Słoneczka w moje... jak powiedziałam "Łóżko..." się pisało i się napisało ;) Muszę się przyznać, że z tej części chyba jestem najbardziej zadowolona :) Wiem, ze jestem skromna... wiem :P
Mam nadzieję, że użyte słownictwo was nie urazi w żaden sposób. Nie mogła tego napisać inaczej, musicie mi to wybaczyć.
Oczywiście bardzo dziękuję, za wszystkie komentarze i nie przedłużając...
Miłego czytania :)
ŁÓŻKO W PARYŻU
Rozdział 12
Obudził go klakson czyjegoś samochodu- długi i pełen irytacji. Otworzył leniwe oczy, z niezadowoleniem stwierdzając, ze nie ma nawet dziewiątej. Gdyby szedł do pracy nie przeszkadzało by mu to, ale do niej dzisiaj nie szedł, więc siłą rzeczy się lekko poirytował. Przekręcił się na bok, spoglądając na wolną przestrzeń obok siebie. Dotknął dłonią chłodnej poduszki uśmiechając się smutno.
Choć Taemian nie było tylko pół roku, to dla niego było to jak pół wieku. Przez te sześć miesięcy dzieciak ani na tydzień nie przyleciał do Korei i nie zapowiadało się aby przez kolejne sześć coś się miało zmienić.
Ich jednym źródłem porozumiewawczym był teraz telefon albo skype, ale jak wiadomo żadna maszyn nie da Ci tego co da prawdziwa druga osoba. Jego ciepło, głos, zapach... to wszystko z każdym mijającym dniem stawało się dla niego co raz bardziej obce i odległe. W czasie gorszych dni dochodziło nawet do tego, ze zaczynał się zastanawiać, czy aby sobie tego ich związku najzwyczajniej w świecie nie wymyślił.
Ciche kliknięcie przywróciło go do rzeczywistości. Podniósł się ociężale szukając jego źródła. Nie schodząc z łóżka wychylił się po leżący na ziemi, w ciągłej gotowości laptop. Usadowił się wygodnie i uruchomiło go z fazy uśpienia.
Maszyna zamruczała i ekran pojaśniał. Pojawiło się na nim okno do logowania. Szybko wpisał swój login i hasło, uruchamiając w pełni sprzęt. Najpierw pojawiła się szata pulpitu- ich wspólne zdjęć z imprezy pożegnalnej, a potem pojedyncze ikony.
Nie czekając aż się w pełni wszystko załaduje uruchomił pocztę elektroniczną. W przeciągu kilku sekund pojawiła się wytłuszczona wiadomość e-mail, której nadawcą był jego przyjaciel. Otworzył nadesłaną pocztę znajdując w niej proste dwa słowa: „Kocham Cię” i kilka zdjęć.
-Jesteś?- w rogu ekranu poprzedzone szybciej płynnym dźwiękiem, wyskoczyła białe okno.
Nacisnął na nie uruchamiając chat.
-Jestem- napisał.
-Dostałeś moją wiadomość?
-Tak.
Nie minęła chwila jak na ekranie pojawił się okno do rozmowy adio- video. Jinki szybko je zaakceptował i po chwili jego chatowy rozmówca pojawił się ramce skype.
-Tęsknię hyung- powiedział cicho, zgryzając dolną wargę.
-Ja też Minee.
To był ich standardowy początek rozmowy. Nieśmiałe „tęsknię” z oby dwóch stron. Potem pojawiała się między nimi cisza, w czasie której jedyne co robili to patrzyli się na siebie przez zimne szkoło komputerowe. Wyglądali wtedy jak dwa zagubione i mokre szczeniaki siedzące w czasie deszczy po dwóch stronach wzburzonej rzeki.
-Co tam u Ciebie? Wszystko w porządku?- zagadnął Onew, przekraczając w ten- oklepany ale wciąż sprawdzający się – sposób tą rwąca wodę.
-W porządku. Ostatnio trochę dają mi w kość, ale się nie daję. Nie długo wielka premiera.
