Kochana MiNam!
Twój komentarz zachwycił mnie w swojej prostocie i dosłowności:
"No masakra jakaś xd kiedy ja sie dowiem co z tym KiBumem było w przeszłości xD i kiedy ktoś go zmaca(...)"
Omal nie spadła z krzesła ze śmiechu jak go zobaczyła. Wymiatasz kobieto! Jakby wszyscy ludzie mówili w tak idealnie prosty sposób to, kto wiem może żyłoby się nam lepiej? ;)
Jeśli chodzi o przeszłość naszego Key'a- w związku z prośbami jakie zaobserwowałam w komentarzach, zdecydowałam się troszkę przyspieszyć akcję, aby trochę uchylić wam rąbka tajemnicy. Co prawda nie planowała, akurat "tego" ujawniać tak szybko, ale... może tak miało być? :)
Natomiast (MiNam tutaj chodzi głównie o twoja prośbę) w kwestii zmacania Kibuma, to nie wiem kiedy ktoś go z maca...:P Na razie przynajmniej... ale kto wie, może za notkę, dwie trzy... zależy co nawymyślam do tego czasu :D
Miłego czytania moje kochane robaczki :*
ŁÓŻKO W PARYŻU
Rozdział 13
Rozsunął drzwi kabiny, stawiający nogi na miękkim, puchatym dywanie. Owinął biodra ręcznikiem i podszedł do lustra. Wilgotną dłonią przetarł jego, zaparowana taflę i westchnął cicho. Wyglądał jak osiem nieszczęść- podpuchnięte i zmęczone oczy oraz skóra pozbawiona podstawowej dawki melaniny. To już denat w kostnicy prezentował się lepiej niż on w tej chwili. Tylko, że ten pierwszy już nie żył i guzik obchodziły go rzeczy doczesne, podczas gdy dla niego były one w tej chwili priorytetowe.
Kiedy wsuwał na siebie t-shirt do jego nozdrzy dotarł subtelny męski zapach, zdecydowanie należący do Jjong'a podczas gdy bluza, jaką po chwili narzucił na ramiona pachniała pewną dozą uwodzicielstwa, którą roztaczał wokół siebie tylko i wyłącznie Choi. Jego serce automatycznie zaczęło bić szybciej a blade policzki pokrył delikatny rumieniec. Przegryzł dolną wargę przysuwając obie rzeczy bliżej nosa, wciągając zapach. Mimo upływu siedmiu lat wciąż tak samo reagował na ich naturalne feromony.
-Key, wszystko w porządku?- ciche pukanie przywróciło go do rzeczywistości. Szybko narzucił na siebie spodnie i otworzył drzwi łazienki znajdując przy nich Jinkiego.- Myślałem, ze zemdlałeś, siedzisz tam już pół godziny.
-Przepraszam.- skruszył się
-Nie masz za co. -Onew uśmiechnął się- Za pół godziny jadę do centrum handlowego. Wybierzecie się z mną?
-Sam nie wiem...
-Oj przestań! A co masz lepszego do roboty?
-Właściwie to...
-No właśnie!- Lee, klepnął go entuzjastycznie w ramię- Za pół godziny widzimy się korytarzu.
-Ale hyung...!
Jinkiego jednak już nie było. Nim Key zdążył zaprotestować starszy zniknął za drzwiami swojego pokoju. Szatyn pokręcił tylko głową, kierując się do „siebie”.
Pchnął drzwi, znajdując od razu na wejściu Jay'a siedzącego na środku pokoju z jego komórką przy uchu. Chłopiec nic nie mówił, tylko trzymał aparat, zupełnie jakby albo kogoś słuchał albo wyczekiwał na połączenia. Ostrożnie aby nie przestraszyć dziecka, przykucnął naprzeciwko niego, dotykając miękkich, kruczoczarnych włosów. Jay uniósł głowę spoglądając na niego.
-Gdzie dzwonisz?- zapytał ciepło.
Brunet szybko spuścił wzrok i nic nie mówiąc oddał mu telefon. Kibum wziął urządzenie spoglądając na jasno świecący się wyświetlacz. Patrząc na kontakt, z którym połączył się chłopiec poczuł mocny ścisk w żołądku. Rozłączył się szybko, chowając komórkę do kieszeni spodni, siadając obok dziecka. Objął go ramieniem, tuląc do siebie.
