Leżał na łóżku, ze słuchawkami w uszach, przeglądając jakieś nudne stronki w internecie. Co jakiś czas tylko odrywał się od tego aby zerknąć na zegarek jaki miał powieszony na ścianie naprzeciwko siebie, cicho przy tym wzdychając.
-Cześć słodziaku!- Drzwi pokoju otworzyły się z łoskotem i stanął w nich wysoki, postawny mężczyzna o włosach z pogranicza blondu i rudego, w seledynowej bluzce bez rękawów, hawajskich spodniach i japonkach. Teamin wyjął słuchawki z uszu i delikatnie się uśmiechnął. -Czemu siedzisz tutaj sam? Impreza na dole się rozkręca. Nie dołączysz?- zaświergotał.
-Nie dzisiaj Victor.
-Jezu! Brzmisz jak laska, której się właśnie okres zaczął.- chłopak usiadł okrakiem na stojącym przy biurku krześle i podjechał nim pod łózko- Czym się znowu martwisz?
-Niczym.
-Taki kit to se możesz wciskać temu spedalonemu Rogerowi. A w ogóle wiesz, co on mi dzisiaj powiedział?- Lee pokręcił głową- Że jestem „fashion killer”! Ja...fashion killer...Kumasz landrynkę?!
-A od kiedy ty się przejmujesz tym co Roger mówi?
-Właściwie to się nie przejmuję. Mam w dupie to co ten cieplutki koleś do mnie mówi.
-Skoro masz to w dupie, to czemu o tym teraz mówimy?- blondyn ściągnął usta i zmrużył oczy.
Teamin podejrzewał, ze gdyby teraz otworzono jego czaszkę i dobrano się do mózgu zobaczony by tam dwa kabelki , które właśnie niemrawo się ze sobą stykały wytwarzając niemrawe impulsy.
-Czemu ty zawsze musisz zgrywać taką mądralę?- mruknął Victor, wyraźnie niezadowolony. Lee tylko się uśmiechnął prostując na łóżku.
Victor był starszy od Teamina o pięć lat jednak, w ogóle nie wyczuwało się między nimi tej różnicy. Być może wpływ miał na to fakt, że w żadne sposób nie akcentowano tego, że chłopak jest od niego starszy, tak jak to ma miejsce w Korei a może po prostu górę wziął styl bycia starszego. Lee podejrzewał, że może cierpieć na syndrom Piotrusia Pan czyli syndrom wiecznego chłopca, któremu tylko głupoty i zabawa w głowie.
Generalnie Teaminowi to nie przeszkadzało, bo Victor był dość miła odmianą po żelaznych zasadach dobrego wychowania jakie zafundować mu jego kraj, ale czasami tęsknił za bycie tym kim się ktoś zajmuje.
-Słyszałem dzisiaj twoja rozmowę z Andre. - bąknął nagle blondyn- Na prawdę chcesz wrócić do Korei? Aż tak Ci tutaj źle?
-To nie o to chodzi Vic.- Lee podniósł się z materaca, podszedł do biurka i odłożył na nim komputer.
-Boże... - jęknął starszy, przenosząc się krzesła na łóżko, na którym się wygodnie rozwalił-...chyba nigdy nie pojmę tego ogłupiającego stanu, który ludzie nazywają „miłością”.
-Pojmiesz, jak tylko pozwolisz sobie, pokochać kogoś.
-Dobrze wiesz, że naszej sytuacji kochanie kogoś nie jest takie proste.
-Mi się udało.- Teamin przysiadł na brzegu łóżka, pochylając się nie znacznie nad przyjacielem- Tobie też się uda, pod warunkiem że przestaniesz ubliżać gejom.
-Bardzo Cię przepraszam, ale czy kiedykolwiek Ci ubliżyłem?
-Dobrze wiesz, że nie siebie miałem na myśli.
-To nie moja wina, że ten różowy plastuś mnie wkurwia. Przez to jak się zachowuje, ludzie utwierdzają się, w błędnym zresztą przekonaniu, że geje to ulizani, opaleni jak blachary przebierający się za niewiasty i paradujący w różowych stringach, staniku wypchanym papierem toaletowym, mocnej tapecie oraz króliczych uszach lub kokardce na głowie faceci. Nie chcę aby mnie za takiego uważano.