-A jak tak Twoja kostka? Już wszystko dobrze?
-Tak. Byłem trzy dni temu u lekarza na kontroli. Powiedział, ze może być jeszcze trochę wrażliwa, ale jeśli będę względnie uważał to za kilka tygodni zapomnę, ze coś mi w nią było.
-To całe szczęście.- Jinki uśmiechnął się lekko.
-A jak tam w domu?
-Pytasz o naszych Romeów?- Taemin skinął głową- Wiesz jak to z nimi jest - dzień wielkiej LOVE i tydzień wielkiej WAR.
-Cały Minho i Jonghyun...- młodszy zachichotał , wspierając podbródek na doni.
-Taa... takie szczęście w niewszczęciu.- mruknął Jinki wzdychając ciężko- Czasami jak na nich patrzę to się zastanawiam gdzie ten gołodupiec kupidyn miał oczy jak strzelał.
-Oj nie przesadzaj. Jak się nie kłócą stanowią całkiem udaną parę.
-Czyli sześćdziesiąt dni w roku? -prychnął starszy Lee- Faktycznie, para idealna.
-Lepsze to niż nic hyung. Dobrze o tym wiesz.
-Wiem, wiem...- Jinki westchnął spoglądając na ścianę naprzeciwko za którą spali jego przyjaciele a potem na sąsiednia, za którą spał ich gość.
Nie był jakimś m wierzeń w karmę, los czy jak kto woli w przeznaczenia, ale zdecydowanie szatyn nie pojawił się w ich życiu bez powodu. Coś się za tym kryło, ktoś musiał odgrzebać nie co przeszłości rozpoczynając niebezpieczną dla każdego z jej uczestników grę. Nie miał pojęcia jeszcze jakie obowiązują w niej zasady i co jest celem, ale był nie mal pewny, że jest to rozgrywka na wagę życia i każde złe posunięcie, odbierze jej graczom coś bardzo dla nich cennego.
-Jinki? - Onew oderwał wzrok od sąsiadujących ze sobą ścian spoglądając na zmartwiona twarz przyjaciela- Co się dzieje?
-Ale z czym?
-Czegoś mi nie mówisz.- No tak, zapomniał, ze przed tym małym cukierkiem nic się nie ukryje nawet jeśli jest steki kilometrów stąd i w dodatku za szklaną szybą monitora.
-Jak sądzisz: co jest groźniejsze teraźniejszość czy przeszłość?
-To zależy od tego jak była ta przeszłość i jaka jest ta teraźniejszość, a dlaczego pytasz?
-Po zdaje się, że właśnie przeszłość wlazłam nam nie do końca proszona swoimi ciężkimi buciorami w mieszkanie teraźniejszość.
-A kto konkretnie?
-Kim Kibum.
Po tych słowa po drugiej stronie linii Taemin wyprostował się, uważnie przyglądając sojowemu hyungowi. Było widać, ze nie do końca jest pewny tego co usłyszał. Jednak nie otrzymując, żadnej informacji korekcyjnej pojął, ze jednak dobrze usłyszał.
-No proszę...- westchnął przerywając ciszę, odchylając się jednocześnie na krześle- Czyli jedna to prawda, ze od przeszłości nie uciekniesz.
-Na to wygląda, tylko teraz pojawia się pytania: kto tak naprawdę od niej ucieka?
-Zdaje się, ze niedługo się dowiemy. Mam tylko na dzieję, że tym razem potoczy się to nieco inaczej...
Rozchylił powieki z ulgą stwierdzając, że miniom noc nie była wytworem jego chorej wyobraźni a on wciąż leży obok niego. Przekręcił się na bok nieśmiało dotykając opuszkiem palca jego miękkich i tak nieziemsko ponętnych ust, które jeszcze nie tak całkiem dawno robił takie rzeczy, że na samo ich wspomnienie rozmarzony uśmiech sam malował się mu na twarzy.