-Ja tez za nią tęsknię. - szepnął cicho całując główkę Jay'a.- Najbardziej za jej uśmiechem. Chciałbym go znowu zobaczyć, wiesz?
Chłopiec odsunął się od szatyna, co troszkę go zaniepokoiło. Spojrzał na niego pytająco, ale on znowu nic nic powiedział. Jedynie wgramolił się na jego kolana uważanie mu się przyglądając.
-Jay?
Brunet wysunął przed siebie dłoń opuszkiem palca ścierając z jego policzka pojedynczą łzę, która nieświadomie po nim spływała....
Chodził w te i z powrotem wzdłuż linii boiska, obserwując grę swojej drużny. Pogoda może i nie była idealna na takie eskapady- było minus osiem stopni i śnieg pokrywał boisko- ale uznał, że jeśli pozwoli im na trochę więcej swobody to nie będzie w stanie ich później zmobilizować do pracy. Jego chłopcy byli naprawdę dobrzy, ale potrzebowali silnego i zdecydowanego prowadzenia bo inaczej dali by się ograć nawet bandzie gejów w różowych kieckach.
-Wooyuong! - krzyknął- Co ty do cholery wyprawiasz?! Miałeś podać do Junho a nie do Seulong! Znowu zgubiłeś szkła kontaktowe sieroto!
-Sorry trenerze.- chłopak zza kłopotaniem podrapał się w czubek głowy
-Nie, kurwa „sorry” to się skup!
-Tak jest!- Jaang nie ma zasalutował i popędził do reszty swoje sparingowej drużyny.
Minho westchnął ciężko, opierając się o niewielkie ogrodzenie jakie miał za sobą. Piłka nożna była obecna w jego rodzinie od pokoleń. Większa część jego krewnych była w jakiś sposób powiązana z tym sportem, ale tylko jego dziadek i ojciec, później także on sprawili, ze zaczęto kojarzyć ją z ich nazwiskiem.
Gdy był dzieckiem chełpił się tym. Uważał, ze jest przez to lepszy od nich. Jednak z mijającymi latami pojął, ze tak na prawdę chluba stała się przekleństwem i zniszczyła resztki dobra, które skrzętnie ukrywały się po kontach.
-Widzę, że nie próżnujesz.- gruby, męski głos zabrzmiał za jego plecami. Choi uśmiechnął się pod nosem, rozpoznając bez problemu swojego gościa.- Wielki mecz nie długo, co?
-A no...
-Muszę przyznać, że jak się dowiedziałem, że poszedłeś w ślady ojca, zmartwiłem się.
-Dlaczego?
-Bo wiem jak ogromną siłę niszcząca ma piłka nożna w Twojej rodzinie.
-Fakt.- Minho przytaknął- Przez nią nie miałem ojca a moja matka męża. Cała miłość jaka należała się nam została przelana na okrągły przedmiot.
-Bardzo go za to nienawidzisz?
-Jest mi raczej żal. Miał wiele i był kimś, a teraz nie ma nic i jest sam.
-To dlatego nie pojechałeś do Anglii, prawda? Nie chciałeś popełnić tego samego błędu co on. Ulokować wszystkiego co w życiu cenne w dwunastu facetach i biało- czarnej piłce.
-Czy to było egoistyczne?
-A czujesz, że postąpiłeś źle? Masz do siebie żal?
-Nie. Jestem szczęśliwy.
-To w takim razie nawet jeśli z początku pokierował tobą egoizm to tylko i wyłącznie w dobrej wierze. On Cię ocalił.
Minho zamyślił się przez chwilę rzucając szybkie spojrzenie na swoich graczy, którzy po raz kolejny zmienili kierunek swojego biegu.
-O czym chciałeś ze mną pogadać? Przez telefon byłeś bardzo tajemniczy.- Brunet odwrócił się spoglądając po raz pierwszy na swojego rozmówcę.
-O jednym z Twoich pracowników.
-Tylko mi niemów, że postanowiłeś zdradzić Jonghyun, z którąś z moich kelnerek. To się nie skończy dla Ciebie dobrze.
-Wiem, dlatego taka opcja nie wchodzi w ogóle w grę.- Minho zaśmiał się- Poza tym jakby chciał się puścić z jaką dziewczyną, miałbym idealną kandydatkę. Twoje kelnereczki przy niej są jak dziewczynki z podstawówki.
