Dzisiaj mam dla was one-shot ze specjalną dedykacją dla osóbki o nicku "Arle". Tak moja kochana to opowiadanie jest dla Ciebie, tak jak obiecałam :) Za wytrwałość w czytaniu moich wypocin i każdy komentarz jaki zostawiasz pod notkami. Mam nadzieję, że Ci się spodoba :)
Przy okazji zapewniam was, że "Łóżko..." się pisze. Być może na dniach je dodam, zależy od weny :)
Droga Kirke...wybacz, ze nie odpowiedziałam, ta Twoje pytania, ale... zapomniałam. Więc jeśli nie masz nic przeciwko, zrobię to teraz:
1. Czy mam jakiś swój ulubiony paring?
Hmm... ciężko jest mi powiedzieć. Lubie 2miny i MinKey, ale chyba nie potrafię się jednoznacznie określić :)
2.Czy w ogóle jest jakieś połączenie męskie, którego nie byłabyś w stanie opisać?
Tego nie wiem... na prawdę. Może i by się jakieś znalazło, ale póki co nic na takowy temat nie wiem :)
Pozwól, że ja i Tobie zadam pytania: Czy Ty możesz też prowadzisz jakiegoś bloga z opowiadaniami?
Nie przedłużając... Miłego czytania ;)
W mieszkaniu nie pozostało już parataktycznie nic z wyjątkiem kilku nie poodmykanych kartonów, jego pośrodku tego wszystkiego i przewijających się pomiędzy pustymi pomieszczeniami hektolitrów wspomnień.
Przysiadł na jednym z pudełek i cicho westchnął rozglądając się wokół. Te ściany były świadkiem jego wzlotów i upadków, cichymi obserwatorami tego co ludzie nazywają „życiem” w tym wypadku jego życiem. Spojrzał na trzymany w dłoni srebrny łańcuszek z małą kłódeczka na końcu. Zdjął go kiedyś i powiedział mu, że zgubił. Tylko tak mógł go ukarać z to co mu nieświadomie zrobił. Teraz jednak nie potrafił tak wrzucić go z powrotem do reszty szpargałów i udawać, że nic dla niego nie znaczy, bo znaczył bardzo wiele.
Nałożył go na szyję, podnosząc się. Podszedł do okna, wyglądając za nie. Dzieci wesoło bawił się w pobliskim parku nieświadome tego jak bardzo brutalne jest życie. Miał jednak nadzieję, że nie dowiedzą się to zbyt szybko i będą miały czas aby się do tego należycie przygotować, nie tak jak on. Choć może w jego przypadku i przygotowanie by nie pomogło. Był chyba zbyt naiwny i łatwowierny, za bardzo wierzył ludziom, przez co na własne życzenie wystawiał się na mocne ciosy.
-Na prawdę się wyprowadzasz?- Głos który rozbrzmiał w pomieszczeni odbił się o jego ściany potęgując siłę jego odbioru.
-Tak.- skinął głową, spoglądając z wyraźnym żalem na swojego gościa.
-Mogę wiedzieć dlaczego?
-Bo nie mogę żyć w wiecznym zawieszaniu. Budzić co rano z myślą: „Gdyby tylko..”
Już tym zmęczony...
Jonghyun wszedł głębiej opuszkami palców przejeżdżając po pustych ścianach. Zatrzymał się dopiero naprzeciwko szatyna. Widać było, że nic nie rozumie.
-Nic nie rozumiesz, prawda?- Szepnął Key uśmiechając się smutno- Po tylu latach wciąż nic nie rozumiesz...
-Nie. Nie rozumiem.
-I właśnie dlatego wyjeżdżam. - Kibum pochylił się sięgając po torbę jaka leżał obok niego- Żegnaj Jonghyun. Mam nadzieję, że nasze drogi już nigdy się nie zejdą...
^^^
Siedział w parku wsłuchują się w nadchodzący wieczór. W domu nie potrafił sobie znaleźć miejsca, może dlatego, ze nie czuł się w nim jak w domu ale jak w hermetycznym, sztucznym pudełku wypełnionym życiem na niby.
Od czasu jego wyjazdu nic nie było tak jak kiedyś. Wszystko się posypało, straciło znaczenia. Być może dlatego, że naiwnie wierzył w to, ze on będzie z nim na zawsze, ze nigdy nie zniknie, nie odjedzie, nie wyjdzie... Będzie na niego czekał w swoim niewielkim mieszkaniu na obrzeżach miasta z ciepłą herbatą o smaku maliny i słodkimi, małymi ciasteczkami na okrągły stoliku.