Po raz pierwszy chyba odkąd tylko zaczęli ze sobą sypiać pozwoli sobie na takie wyuzdanie. Seks w ich wykonaniu przeważnie miał w sobie więcej perwersji niż miłości, ale to co wyprawiali jeszcze nie dawno zdecydowanie nie miały nic wspólnego z miłością. Zachowywali się jak niewyżyte dzikus, zboczeńcy na skalę światowa a nawet seksualni socjopaci o ile coś takiego istnieje.
-Już rano?- mruknął nagle Jjog, obracając się na plecy leniwie przeciągając.
-Już rano.- Minho wsparł się na ręce przyglądając swojemu chłopakowi.
-Która godzina?
-Wpółdo dziesiątej.
Jonghyun otworzył oczy znajdując nad sobą w nie dużej odległości twarz bruneta. Mimo chodem spojrzał na jego wargi a potem poczuł palącą gorącz na policzkach.
Miniona noc był prawdą, a ich seks ...nawet nie potrafił znaleźć odpowiedniego słowa na to co wyprawiali. Jednak jednego był pewien- to był ich najlepszy łóżkowy spektakl jaki do tej pory sobie urządzili.
-Rumienisz się.- szepnął z rozbawieniem Choi, składając na jego ustach czuły pocałunek.
-Oj spadaj !- odrzucił go delikatnie od siebie, starając się ukryć zażenowanie.
-Wciąż trudno mi uwierzyć, że wy się ze sobą pieprzycie.
Głos choć nie był słyszany przez dość długi czas, został rozpoznany bez problemu. Jonghyun poderwał się momentalnie do pionu wlepiając oczy w siedzącego wygodnie w fotelu, naprzeciwko ich łóżka osobnika.
-Co Ty tutaj robisz?!
-A może tak „Dzień dobry kochana siostrzyczko”, co? Matka Cię kultury nie nauczyła?
JeJin był starszą o pięć lat siostrą Jonghyun i za razem pierwszą osobą z jego rodziny, która dowiedziała się o jego preferencja seksualnych. Jednak nie dowiedział się o tym w sposób słowy ale wizualny- krótko mówiąc nakrył ich jeszcze jak byli w liceum, gdy zbawiali na tylnym siedzeniu samochodu Choi.
-Nie. Była zbyt zajęta obciąganiem naszemu sąsiadowi spod dziesiątki.
-A dziwisz się jej? Tamten przynajmniej dawał jej jakąś przyjemność, nie to co ojciec. Pies na młode cipki. -kobieta prychnęła krzyżując ręce na piersiach- Ja się do tej pory bardzo dziwię co to młode kurewki widziały w naszym starym. Przecież nawet im nie płacił za wsadzenie fiuta w dziurkę.
-Sama powiedziałaś, ze to kurewki, więc odpowiedzieć już masz.
-Gdyby to ja dawała się dymać takiemu staremu i obleśnemu prykowi chciałbym mieć chociaż za to jakaś porządną kasę, a nie tylko zaspokojoną łechtaczkę. Choć i w to wątpię, aby ojciec im dał.
-To może zamiast kodeksów prawnych trzeba było studiować „prostytucyjną sztukę kochania”.
Jin podniosła się i podeszła do łóżka siadając na jego brzegu. W sposób niezwykle kobieco- uwodzicielski założył nogę na nogę pokazują ich zgrabną linię, którą wzmacniały połyskujące laikrą rajstopy.
Jong nigdy nie miał wątpliwości, ze z jej pruderyjnością i wyuzdaniem sprawdziłaby się jako pierwszej klasy „dama do towarzystwa” i mogłaby za to trzepać pięć razy tyle co zarabia w kancelarii swojego męża, albo jak woli o nim mówić- ojca swojego dziecka. Nawet teraz mając, prawie trzydzieści lat biła na głowę nie jedną HOT osiemnastkę czy dwudziestkę jedynkę. Idealna figura, cera, ruchu... wszystko płynnie ze sobą współgrało przez co nie jeden mężczyzna dostawała niekontrolowanej erekcji na sam jej widok
-Może i powinnam była.- odparła rozpinając górne guziki bluzki, odsłaniając biały koronkowy stanik.