-A czy kiedykolwiek zrobiłeś coś aby ludzie inaczej myśleli o gejach?- chłopak ewidentnie zaskoczyło to pytanie- Sam widzisz...- Teamin wzruszył ramionami, zakładając za ucho kosmyk włosów-...więc zamiast znęcać się nad Rogerem, co zresztą jest dość dziecinne, zrób coś co mogło by otworzyć te społecznie ograniczone i upośledzone przez stereotypy mózgi.
-Matko kochana... zabrzmiałeś jak mój były nauczyciel etyki... brr... koleś był nieźle pokręcony...
-Widzisz? Ja mówię o czymś poważnym a ty to obracasz w żart. Tak na pewno nie zmienisz ludzkiego patrzenia na kwestie orientacyjne.
Victor zamilkł wpatrując się w brązowe tęczówki Teamin, które teraz odbijały światło latarni ulicznej jaka stała za oknem. Musiał przyznać, ze dzieciak miał w sobie to „coś” co nie pozwoliło przejść obok niego obojętnie. Nieświadomie przyciągał i hipnotyzował ludzi i w jakiś trudny do wyjaśnienia sposób uzależniał ich od siebie. Teamin był chyba pierwszą osobą, przy której od wielu lat czuł się tak swobodnie.
-Ten Twój Jinki to szczęściarz...- odezwał się po dłuższej chwili, wstając z łóżka.
-Wiem.- Lee uśmiechnął się ciepło.
-Mam nadzieję, że będziecie żyli długo i szczęśliwie.
-Życie to nie bajka Victor.
-A kto tak powiedział?
Kiedy podjechali pod wieżowiec było dość późno. W holu właśnie dokonywano nocnej zmiany na ochronie, więc panowało tam drobne zamieszanie. Przemknęli szybko do windy, nie chcą wdawać się w jakieś dziwne dyskusje z sąsiadem zamieszkującym piętro nad nimi. Mężczyzna nie był złym człowiekiem, ale zdecydowanie za dużo gadał. Nie wiedzieć czemu ale upatrzył sobie w nich idealnych słuchaczy, choć nigdy nie dali mu do tego postaw.
-Szybciej.- mruknął Minho łapiąc Jonghyun za rękę, wpychając do widny.
Dopiero kiedy metalowe drzwiczki się zamknęły mogli poczuć się bezpiecznie. Choi oparł się o ścianę cicho wzdychając. Kim stanął naprzeciwko niego z rękoma wsadzonymi w kieszenie.
-Co jest?- bąknął młodszy, spoglądając na Jjong'a.
-Nic.
-No przecież widzę. Zrobiłem coś nie tak?- Minho podszedł do przyjaciela, chwytając za podbródek i podnosząc go do góry, zmuszając aby ten na niego spojrzał.
-Mieliśmy się nie afiszować z tym, że jesteśmy razem.
-Przecież tego nie... Boże! Chodzi Ci o to, ze złapałem Cię za rękę na dole w holu i pociągnąłem do windy?- Kim skinął głową- Przecież nikt tego nie widział, byli zbyt zajęci zmianą mundurów, a poza tym mam Ci przypomnieć jak „bardzo” kryliśmy się ze swoim związkiem jeszcze trzy godziny temu w twoim biurze?
Jonghyun zgryzł dolną wargę. Seks był niesamowity, ale z perspektywy czasu niezwykle niebezpieczny. Teraz zdał sobie z tego sprawę.
-To było głupie i niebezpieczne- szepnął odwracając głowę- Nie powinno do tego dojść.
-Oczywiście.- prychnął z żalem brunet, odsuwając się od starszego- Wiesz jaki jest Twój problem? Boisz się tego kim jesteś i okazać tego co naprawdę czujesz. Za bardzo przejmujesz się tym co ludzie pomyślą.
-Jesteś okrutny Minho.
-Ja jestem okrutny?! Oj, bardzo Cię przepraszam, że nie wstydzę się tego co do Ciebie czuję i chcę aby inni też o tym wiedzieli i aby zobaczyli jak bardzo jestem z Tobą szczęśliwy i …
Jego słowa przerwało zatrzymanie się widny i otworzenie jej drzwi. Być może stało się to w odpowiednimi momencie, bo dalsze słowa Minho, mogły tylko pogorszyć sytuacje między nimi, a ta już była kiepska.