Przebudzenie było jednak brutalne.
Zza koszuli wyciągnął srebrny łańcuszek z małym kluczykiem na końcu. On miał jego drugą część- niewielką kłódeczkę. Gdy się rozstawiali widział go na jego szyi. Nie zgubił go choć tak mu powiedział któregoś dnia. Czemu kłamał?
-Wiedziałem, ze tutaj będziesz.- uniósł głowę zastając obok siebie dobrze znaną postać- Mia dzwoniła, martwi się o Ciebie.- Nic nie odpowiedział. Nie obchodziło go. - Skoro jej nie kochasz, to czemu z nią jesteś? Ranisz ją wiesz?
-Wiem.- westchnął- Ale nie potrafię inaczej.
-Nie potrafisz czy nie chcesz?
-Minho, jesteś dobrym przyjacielem, dlatego proszę Cię abyś był ze mną szczery. Spieprzyłem wszystko, prawda?
Brunet przysiadł obok Kim'a, wsadzając ręce do kieszeni, rozwalając się przy tym na ławeczce. Jego milczenie było tylko potwierdzenia dla zadanego pytania.
-Tak myślałem. -westchnął Jjog, chowając twarz w dłoniach.
-Chyba właśnie nie myślałeś, skoro doszło do tego czego doszło.- choć Choi powiedział do spokojnie, to jednak sposób przekazania tej myśli był dotkliwie karcący- I na dodatek wmieszałeś w to Bogu ducha winną dziewczynę.
-I co ja mam teraz zrobić?
-Zachować się jak facet i to wszystko uporządkować, zaczynając od tego.- Minho wręczył mu białą kartkę z jakiś adresem.
-Co to za adres?
Brunet nic nie odpowiedział. Podniósł się jedynie i odszedł zostawiając go samego w tonący w granacie nocy parku.
^^^
Taksówka zatrzymała się pod niewielkim domkiem po drugiej stronie miasta. Czuł się troszkę nieswojo, bo nigdy tutaj nie był. Jednak okolica nie wyglądała na niegroźną.
Spojrzał na numer domu przed jakim stał i porównał go z tym na kartce. Zgadzał się. Przełknął głośno ślinę kierując się w stronę budynku. Jego serce łomotało jak oszalałe a oddech był ciężki. Chwilę trwało nim zdecydował się zapukać. Ale w końcu się przemógł. Po niespałowana kilku sekundach drzwi otworzyły się a łuna ciepłego światła wytoczyła się na podwórko.
Wmurowało go. Tyle uczuć ile się przez niego przetoczyło i ile obrazu mignęło mu przed oczami w ułamku sekundy spowodowało, ze zakręciło się mu w głowie.
-Co ty tutaj robisz?- chłód z jakim zostało zadane pytanie zadziało lepiej niż sole trzeźwiące.
-Co-o?
-No to ja się pytam- Co Ty tutaj robisz? Jak mnie znalazłeś?
-Minho mi dał ten adres. Nie wiedziałem, ze ty tutaj mieszkasz.
-Zabiję go kanalię- szepną do siebie ów osobnik, a potem spojrzał na lekko zdezorientowanego Jonghyun- Czego chcesz?
-Porozmawiać?
-Nie mamy o czym.
-Ty może nie, ale ja chyba jednak tak.
-Mieliśmy wiele lat na rozmowy Jonoghyun i co? Nic z tego nie wniknęło.
-Może nie rozmawialiśmy tak jak powinniśmy.
-Być może, ale teraz jest już za późno. Nie mam ochoty na żadne rozmowy z Tobą. Uczę się żyć bez Ciebie i całkiem dobrze mi idzie...
-Key, słońce kto to ?
Za plecami szatyna pojawił się całkiem przystojny mężczyzna. Bez ogródek objął Kibuma w pasie i na oczach Jonghyun złożył czuły pocałunek na policzku.
-To Jonghyun.- burkną Key, odsuwając mężczyznę od siebie- Idź do salonu, zaraz przyjdę.
-To ten Jonghyun?
-Tak.
-Miło, mi jestem Junsu- wyciągnął w stronę Kim'a dłoń, którą niepewnie uścisnął.- Nie będę wam w takim razie już przeszkadzał. - dodał uśmiechając się nad wyraz promiennie, wycofując w głąb domu.