-Przypominam Ci, że Minho wciąż jest gejem i twoje wywalone na wierzch cycki na niego nie działają.
-A może go zmienię i zacznie woleć cipki? Minho, co ty na to?- spojrzała kokieteryjne na bruneta, prężąc się przy tym jak mała, spragniona pieszczot kotka.
-Choi, zamknij oczy nim ta meduza Cię zabije.- Kim zasłonił oczy przyjaciela swoją dłonią.
-Nie z Tobą rozmawiam „cieplutki”.- warknęła na brata, powodując, że te się nieznacznie wycofał- Minho?- zatrzepotała rzęsami. Choi spojrzał na swoją seksową noonę uśmiechając się.
Dobrze pamiętał ich pierwsze spotkanie. To była końcówka jego pierwszego roku w liceum. Przyszedł wtedy po Jonghyun, bo mieli iść razem na mecz, ale ten jak zwykle zaspał po po przednio nocnej imprezie. Czekał na niego w pokoju, gdy nagle weszła do niego ona. Stanęła w progu, w zwiewnym prześwitującym szlafroczku. Pewnie gdyby był „normalnym” facetem spuścił by się na miejscu, ale na szczęście był to okres gdy uświadomił sobie swoje preferencje seksualne, więc do erekcji nie doszło. Ale musiał przyznać, ze robiła wrażenia.
-Może, gdyby poznał Cię szybciej niż tego słodkiego choleryka to bym się nad tym mocno zastanowiła, ale najwyraźniej miałem najpierw spotkać jego więc... sorry.
-Co mój bart ma w sobie takiego że wolisz jego a nie mnie? -zapiszczał jak słodka nastolatka i wydymała poliki- Też potrafię nie źle obciągnąć i dać Ci taki orgazm, że konwulsje po nim trzymają Cię z dobrą minutę.
-Penisa siostrzyczko, P-E-N-I-S-A.- Jonghyun wyszczerzył się, wypinając pierś do przodu.
-To jest kurwa nie sprawiedliwe! – przeklęła naburmuszając się - Czemu wszyscy przystojni i coś warci faceci musząc czuć to pierdolone duchowe powołanie albo zostawać gejami?
-Aby nie musieć użerać się z takimi wariatkami jak Ty.- Odparł Jonghyun wygramolając się z łózka- I tak dla twojej informacji gejem się nie zostaje ale się nim rodzisz. - dodał wciągając dresy i zakładając T-shirt
-Gówno prawda.
-To udowodniono medycznie.
-No to chyba, bez uwzględnienia tak beznadziejnego przypadku w postaci ojca mojego dziecka.
-Co masz na myśli?- Jjong przysiadł na rogu biurka
-To co powiedziałem.
-Przecież Twój mąż nie jest gejem. - zauważył Minho- Macie dziecko.
-I co z tego? Gej to wciąż facet i posiada magiczny, biały płyn zwany spermą gdzie ma tysiące małych, naładowanych genetycznie kijanek gotowych do dokonania w ciele kobiety „cudu”.
-Nie przesadzasz trochę?- Jonghyun spojrzał na siostrę dość karcąco- Przecież jeszcze nie dawno tak wychwalałaś jego łóżkowe gierki i te boskie orgazmu, które Ci fundował.
-Kłamałam.- odparła sucho.
-Kłamałaś?- Kim wygiął brew do góry.
-Tak. Troy to ukrywający się gej.
-Powiedział Ci czy sama to wymyśliłaś.
-Nakryłam go jak masturbował się w łazience patrząc na twoją fotografię z naszego wesela.- Jonghyun wywalił oczy na wierzch, a Minho przechylił głowę lekko na bok.- Nie patrzcie się tak na mnie. Wiem co widziałam.
-Aha...- mruknął pobłażliwie Kim siadając na łóżku obok Choi.