-Mogłem się tego spodziewać- mężczyzna uśmiechnął – Męskie famme fatal musi wybrać swój damski odpowiednik. JeJin jest wręcz idealną wybranką.
-Widzę, że wciąż coś do niej czujesz.
-Ja jak ja. Mój penis bardziej.
-Jesteś obrzydliwy.
-I to powiedział ktoś kto co wieczór pieprzy się z kimś kto też ma penisa. -prychną mężczyzna, krzyżujące ręce na piersiach- To o kogo Ci chodzi?
-O jednego z Twoich barmanów.
-No tak, mogłem się tego spodziewać. Którego?
-Powiedziałeś to tak jakby Ci każdego z barmanów przeleciał po kilka razy.
-Gdyby nie Joghyun, to kto wie czy by tak nie było.
-Przed moją pięścią ratuje Cię w tej chwili tylko fakt, ze w Twoim barze sprzedajesz moje ulubione drinki i że ta bezmózga dwunastaka potrzebuje kogoś kto wskaże im w którą bramkę mają strzelać.
-Kocham rozmowy z Tobą. - mężczyzna zaśmiał się serdecznie- To co z tym moim nieszczęsnym barmanem? O którym chcesz tak bardzo rozmawiać?
-O Kim Kibumie...
Wzmożona aktywność homo sapiens w okresie przed świątecznym zarówno na ulicach jak i wielkich centrach handlowych była czymś tak oczywistym jak to, że zimą jest zimno a latem ciepło. Długie kolejki, stojące w korkach drogi, pozapychane autobusy... co roczny standard.
Jednak wszystko to odbywało się bez większego krzyku czy przepychania, a nawet w towarzystwie ciepłych i szerokich uśmiechów. Magia świąt była niesamowita.
Kolorowe i migając wystawy sklepowe przykuwały uwagę nawet tego najbardziej śpieszącego się przechodnia a zapach choinek i piernika jaki unosił się nad miastem, przypominał o tym niezwykłym czasie jaki nadciągał.
Dojazd do centrum zajął im prawie godzinę, ale nie narzekali jakoś specjalnie z tego powodu. Kibum musiał przyznać, ze nawet się trochę przez ten czas zrelaksował, podobnie chyba jak Jay, który z wyraźnym zainteresowanie obserwował migający za szybą samochodu świat.
Jinki zaparkował samochód na podziemnym parkingu po czym skierowali się do windy, która zawiozła ich prosto na pierwsze piętro centrum handlowego. Ilość osób jaka przypadał tam na metr kwadratowy zdecydowanie przekraczał dopuszczalną normę. Mógł śmiało powiedzieć, ze ma właśnie namacalne spotkanie z pojęciem tak zwanej presji demograficznej. Chwycił mocniej Jay'a z rękę, nie chcę go zgubić w tym zdziczałym tłumie „ludzi rozumnych”.
-Nie sądziłem, że będą tutaj o tej porze takie tłumy- jękną Jinki, rozglądając dookoła.
-Uważam, że akurat w tym okresie nie ma dobrej pory na zakupy. W końcu za trzy tygodnie Boże Narodzenie.
-Pewnie masz rację, choć i tak uważam, że to co ludzie wyprawiają to lekka przesada. Nie pojmuję jak można kupować choinki trzy tygodnie przed Gwiazdką? To jakiś obłęd. Przecież ona się posypie i przestanie pachnieć do tego czasu. Co ta frajda tańcować przy suchym badylu?!
-Ale mnie nie musisz tego mówić.
-Wiem, wybacz. Chodźmy stąd! Sfrustrowałem się.- bąknął Lee chwytając Key'a za rękę i ciągnąc go w nie do końca sprecyzowanym kierunku.
Musiał przyznać, ze im dalej zapuszczali się w korytarze budynku tym cały ten wrzask cichł. Tyle razy był w tym centrum, ale nigdy nie wypuszczał się tak daleko, a właściwie nawet nie wiedział, ze może. Tyle nieodkrytych sklepików, które aż prosiły się aby do nich zajrzał i małych uroczych kawiarenek, które swoim odizolowanie aż zachęcały aby do nich wejść i upajać się spokojem jakich w nich panował.
Onew zaprowadził ich właśnie do jednej z takich kawiarenek. Musiał tam bywać często bo jeszcze dobrze nie przekroczył progu, jak jedna z kelnerek na jego widok uśmiechnęła się ciepło i wskazała dłonią na stoli w samym rogu pomieszczenia. Rozsiedli się wygodnie po czym ta sama kelnerka, która ich przywitała zebrała od nich zamówienia. I zniknęła na zapleczu.