W kompletnej ciszy ruszyli korytarzem w stronę swojego mieszkania. Jeszcze dobrze do niego doszli, jak poczuli przyjemny zapach świeżo pieczonego mięsa. Jonghyun przekręcił klucz w drzwiach a słodki aromat przypraw uderzył ich w twarz. Posłali w swoją stronę pytające spojrzenia i bez ściągania butów i kurtek, skierowali się prosto do kuchni. Pchnęli drzwi, zastając na stole przykrytym białym obrusem kilka estetycznie przygotowanych potraw oraz trzy talerze.
-I co wy na to?- za ich plecami rozbrzmiał głos Jinkiego
-Tylko nam nie mówi, że to Twoja robota.
-Czy ja wyglądam zawodowego kucharza Jonghyun?
-Racja. Sorry. Ty przypalasz nawet wodę na herbatę.
-No, dziękuję bardzo.- Onew wydął usta.
-Key?- Minho pochylił się nad gorącym, pachnącym cynamonem ryżem.
-Aha.- Lee skinął głową- Gotował całe popołudnie.
-A czemu są tylko trzy nakrycia?
-Kibum się właśnie pakuje.
-Właściwie to już skończyłem.
Drzwi pokoju otworzyły się i stanął w nich spakowany i gotowy do wyjścia szatyn. Rzeczy nie miał wiele, bo większość spłonęła w pożarze, ale jedną torbą udało mu się zapełnić.
-Możesz nam powiedzieć co ty wyprawiasz? Przecież nie masz gdzie iść.- Jonghyn spojrzał na Minho, czekając aż ten skinie głową dla przypieczętowanie, że ma rację.
-Ja mu to mówiłem, ale mnie nie słuchał- Jinki skrzyżował ręce na piersiach i oparł się najbliższą ścianę.
-Jonghyun ma rację Kibum. Przecież nie macie gdzie pójść z Jayem. Wasze mieszkanie będzie wyremontowane dopiero za jakieś pół roku.- odezwał się Choi
-Mój pracodawca ma wolny pokój na barem w którym pracuję. Zgodził się nam go wynająć na ten czas.
-Nie bądź śmieszny!- prychnął Jjong- Chcesz mieszkać z dzieckiem nad barem?! Źle Ci tutaj?
-Jonghyun-hyung, doceniam to co dla nas zrobiliście- rzadko kto pozwala osobie „z ulicy” zostać u siebie w domu na noc, ale zrozum, że...
-Kiedy ja nic nie chce rozumieć.- Kim przerwał mu, naburmuszając się.- Minho weź mu przemów do rozsądku!
-Jonghyun, nie mogę go zatrzymać tutaj na siłę. Jeśli chce iść to niech idzie...
-Dziękuję.- szatyn uśmiechnął się delikatnie.
-Tylko, ze teraz nie wiem co mam zrobić z tym kluczem...- Choi wyciągnął z kieszeni kurtki mały, srebrny kluczyk nałożony na breloczek w kształcie wieży Eiffla.
Key wybałuszył oczy. W sposób niezwykle dyplomatyczny Minho przyparł go do ściany. Zdaje się się, ze brunet powinien był zostać politykiem a nie trenerem.
-Jesteś okrutny.- bąknął szatyn
-Już druga osoba mi to dzisiaj mówi. Czyżby to była prawda?
-To było nie fair Minho- mruknął Jonghyun.
-Na temat gry „fair” nie będę z Tobą rozmawiał- odparł chłodno Choi, nie patrząc w ogóle na starszego przyjaciela- To co Key? Co teraz mam zrobić z tym kluczem?
-Na miłość boską! Kim Kibum!- fuknął Jinki- No zgódź się i zostań! Przecież tego chcesz!
-Wcale nie! - krzyknął Key, zdając sobie sprawę jak sztucznie to zabrzmiało- Nie mogę...-dodał ciszej czując, ze robi mu się niebywale gorąco.
-Czego Ty znowu nie możesz?- brunet westchnął, podszedł do szatyna, chwycił jego dłoń i na jej wewnętrznej stronie położył klucze od mieszkania- Nie musisz dokładać się do rachunków, jeśli tym się martwisz.
-Ale nie mogę, tak...
-Jinki jakoś może.- Choi spojrzał na Onew, który się wyszczerzył.
-To w takim razie jak...
-Raz na jakiś czas fajnie by było gdyby ktoś nam coś ugotował, wiesz takiego domowego... rozumiesz?- Minho puścił porozumiewawcze oczko- To jak? Umowa stoi?
-Ja... nie... to znaczy... No... - jedna jego część chciał się zgodzić a druga mu to kompletnie odradzała. Nie trudno zgadnąć która zwyciężyła.- No dobrze.- odparł w końcu- Umowa stoi.