-Oszczędź sobie ten pełen politowanie wzrok. Nie potrzebuje go aby wiedzieć, ze ze wszystkim błędów jakie popełniłam ten był najgłupszy i najbardziej żenujący.
-Cieszę, że powiedziałaś to sama. A teraz możesz mi powiedzieć, po co w ogóle przyszłaś? Z tego co pamiętam nie zapraszałem Cię.
JeJin spojrzała na brata i jego chłopaka przechodząc na ich oczach typową kobiecą zmienię nastroju. Jej oczy niebezpiecznie zabłysły a na ustach pojawił się szatańskich uśmiech. To właśnie była jedna z przyczyn dla których mężczyźni hetero gubią się i uciekają ze związków- ciągła kobieca zmienność. Jednego nie jest jak anioł, który uchyliłby Ci nieba a drugiego rozwścieczona diablica, paląc ogniem piekielny każdego kto stawał jej na drodze.
-Nie potrzebuję Twojego zaproszenia aby tutaj przyjść. Jesteśmy rodziną to raz. A dwa... była ciekawa co tam w wasz gej-love gniazdku słychać. Może zostałam przypadkowo ciocią...
-Jeśli Choi miałby macicę i całą tą resztę rodnych organów to kto wie, może i byś została, ale jak sama widzisz...- Jonghyun rozchylił kołdrę pokazując dorodną wypukłość Minho, którą skrywały czarne bokserki- Ma on penisa i zero dróg rodnych.
-Jesteś pewny?
-Jak to że zeszłej nocy uprawiałem perwersyjny seks z nim- wskazał na Choi- od którego ciężko mi się siedzi oraz to ze widzę Ciebie nie dość, ze w moim własnym domu, to jeszcze we własnym pokoju o poranku.
-To po hu* są wam chłopięce ciuchy?!- fuknęła ewidentnie zawiedziona, wrzucając sporej wielkości torbę sportowa na materac łóżka.
Wygramolił się z łóżka najostrożniej jak potrafił. Nie chciał budzić Jay'a. Chłopiec chyba po raz pierwszy od śmierci matki przespał tak spokojnie całą noc. Nie rzucała się ani nie płakał we śnie.
Rzucił jeszcze jedno spojrzenia na dziecko po czym wyślizgnął się z pokoju i skierował do kuchni. Wyraźnie słyszałam jak ktoś się poruszałam po holu jaką chwile temu i także zmierzał w tamtym kierunku. Nieśmiało pchnął kuchenne drzwi, zastając krzątającego się przy ekspresie z kawą Jiniki'ego. Trochę mu ulżyło, ze to nie główni lokatorzy.
-Dzień dobry. - przywitał się nieśmiało
-O! Cześć!- starszy odwrócił się śląc mu promienny uśmiech.- Już na nogach?
-Jakoś nie mogłem specjalnie spać. Sam rozumiesz...
-Tak sądzę- Lee skinął głową- Kawę?
-Z chęcią.
Key odsunął jedno z krzeseł i usiadł. W tym czasie Jinki przygotował dwie kawy i podobnie jak on zajął miejsce przy stole. Przez dłuższą chwilę nie mówili nic. Siedzieli naprzeciwko siebie wyraźnie nad czymś myśląc. Kto wie, czy nie przesiedzieli by tak dopóki w kubu nie skończyła by się kawa, gdyby nie nagłe, gwałtowne otwarcie drzwi w holu.
-Wyście chyba zwariowali! - krzyknął ktoś- Sperma wam do głów uderzyła! !-Jinki spojrzał znad kubka marszcząc brwi.- Muszę się czegoś napić i to zaraz! Wódki! Wysky! Cokolwiek co ma procenty!- Nie minęła chwila jak w progu kuchni stanęła wysoka, szczupła kobieta. - I ty im na to pozwalasz!- fuknęła na Onew, krzyżując ręce.
-Też się cieszę, ze Cię znowu widzę.- Lee uśmiechnął się delikatnie, zachowując kompletny spokój, zupełnie jakby takie poranne wydzieranki był na porządku dziennym.