Musiał przyznać, ze kawiarnia miał w sobie to coś i gdyby nie była tak schowana, bez wątpienia cieszyła by się niezłym powodzenie. Człowiek czuł się w niej naprawdę bardzo swobodnie.
-Podoba Ci się to miejsce?- zagadnął Onew, zataczając placem kółko na czerwonym obrusie
-Całkiem przytulne. Nie miałem pojęcia o jego istnieniu. Chyba często tutaj bywasz, co?
-Dość. To miejsce ma dla mnie dość sentymentalne znaczenie.
-Co masz na myśli?- Kibum spojrzał na starszego kolegę z wyraźnym zainteresowaniem.
-Wyznałem tutaj uczucia Teaminowi.
-Nigdy nie miałem Cię za takiego romantyka. W moich oczach byłeś typowym, pewnym siebie, choć trochę niezdartym hetero a w tym także przewodniczącym rady uczniowskiej który przedkładał dobrą zabawę nad obowiązki wobec uczniów i szkoły.
-No pięknie...- westchnął Lee krzywiąc się-...aż boję się pomyśleć co inni o mnie myśleli.
-Na pewno nic strasznego. Twoje drobne niedociągnięcia tuszowały niezłe imprezy jakie urządzałeś z Minho i Jonghyun. W obliczu litrów nie legalnego ale darmowego alkoholu pod stolikami, ludzie bardzo szybko zapominali, że zapomniałeś zrobić tego czy tam tego, przez co coś im odbierano. Taka psychologia szkolnego tłumu. W ostatecznym rozrachunku i tak wychodziłeś na bohatera i zajebistego przewodniczącego.
-Ty z kolei byłeś zawsze tym co trzymał się na uboczu, miałeś jedną stałą przyjaciółkę- Sonya Park- jak się nie mylę i może z trzech bliższych kumpli, z którymi bardzo często prowadziliście ożywione rozmowy podczas obiadów. Nie ma pojęcia czego dotyczyły te wasz dysputy, bo dla mnie ten artystyczny jazgot był jak rozmowa z psem o tym czemu razem z drugi psem wąchają sobie tyłki, ale dzięki temu mogłem zobaczyć prawdziwego ciebie.
-Nie miałem pojęcia, że...
-Interesuję czyś innym niż ja- moja dupa- alkohol- zabawa- oraz Jonghyun i Minho?- Jinki wszedł mu w zdanie szeroko się uśmiechając.
-Właśnie...
-Widzisz Kim Kibumie jak Ty mało o mnie wiesz i powiem Ci coś jeszcze, byłeś najbardziej intrygującą osobą w całym szkolnym poczecie uczniów, nawet jeśli nie zdawałeś sobie z tego sprawy. A ten Twój wpis w albumie pamiątkowym „Łóżko w Paryżu”... do dzisiaj nie potrafię rozgryźć co to może znaczyć...Zdradzisz mi?
Key uśmiechnął się szatańsko. Pomimo że Onew wrócił do tematu szkoły i poniekąd Minha i Jonghyna nie czuł się w żaden sposób jakoś szczególnie osaczony tą dawka wspomnień. Wręcz przeciwnie, po raz pierwszy chyba, był wstanie traktować je jak coś normalnego.
-Nie zdradzę.- odparł po chwili, spoglądając na Jay'a który z apetytem zajadał się ciastem wiśniowym.
-Tak sądziłem, ale nie mogłem nie spytać. Sam rozumiesz...
-No, no jasne.- szatyn zaśmiał się wycierając buzię chłopca chusteczką.
-Powiedz mi jak mały trafił do Ciebie. Nie jesteś przecież jego ojcem. To twój kuzyn? Siostrzeniec?- Jinki oprał się łokciami o stół, spoglądając na bruneta.
-Jay jest synem mojej zmarłej przyjaciółki. Do czasu aż nie zostanie ustalona sądownie opieka nad nim jestem za niego odpowiedzialny.
-Dziecko nie powinno tracić tak szybko rodzica.- westchnął Lee, wyraźnie smutniejąc
-Mi nie musisz tego mówić.
-Podziwiam Cię, wiesz Kibum.
-Mnie?