-To świetnie! - Jinki nie krył radości - Witaj w takim razie w naszym, małym pokręconym gniazdku Kim Kibumie!
On chyba zwariował! Nie... zdecydowanie zwariował! Co on sobie wyobrażał? Chyba właśnie nic!
Od dobrej godziny Key chodził w te i z powrotem po pokoju, przeklinając własną głupotę.
Zgodził się zostać! On naprawdę to zrobił!
Opadł w końcu na łóżku, tuż obok Jay'a, który z zaciekawieniem przez ten cały czas mu się przyglądał. Chwycił za poduszkę i nakrył nią sobie twarz. Chłopiec chwycił za nią i pociągnął, ale szatyn nie puścił.
-Zostaw Jay.- po prosił.
Chłopiec jednak się nie poddał. Zaczął mocniej szarpać za rogi poszewki, aż w końcu Kimbum odpuścił. Przekręcił na się i położył głowę na kolanach dziecka.
-Twój wuj stracił rozum, wiesz?- mruknął, ciężko wzdychając.
Jay, przekręcił głowę na bok jak mały szczeniak, ewidentnie nie rozumiejąc tego co Kim do niego mówił. Szatyn uśmiechnął się ciepło, zauważają zmarszczenie na czole dziecka, czochrając przy tym jego gęstą czuprynę.
-Nie przejmuj się. To nie ma nic wspólnego z Tobą. Wujek po prostu, w przeszłości nieźle spieprzył kilka spraw, jak się okazało teraz były one dość ważne. Ale...
Ciche pukanie rozbrzmiało w pomieszczeniu, a po chwili drzwi uchyliły się i stanął w nich Jinki z wielkim bananem na twarzy. Wślizgnął się jak złodziej do pokoju, tłukąc „cicho” o framugę drzwi trzymany w dłonie laptop.
-Szlag!- przeklną, dopiero po chwili przypominając sobie, ze w pokoju jest dziecko- Przepraszam.
-Nie przejmuj się. Co się stało hyung?
-Wybacz, ze tak Cię nachodzę, ale jest ktoś kto chciałby z Tobą pogadać.
-Ze mną?
Onew przysiadł na rogu łóżka i otworzył komputer. Jego ekran pojaśniał a w okonie komunikatora „skype” pojawił się wbrew pozorom dobrze znana mu postać.
W pierwszej chwili nie wierzył własnym oczom, ale uśmiech osobnika po drugiej stronie ekranu i te połyskując niebezpieczne tęczówki, rozwiały jego wątpliwości.
-Lee Teamin?- powiedział niepewnie, patrząc to na Jinkiego to na chłopaka w komputerze,
-Cześć Kibum-hyung. Long time no see.
-Jezu Chryste! Twój Teamin to ten Teamin?!- jęknął szatyn spoglądając na wyszczerzonego Onew.
-Nie wiarygodne, co?- Teamin zaśmiał się.
-Nie wiarygodne?! - krzyknął półgłosem Key- To jest kurwa mać abstrakcyjne! Przecież Ty... Jinki... Wy... Matulu kochana! Lee Jinki jak Ci nie wstyd barć się za dzieci!
-Z niego takie dziecko jak z Jonghyun dziewica!- prychnął starszy, rozsiadając się wygodniej, stawiając komputer na materacu przed nimi.
-Podobno, zamieszkałeś razem z nami?
-Tak jakoś wyszło.- mruknął Kibum, zgryzając dolną wargę
-Jakoś wyszło... jakoś wyszło- Onew powtórzył naśladowczo kręcą głową- Od samego początku tego chciał, tylko o tym sam nie widział, a jak sobie to uświadomił to chciał spieprzać. Sorry... zapomniałem, ze Jay tu jest...
-Podobnie nie powiedziałeś Minho i Jonghyun o tym, ze....
-Nie chcę o Ty rozmawiać, dobrze? Jest mi wystarczająco... niezręcznie.
-Ale chyba zmierzasz im powiedzieć?
-Właściwie to nie.
-Key- hyung, tak nie można.- Teamin pokręcił głową- Jestem pewny, że jakbyś im powiedział prawdę to by zrozumieli. Osiem lat temu, też by zrozumieli i na pewno...
-Cukierku...chyba wciąż tak do Ciebie mówią, co?- młodszy skinął głową- ...pamiętasz co Ci wtedy powiedziałem?