-Daruj sobie te ckliwe powitania.- gość zmrużył oczy, pokazując w ten sposób jak bardzo jest zły.
-Zmień ta minę zawodowego mordercy, bo gościa nam stresujesz.- w kuchni pojawił się Jonghyuna a po chwili także Minho.- Jeszcze pomyśli, ze udzielmy schronienia wariatom.
JeJin zmarszczyła czoło, dopiero teraz zauważają, ze faktycznie w pomieszczeniu znajduje się ktoś jeszcze. Podeszła bliżej nie co zbitego z tropu Key'a, obskoczyła go dookoła a potem położyła dłonie na ramionach i zbliżyła twarz do jego. Dzieliły ich może milimetry. Szatyn wyraźnie czuł jej oddech na twarzy i przenikające go od stóp do głów przenikliwe spojrzenie. To nie było zbyt komfortowe.
-Jestem JeJin.- powiedziała w końcu wyciągając w jego stronę dłoń, odsuwając się.
-Kim Kibum.- szatyn przyjął rękę i uścisnął ją.
-Masz bardzo delikatne dłonie.
-Dzię-kuję.
-Boże! -jęknął Jonghyuna, chwytając siostrę za rękę, wciągając w głąb kuchni- Czy choć raz możesz się zachować?
-Nie rozumiem o co Ci chodzi.
-O ten kurwa, zegar co nie chodzi...- Kim westchnął, kręcą z dezaprobatą głową.
-Nie strzelaj mi tutaj gejowskim min bo to nie ja wprowadziłam do gej-clubu małe dziecko, narażając je demoralizację i skrzywienie psychiczne.
-A ty znowu swoje.- Jjog wywrócił komicznie oczami, opierając się plecami o lodówkę.
-Tak swoje... a żebyś wiedział! A ty Kim Kibumie...- zwróciła się do szatyna- ...wiesz ze zamieszałeś z trzema gejami pod jednym dachem?
-Wolę chyba jak się o mnie mówi homoseksualista- mruknął Jinki, bawiąc się kubkiem z kawą.
-Czy ja się Ciebie pytam o zdanie panie Lee Jinki?- burknęła z wyraźną złością.
-Będąc szczerym... zaczął niepewnie Key-... to tak. Wiem, że oni są gejami i nie przeszkadza mi. Nie uważam także, ze deprawują mi dziecko, ponieważ nie robią przy nim niczego złego. Każda forma miłość jest dobra o ile jest prawdziwa, a w ich przypadku jest... tak bynajmniej uważam...
Po słowa szatyna, Minho i Jonghyun lekko zdezorientowanie spojrzeli po sobie, Onew uśmiechnął się tylko delikatnie a nie spodziewająca się takiej odpowiedzi JeJin upuściła swoją szczękę na podłogę...
All chapters : I , II , III , IV , V , VI , VII , VIII , IX , X , XI , XIII , XIV , XV , XVI
21:36:57 20/11/2011, Lilyth [Powrót] Komentuj
» 19:05:18 22/11/2011
zalogowany | http://amigobaby.blog4u.pl/ IP: zalogowany
» 18:49:05 22/11/2011
078088189074.stk.vectranet.pl | brak www IP: 78.88.189.74
» 18:45:57 22/11/2011
078088189074.stk.vectranet.pl | brak www IP: 78.88.189.74
» 23:28:24 21/11/2011
77-255-234-18.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.234.18
» 20:11:16 21/11/2011
zalogowany | http://olowiana.id.joe.pl/ IP: zalogowany
» 17:35:01 21/11/2011
77-255-123-23.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.123.23
» 11:11:09 21/11/2011
213-238-111-2.adsl.inetia.pl | brak www IP: 213.238.111.2
» 00:54:52 21/11/2011
host-89-228-74-110.olsztyn.mm.pl | brak www IP: 89.228.74.110
» 22:41:08 20/11/2011
89-72-247-59.dynamic.chello.pl | brak www IP: 89.72.247.59