-Idź już, dobrze?- szepnął błagalnie Key, spoglądając na starszego zeszklonymi oczami- Proszę...
-Pójdę.- Jjog skinął głową- Tylko powiedz mi jedno.
-Błagam Cię Jonghyun, odpuść sobie... idź już...
Kim spojrzał na niego pewnie z ewidentną determinacją, która na tyle przeraziła szatyna, że skinem głowy przystał na pytania starszego kolegi.
-Jesteś z nim szczęśliwy?
Kibum przez chwilę zawahała się, otworzył usta aby coś powiedzieć, jednak w ostateczności nie odpowiedział nic. Spuścił wzrok zamykając mu drzwi przed nosem...
^^^
-Czemu mi to zrobiłeś?- załamany głos rozbrzmiał pod drugiej stronie słuchawki.
Minho uśmiechnął się pod nosem, rozsiadając wygodnie na kanapie. Czekał na ten telefon cały wieczór i... w końcu się doczekał.
-Ktoś musiał się za was wziąć i ukrócić te agonie.
-Dobrze wiedziałeś jak bardzo bolesny był dla mnie wyjazd i ja trudno było mi ułożyć sobie wszystko od nowa.
-Key, z całym szacunkiem ale ty niczego nie poukładałeś, wręcz przeciwnie.
-Jestem szczęśliwi Minho.
-Nie, Kibum nie jesteś. Ani Ty a ani on. Oszukujecie siebie i wszystkich dookoła. Robicie z siebie pieprzonym męczenników a z własnego życia jedną wielkie miejsce waszej kaźni.
-Ty nic nie rozumiesz...
-To mi to kurwa wytłumacz a jak nie potrafisz, to wsadzaj ten swój ponętny tyłem w taksówkę i grzej do jego mieszkania.
-Nie, Minho. Rozdział z Jonghyun w roli głównej już dawno zamknąłem. Doceniam to co próbowałeś zrobić, dobry jest z Ciebie przyjaciel, ale zrozum , że do składanki tych przebojów nikt już nie zatańczy. Ona od początku była kiepska.
-Idiota z Ciebie.- wycedził Choi przez zaciśnięte zęby.
-Może i masz rację, ale najwyraźniej chce nim być więc pozwól mi na to.
Minho westchnął i szepnął ciche „jak chcesz” po czym się rozłączył. Odrzucił telefon na bok, przymknął powieki odchylając głowę do tyłu. Ich upór go wykańczał.
-Chyba czas się już poddać, nie sądzisz?- w pomieszczeni rozbrzmiał czyjś ciepły głos.
-Nie wymawiaj tego słowa przy mnie Minee.
-Hyung, jesteś dobrym przyjaciela a tacy wiedzą kiedy się wycofać aby wspierać nawet nie mądre w ich oczach decyzje innych przyjaciół.- Taemin przysiadł obok brunetka, kładąc głowę na jego ramieniu.
-Powiesz mi od kiedy taka mądrala się z Ciebie zrobiła?
-Od kiedy mieszkam z Tobą pod jednym dachem?- młodszy zaśmiał się.
-A myślałem, ze odkąd dzielisz ze mną łóżko.- Minho otworzył oczy przybliżając swoją twarz do twarzy Lee by po chwili złożyć na jego ustach delikatny pocałunek...
^^^
Rozwód odbył się bez większych zawirowań. Nie było kłótni ani płaczu. Można powiedzieć, ze rozstali się jak przyjaciele. Tak było lepiej, obydwoje to wiedzieli.
Po ostatnie rozprawie udała się do niewielkie knajpki. Kelner z uśmiechem przyjął od niego zamówienia i zniknął na zapleczu. Miał teraz czas aby zastanowić się nad wszystkim... nad całym swoim życiem i nad tym co powinien z nim zrobić, aby już nigdy więcej nie narobić w nim takiego bałaganu. Nie było to łatwe, ale wierzył, że jeśli się postara to być może znajdzie swoje szczęście.
-Można?- wytracony z zamyślenia trochę nieprzytomnie spojrzał na osobnika stojącego przy jego stoliku. Przez chwilę zastawiał się czy aby dobrze widzi.- Nie mogę?