-Straciłeś ojca, zrezygnowałeś z marzenia, które było na wyciągnięcie ręki, pochowałeś Sonyę, zostałeś tatą na umowę zlecenia, a teraz jeszcze ten pożar...I mimo to wciąż potrafisz nie, nienawidzić tego świata.
-Wariat ze mnie, co?
-Może trochę. - Jinki zaśmiał się, wycierając dłonią z kącika ust Jay'a resztki ciasta- Jak Ty to robisz? Inny na twoim miejscu wylądował by w wariatkowie, w ślicznym białym kombinezonku w bezpiecznym pokoju.
-Nie wiem. Jakoś tak...-szatyn wzruszył ramionami
-Mogę Ci zadać pytanie? I chciałbym abyś na nie odpowiedział.
Key spojrzał z lekki strachem na Onew. Do tego momentu ich rozmowa toczyła się prawdę bardzo swobodnie, aby nie powiedzieć że był bardzo przyjemna. Jednak nagła zmiana tonacji głosu starszego nie wróżyła nic dobrego. Czuł, że pytanie będzie bardzo niewygodne, ale nie potrafił nie odmówić. Ostrożnie, z ciężko bijącym sercem przytaknął.
-Czemu wtedy nie zostałeś? - Tak sądził, że starszy go o to zapyta- Dobrze wiesz, że...
-Hyung, wiem do czego zmierzasz.- przerwał mu ostro
-Skoro tak, to wyjaśnij mi czemu wtedy... tak po prostu uciekłeś, pozwalając im żyć w przekonaniu, że tamta noc była wytworem ich upitej wyobraźni.
-Tak było lepiej.
-Brednie! Dobrze wiesz, że oni z Tobą nie pogrywali, że to wszystko było prawdziwe...
-Nawet jeśli tak było, to stanowi to już przeszłość, której nie zmienię i rozprawianie się nad nią nikomu nie pomoże.
-Uważam, że Minho i Jonghyun są innego zdania.
-To już ich sprawa. -Key wzruszył ramionami starając się zachować spokój i maksymalna dla siebie obojętność- Popełniłem wtedy błąd idąc z nimi do łóżka. Na szczęście jednak Twoja nalewka była na tyle mocna, ze pozwoliła im wmówić sobie, że moja obecność tam, w sypialni była wynikiem nadmiernego jej spożycia.
-Kłamiesz Kim Kibumie.
-Nie. Taka jest prawda.
-Przecież wiem, że ich kochałeś! Obu!
-Hyung...nie można kochać dwóch osób naraz. To jest nie możliwe. To raz. A dwa...staraj się nie wykrzykiwać takich absurdów na głos bo obsługa się na nas dziwnie patrzy, a nie chciałbym zostać wyproszony nim całe to cudowne ciasto trafi do mojego żołądka.
-Nie starają się w tak beznadziejny sposób zmienić tematu.
-Ja już go wyczerpałem. Odpowiedziałem na Twoje pytania, więc temat uznaję za skończony.
-Jesteś nieziemsko uparty, wiesz?- prychnął Jinki, krzyżując ręce na piersiach.
-A nie intrygujący?
-To kurwa też... to kurwa też...
Stał oparty o framugę okna, obserwując jak płatki śniegu kołyszą się leniwie na wietrze. Miasto pomału przechodziło z trybu dziennego na nocny, pomimo że nie było jeszcze szesnastej. Kawiarnie, bary i puby zaczęły wypełniać się szukającymi chwili wytchnienia po pracy mieszkańcami Seulu.
Odwrócił na chwilę głowę spoglądając na leżące na jego biurku liczne papiery i dokumenty. Musiał przyznać, ze jego ludzie nieźle się spisali. Wszystko zdawało się mieć ręce i nogi, przy nie wysokim nakładzie finansowym. Następny rok będzie ich. Słowo porażka już nie ma racji bytu w ich słowniku.
-A więc to tak ciężko pracujesz całymi dniami - Znajoma głos rozbrzmiał za jego plecami- Gapiąc się w okno, popijając kawę...- Jonghyun spojrzał na swojego gościa, uśmiechając się delikatnie.
-Taki los szefa. - wzruszył ramionami, siadając w sowim czarnym skórzanym fotelu. Minho pokręcił z rozbawieniem głową, siadając w krześle naprzeciwko niego.
