenia dla tak niepewnego uczucia jakim jest miłość. Teraz kiedy znowu los przychyla się ku tobie dając jeszcze jedną szansę na iście wymarzoną ścieżką...
-Woho! Zatrzymaj się!- brunet przerwał mu- Ja nie zamierzam się trenować żadnych zagranicznych zespołów, dobrze mi tutaj gdzie jestem.
-To mu to powiedz.
-Mówiłem. T-Y-S-I-Ą-C R-A-Z-Y !
-To powiedź tysiąc pierwszy. Najwyraźniej tego potrzebuje.
-Potrzebuje to on solidnego kopniaka. - mruknął przeczesując włosy
-To też, ale...
-Nie ma tutaj „ale” Jinki. Powiedzmy sobie szczerze: Jonghyun mi nie ufa.
-To było nie fair.
- Nie wiem, być może, ale ja wysiadam. Jestem już zmęczony tym ciągłym zapewnianiem go o wszystko.- Minho podniósł się kierując w stronę wyjścia
-A ty gdzie?
-Ogarnąć się a potem do mamy. Obiecałem, ze ja odwiedzę.
-A co z Jonghyun?
-Pomyślę o tym jak wrócę. Nie czekajcie na mnie z obiadem. -zakomunikował brunet, znikając za drzwiami kuchni.
Onew nie próbował go z trzymać. To było bez celowe. Podobnie jak próba pogodzenia tych dwoje. Minho i Jonghyun mieli niezwykle silne charaktery co było zarówno ich przekleństw jak ich wielkim atutem, przez co ich „związek” stanowił jedno wielkie pole walki. Żaden nie chciał odpuścił, każdy chciał dominować. Kompromis był tylko efektem nagłej słabości, który złamany uderzał w nich ze zdwojoną siłą. Jednak mimo tego nie potrafili bez siebie życie. Mieli w sobie coś co nie pozwalało im się rozstać, coś co ich zespalało, pomimo, że za razem raniło. Jednak czasami gdy na nich patrzył miał nieodparte wrażenie, ze oni dwoje to wciąż jest za mało. Zupełnie jakby patrzył na niepełny obraz z puzzli, albo kanapkę z samym masłem bez miodu albo dżemu. Choć może tylko mu się wydawało?
Leżał na boku wpatrując się w śpiącego obok niego chłopca. Jego dość długie, czarne włosy rozsiane były na całej, szerokości śnieżnobiałej poduszki a policzki pokrywał delikatny rumieniec. Delikatem rysy twarzy i mleczna cera nadawały mu wyglądu małego aniołka. Jednak tylko nielicznie mieli świadomość tego, że ten aniołek wbrew własnej woli został wypchnięty ze swojego nieba.
Minęły trzy miesiące odkąd jego matka zginęła w wypadku. Scenariusz stary jak świat- pijany kierowca, nadmierna prędkość, czerwone światło i śmierć niewinnej osoby. Trzy godziny spędzone w szpitalnej poczekalni były jak wieczność, a słowa lekarza: „Bardzo nam przykro” zmieniły się w ułamku sekundy w nóż wybity prosto w plecy. To co było potem pamiętał jak przez mgłę.
Chłopiec poruszył się nerwowo, przytulając do niego. Odgarniał kilka kosmyków, które opadły mu na czoło, a potem pocałował go delikatnie w czubek głowy. Dziecko otworzyło leniwie oczy i spojrzało na niego.
-Jak się spało?- szepnął, gładząc dłonią jego policzek. Brunet nie odpowiedział, wtulił się w niego tylko mocnej- Przygotuję twoje ulubione naleśniki z dżemem, co ty na to?- poczuł nieśmiałe skinie głową- A potem pójdziemy sobie na spacer i ulepimy bałwana w parku.- Brunet ponownie skinął głową- To świetnie. Ja idę w takim razie zrobić naleśniki a ty sobie jeszcze poleż. Jak wszystko przygotuje to po ciebie przyjdę.
Miał już wstać, kiedy poczuł zdecydowany uścisk dłoni, zaciśnięty na jego nadgarstku. Odwrócił głowę uśmiechając się ciepło. Przerażanie jakie zobaczył w zielonych, chłopięcych oczach przyprawił go silne ukłucie w sercu.
-Nie bój się, idę tylko do kuchni- zapewnił go- Nigdzie indziej. - Chłopiec rozluźnił delikatnie uścisk spuszczając głowę. Nie ma nic gorszego niż patrzeć na cierpienie i strach dziecka. Ostrożnie, aby go nie przestraszyć przytulił go. Chłopic od razu zachłannie zatopił się w jego objęciu. - Bez Ciebie nigdzie się wybieram- szepną do jego ucha- Słyszysz mnie Jay? Nie zostawię Cię, nigdy...
Był trzynasta, gdy w końcu udało mu się dotrzeć do rodzinnego domu. Nagły atak zimny jak co roku zaskoczył mieszkańców miasta i sparaliżował cały ruch uliczny. Nie pojmował jak można rok w rok borykać się z tym samym problemem. Czy nie możne się na to przygotować? Przecież taka sytuacja pojawia co dwanaście miesięcy.
Od rozwodu z ojcem jego matka nie zmieniał w mieszkaniu kompletnie nic- te same meble, dywany i obrazy. Nawet zapach pozostał ten sam- mieszanka perfum jego rodzicielki i woda po goleniu, którą używał jego współtwórca.