-Że „chcenie postawienia sprawy jasno często ją gmatwa”
-Właśnie i tego się trzymajmy, dobrze?
-Jesteś uparty i niereformowalny hyung.
-Przykro mi cukierku, ale tak będzie najlepiej.
-Dla kogo niby?- burknął Teamin, wyraźnie zły.- Ojca Minho i Jonghyun? Ich samych? Czy Ciebie?
-Wszystkich cukierku... wszystkich i każdego z osobna...
Leżał sztywno gapiąc się w sufit. Minho wciąż nie wrócił do pokoju, choć słyszał jak wychodził z łazienki. Najwyraźniej wciąż był na niego zły.
Z jednej strony Choi miał rację- bał się tego kim jest i tego co czuł, ale najbardziej jednak tego co powiedzą inni jak się dowiedzą, że nie są tylko przyjaciółmi. Ludzie nie byli gotowi na takie rzeczy, pomimo obłudnego i hipokratycznego mówienia o swojej rzekomej tolerancji.
Oczywiście, że chciał móc przytulić Minho na oczach wszystkich, iść z nim za rękę przez miasto i pocałować kiedy tylko będzie miał na to ochotę, ale nie mógł tego zrobić i brunet dobrze o tym wiedział, dlatego nie rozumiał jego nagłego wybuchu złości.
-Przepraszam za windę.- na dźwięk usłyszanego głosu poderwał znajdując stojącego, opartego o ścianę i przyglądającemu mu się uważnie Choi- Nie miałem prawa tak do Ciebie mówić.
-Chodź do mnie- szepnął Jonghyun robiąc miejsce obok siebie. Minho odepchnął się od ściany, podszedł wolno do łóżka i wślizgnął się pod kołdrę , wtulając w rozgrzane ciało swojego chłopaka.- Jesteś cały zmarznięty.- mruknął Kim, dotykając dłoni przyjaciela.
-Jonghyun... ja po prostu chcę...
-Myślisz, że ja nie marzę o tym aby iść sobie z Tobą na spacer podczas którego mógłbym Cię trzymać za rękę? Pocałować Cię na środku ulicy? Objąć ramieniem jak siedzimy w kinie? Przytulić na przywitanie poza terenem domu? -Jjong przerwał brunetowi, wplótł palce w jego wilgotne włosy chłopak i zaczął się bawić ich kosmykami- Oczywiście, że marze kretynie. Czy boję się tego kim jestem i tego co czuję? Tak, nie przeczę. Ale jestem tylko człowiekiem Minho.
-Wiem. Przepraszam.
-Przyjmuję przeprosiny matole. - Kim cmoknął go w czubek głowy uśmiechając się.
-To co teraz?- brunet podciągnął się wspierając głowę na dłoni.
-Idziemy spać. Jestem wykończony.
-Nie to miałem na myśli.
-Chcesz się kochać?
-Gdyby chciał już od dłuższej chwili byśmy to robili.
-To o co Ci chodzi?
-A jak sądzisz?- Jonghyun zmarszczył czoło a po chwili cicho westchnął, dając do zrozumienia, ze pojął - Uważasz, że źle zrobiłem Jjong?
-Nie. Dobrze zrobiłeś.
-Czy powinniśmy jeszcze poczekać?
-Tak sądzę.- Kim skinął głową
-Nie czekamy już zbyt długo?
-Najwyraźniej nie. Dajmy sobie jeszcze trochę czasu.
-Dobrze.- Minho skinął głową, przyciągając Jonghyun do siebie. Ten wtulił się w niego zachłannie chłonąc tak bardzo uwielbiany zapach.- Dobranoc- szepnął brunet wprost do jego ucha.
-Dobranoc.- odparł Jjong, czując jak zewsząd ogarnia go wszewładny sen.
23:49:31 10/12/2011, Lilyth [Powrót] Komentuj
» 17:49:19 12/12/2011
77-255-113-216.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.113.216
» 23:39:20 11/12/2011
77-254-254-186.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.254.254.186
» 22:03:30 11/12/2011
nat178-214-20-5.mtm-info.pl | brak www IP: 178.214.20.5
» 16:43:05 11/12/2011
as1-118.radom.dialup.inetia.pl | brak www IP: 195.114.170.118
» 15:04:39 11/12/2011
178-37-104-199.adsl.inetia.pl | brak www IP: 178.37.104.199
» 01:13:21 11/12/2011
host-89-228-74-110.olsztyn.mm.pl | brak www IP: 89.228.74.110