-Co-o... nie.. tak...- zaczął się jąkać
-Nigdy nie potrafiłeś się określić w tym czego na prawdę chcesz.- gość westchnął, ściągając kurtę i zajmując miejsce naprzeciwko niego- Słyszałem, ze właśnie się rozwiodłeś. Przykro mi.
-Nie potrzebnie, Tak było lepiej. - Jonghyun wyprostowała się - Skąd wiedziałeś, ze tutaj będę?
-Z tego samego źródła co Ty, o miejscu mojego zamieszkania.
No tak... znowu Choi... Czy on nie wie kiedy należy powiedzieć „basta”? Nie potrafi sobie odpuścić?
-Minho jest wytrwały w tym co robi, nie uważasz?
-A przy tym nieziemsko wkurwiający.- prychnął Jjog, wykrzywiając usta.
-I chyba dlatego się przyjaźnimy.- Key zaśmiał się, poprawiając niesfornie opadająca na czoło grzywkę.
-Nie powinieneś być teraz z Junsu?- szatyn spojrzał na Jjong w sposób trudny dla niego do kreślenia.
-Rozstaliśmy się jakiś czas temu. - wyjaśnił spokojnie-
-Przykro mi.
- Nie potrzebnie. Najwyraźniej nie było nam pisane bycie razem a poza tym nie żałuję niczego, było nam dobrze... choć przez chwilę...
-Zmieniłeś się Kibum.
-Czy to źle?
-Nie. Cieszę się.
-Z tego że się zmieniłem?
-Nie, z tego że ze mną rozmawiasz. Brakowało mi dźwięku Twojego głosu.- Key lekko się uśmiechnął
-Co teraz zamierzasz?
-Nie wiem jeszcze.- Jonghyun wzruszył ramionami- Może gdzieś wyjadę, a może zaszyję się w pustym domu... zobaczę jeszcze.
-Widzę, że wciąż go masz.- szatyn wskazał wzrokiem na łańcuszek z kluczykiem, który wsunął się zza jego koszuli.
-Oczywiście.- starszy uśmiechnął się.- Nie umiałem go zdjąć.
-Czemu?
-Bo obiecałem Ci, ze tego nie zrobię, pamiętasz?
-Pamiętam- Key skinął głową.
-Ty jednak swój zdjąłeś. To trochę bolało.
-Wiesz, ze go nie zgubiłem?
-Wiem. Gdy opuszczałeś swoje stare mieszkanie zauważyłem go na Twojej szyi. Czemu mnie okłamałeś?
-Chciałem Cię ukarać.
-I ukarałaś, nie masz pojęcia jak srogo.- Jonghyun schował łańcuszek za koszulę spoglądając prosto w oczy Key'a- Ale zasłużyłem sobie na to. Zrumieniłam to, ale trochę za późno...- Kibum uśmiechnął się smutno.- Ej! Skąd ta smutna mina?
-Straciliśmy sporo czasu, prawda?
-Trochę, ale najwyraźniej musieliśmy, aby dobrze przyswoić ten materiał lekcyjny. Nie obył się bez egzaminu poprawkowego, ale... możemy powiedzieć, ze w końcu się nam udało.
-To co teraz?
-Co powiesz na mały spacer? Park o tej porze jest przepiękny.
-Dawano nie byłem.
-To tym bardziej powinieneś tam pójść! - Jjog podniósł się chwytając Kibuma za rękę i ciągnąc w stronę drzwi.- Niech nasz pierwsza randka będzie wyjątkowa...-szepnął mu do ucha składając na policzku nieśmiały pocałunek...
22:24:34 18/11/2011, Lilyth [Powrót] Komentuj
» 20:34:23 20/11/2011
afbl120.neoplus.adsl.tpnet.pl | brak www IP: 95.49.37.120
» 19:49:51 20/11/2011
77-255-123-23.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.123.23
» 23:13:44 19/11/2011
77-255-234-18.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.234.18
» 20:29:46 19/11/2011
77-253-64-223.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.253.64.223
» 11:41:12 19/11/2011
nat178-214-20-5.mtm-info.pl | brak www IP: 178.214.20.5
» 01:33:54 19/11/2011
host-89-228-74-110.olsztyn.mm.pl | brak www IP: 89.228.74.110
» 01:12:33 19/11/2011
89-72-247-59.dynamic.chello.pl | brak www IP: 89.72.247.59
» 00:10:42 19/11/2011
078088189074.stk.vectranet.pl | brak www IP: 78.88.189.74