-Przepraszam Cię kochanie, ze tak długo to trwało, ale wiesz jak ciotka Tess kocha mówić.
-Wiem doskonale. - Minho uśmiechnął upijając trochę kawy.
-Jak było na wyjeździe? Wszystko poszło tak jak chciałeś?
-Tak. Myślę, że tak.
-Myślisz? Zawsze jesteś pewny.- kobieta spojrzał uważnie na syna.
-Czepisz się słów mamo.
-Tylko gdy wiem, ze mam w tym słuszność. Co się stało?
-Nic.
-Kochanie, ojcu to możesz taki kit wciskać, ale nie mnie. Znam Cię lepiej niż ty sam. Pokłóciłeś się z Jonghyun, prawda?- Brunet spojrzał wielkimi oczami na matkę. Wiele słyszał o kobiecym instynkcie, jednak jakoś tak nie był co do niego do końca przekonany. - Twoje milczenie mówi wszystko. O co?
-Zarzucił mi, że drużyna jest dla mnie ważniejsza niż przyjaźń z nim.
-A tak jest?
-Oczywiście, ze nie! Drużyna jest ważna nie przeczę, ale tylko dlatego ze stanowi element mojej pracy.
-A ja myślę, że tu nie chodzi wcale o twoich jedenastu osiłków. - Choi spojrzał z zaciekawieniem na swoja rodzicielkę- Jonghyun jest o ciebie zazdrosny kochanie i nie patrz tak na mnie, dobrze wiem co mówię.
-Powinnaś podać rękę Jinkiemu, wiesz? Nadajecie na tych samych falach.- prychnął po chwili Choi, krzyżując ręce na piersiach, bujając na krześle.
-Minho przecież ja wiem, że ty i Jjong jesteście razem.
Nastąpiła chwila ciszy, przerwana głośnym stuknięciem nóg krzesła o posadzkę. Brunet nie mógł uwierzyć, że jego matka o nich wiedziała. Sądził, ze nieźle się z tym ukrywają, a tutaj taka niespodzianka.
-Jak długo wiesz?- zapytał cicho
-Wystarczająco, aby móc z pełnym przekonaniem powiedzieć, że Jonghyun jest o Ciebie zazdrosny.
-On uważa, że interesuje się objęcie stanowiska szkoleniowca w jednej z zagranicznych drużny- Choi podniósł się gwałtownie rozpoczynając spacer wzdłuż pokoju- Kiedy to nie prawda. Dobrze mi jest tak ja jest. Kocham do co robię tutaj, kocham ludzi z którymi tutaj przebywam. Niczego nie żałuję i jestem na prawdę szczęśliwy. Czy on nie może tego pojąć?
-Synku, cztery lata temu zrezygnowałeś ze swoje marzenia na rzecz czegoś co mogło nie mieć przyszłości i co może się w każdej chwili rozpaść. Teraz dostajesz jeszcze jedną szansę. Postaw się przez chwile w jego sytuacji i spróbuj zrozumieć.
-Mamo, kiedy ja się staram. Naprawdę. Ale ile można? No powiedz sama.
-Tyle ile trzeba kochanie, na tym polega bycie z kimś. Na ciągłym staraniu się.
-A co z zaufaniem? Czy ono nie stanowili elementarnej części w związku?
-Mylisz pojęcie zaufania ze strachem o utratę kogoś na kim Ci bardzo zależy. Gdyby Jonghyun Ci nie ufał nie hasałbyś sobie miesiąc za granicą.
-To co ja mam zrobić?- Choi westchnął ciężko przysiadając na rogu kanapy
-Na pewno nie siedzieć tutaj ze mną.
-On nie chce ze mną gadać.
-A od kiedy ty się tym przejmujesz?- diabelski uśmiech pojawił się na twarzy kobiety. Minho zaśmiał się podchodząc do matki, obejmując ja mocno.
-Co ja bym bez Ciebie zrobił mamo?
-Na pew...
-Pani Choi! Pani Choi!- głośne walnie w drzwi przerwało ich rozmowę.
-Siedź, pójdę otworzyć.- brunet zatrzymał matkę i podążył na korytarz.
Spojrzał przez wizjer, znajdując po drugie stronie łysego, starszego faceta. Przekręcił klucz w drzwiach i otworzył je.
-Tak słuch...
-Pali się!- wrzasnął mężczyzn, wyciągając go na korytarz i wskazując na pokłady ciemnego dymu, które wychodziły spod drzwi jednego z mieszkań...
All chapters: I , , II , , III , IV , V , VI , VII , VIII , IX , XI ,, XII , XIII ,
XIV , XV , XVI
23:33:38 1/11/2011, Lilyth [Powrót] Komentuj
» 17:34:26 9/11/2011
078088189074.stk.vectranet.pl | brak www IP: 78.88.189.74
» 14:22:06 4/11/2011
bhg131.neoplus.adsl.tpnet.pl | brak www IP: 83.28.96.131
» 11:32:09 4/11/2011
89-72-247-59.dynamic.chello.pl | brak www IP: 89.72.247.59
» 21:31:28 3/11/2011
77-254-249-129.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.254.249.129
» 20:11:22 2/11/2011
77-255-123-23.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.123.23
» 11:39:47 2/11/2011
static-81-219-142-95.devs.futuro.pl | brak www IP: 81.219.142.95
» 00:45:03 2/11/2011
user-109-243-195-167.play-internet.pl | brak www IP: 109.243.195.167