Obecność bruneta w miejscu jego pracy była na prawdę rzadkością i chyba dlatego tak mocno biło teraz jego serce. A może było to spowodowane nagłą, nieprzyzwoitą myślą jaka zrodziła się w jego głowie. Zawsze chciał tego spróbować, ale nigdy nie odważył się tego zaproponować Choi. Jednak po dzisiejszej nocy, to co wydawało mu się do tej pory nienormalne i pochodziło pod niewyżycie seksualne i zboczenie, nabrało nowy wymiar. Granica zdecydowanie przesunęła się i wcale nie czuł się źle z tego powodu. Wręcz przeciwnie- uważał to za coś dobrego nie tylko dla nich ale także dla „związku”, który starali się budować.
-Wiesz....- zaczął nie pewnie przerywając ciszę- Tak sobie pomyślałem, że...- wstał niby leniwie z fotela, podszedł do uważnie przyglądającemu się mu Minho- ...właściwie myślałem o tym od dawna...- usiadł okrakiem na jego kolanach, zarzucając ręce na szyi-...nie chcę abyś uważał mnie za jakiegoś frustrata czy coś, ale...- To był chwila jak silna ręką Choi chwyciła go za kart i gwałtownie zmniejszyła odległość między ich twarzami do zera.
Brutalny pocałunek jaki połączył ich usta, wyraził wszystko co Jonghyun chciał zaproponować. Ich języki od razu zaczęły ocierać się o siebie w erotycznym tańcu przez co ciche jęki zaczęły wypełniać pomieszczenie. Parataktycznie nie odrywając się od siebie, zaczęli odpinać paski od swoich spodni. Nie mieli czasu na jakieś dłuższe gierki, w każdej chwili ktoś mógł wejść i ich nakryć i chyba to nakręcało ich jeszcze bardziej.
Bez zbędnych ceregieli, Kim wbił się na członka Choi, zaczynając poruszać się na nim szybko i zdecydowanie. Wiedział, że może to w jakiś sposób go to poranić od środka, ale za bardzo pragnął poczuć te ciepłe nasienie swojego prywatnego ogiera w sobie już, teraz, zaraz...
Minho doskonale wiedział do czego zmierza jego przyjaciel i był tylko jeden sposób aby szybciej przybliżyć go do wymarzonego spełnienia. Nieznacznie wyprostował się, zamykając dłoń na jego twardym członku. Kciukiem zaczął drażnić główkę penisa Jjog'a przez co ten jęknął jak rasowa dziwka, uwalniając z niej przeźroczyste krople.
Ich oddechy stawały się z każdą minutą co raz bardziej urwane, gorące i ciężkie, serca łomotały jak oszalałe, ciała pokrywały kropelki potu i co rusz można było usłyszeć cichutki pojęk, jako oznakę zbliżającego się orgazmu. W pewnym momencie obydwoje patrzyli już tylko na siebie, nie mając siły się całować. Jedyne co mogli to tylko stykać się co jakiś czas ustami, bądź językami.
Pierwszy doszedł Jonghyun- tak jak tego chciał z resztą- tuląc się do Minho z całej siły i jęcząc mu bezwstydnie w szyję, zapewne zadzierając sobie gardło. Chwilę potem dołączył do niego i Choi...
All chapters : I , II , III , IV , V , VI , VII , VIII , IX , X , XI , XII , XIV , XV , XVI
20:20:34 26/11/2011, Lilyth [Powrót] Komentuj
» 20:58:11 5/12/2011
host-89-228-74-110.olsztyn.mm.pl | brak www IP: 89.228.74.110
» 09:26:34 5/12/2011
178-37-154-205.adsl.inetia.pl | brak www IP: 178.37.154.205
» 22:50:32 1/12/2011
afkj131.neoplus.adsl.tpnet.pl | brak www IP: 178.42.9.131
» 22:23:03 1/12/2011
77-255-225-206.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.225.206
» 20:50:21 30/11/2011
nat178-214-20-5.mtm-info.pl | brak www IP: 178.214.20.5
» 16:00:35 28/11/2011
078088189074.stk.vectranet.pl | brak www IP: 78.88.189.74
» 21:57:33 27/11/2011
77-255-116-171.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.116.171
» 17:13:56 27/11/2011
as2-116.swic.dialup.inetia.pl | brak www IP: 195.114.179.116
» 00:35:34 27/11/2011
77-255-234-18.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.234.18
» 21:28:20 26/11/2011
host-89-228-74-110.olsztyn.mm.pl | brak www IP: 89.228.74.110