Długo wyczekiwany, ale w końcu napisany
Da da da dam.... XVI rozdział!
Gdzie wasz ręce? Gdzie wasze ręce? Nie widzę waszych rąk ;p
Tak, wiem że się cieszycie a ja razem z wami :)
Musze przyznać, że chyba czas najwyższy aby nie co przyspieszyła akcję bo za chwilę zrobi mi się tutaj setny rozdział ;p
Nie przedłużając moje kochane robaczki... Miłego czytania ;)
Aaaa!
Dziękuję wam za wszystkie noworoczne życzenia i ciepła słowa;*
ŁÓŻKO W PARYŻU
Rozdział 16
Noc sylwestrowa to jedyna taka noc w roku, kiedy po dobranocce można nie pójść od razu spać.
Dochodzi wtedy do kulminacji ostrych starć między Starym Rokiem a Nowym Rokiem w efekcie czego w każdym mieście i w każdej wiosce świata słychać odgłosy wybuchów i odbłyski ciężkiego ognia artyleryjskiego.
Sylwestra można spędzić na wiele sposobów: świętować go przed telewizorem, grać w Minecrafta, oglądać kucyki lub swojego nagiego sąsiada, przez lornetkę, wysadzać fajerwerki- niewypały na powierzchni przy niewielkiej odległości bądź robić z siebie samego fajerwerek, co jest bardzo popularne u członków jakże sławnego i pełnego miłości do bliźniego bractwa Al-Kaida.
Trzydziesty pierwszy grudnia to także dzień kiedy bez żadnych wyrzutów sumienia można się nawalić. W ten dzień nie obowiązują żadne reguły co do spożywania napojów wysoko procentowych, nawet więcej- picie w tą noc jest sprawą priorytetową...
-Nie sądzisz, że trochę przesadziłeś Jonghyun?
-Nie, dlaczego?- Kim spojrzał pytająco na stojącego w progu pokoju najstarszego członka tej jakże „extraordinary” rodziny.
-Minho to się nie spodoba.
-Spodoba, spodoba...- zapewnił Jjong z wielki, zbereźny uśmiechem na ustach, ustawiając dwudziestą piąta butelką soju na stole- Nawet nie wiesz jak bardzo...- wymruczał bardziej do siebie jak do Jinkiego, który jedynie westchną ciężko wycofując się do kuchni.
Nie minęła chwila, jak drzwi wejściowe mieszkania otworzyły się z impetem i donośny, przesłodki śmiech rozbrzmiał w korytarzu.
-To będzie najlepszy sylwester w całym naszym życiu!
-Oczywiście, ze będzie cukierku.- Minho poczochrał blond czuprynę Teamina, uśmiechając się ciepło.
-Ale ja będę strzelał, dobrze hyung? Dobrze?
-Zobaczymy.
-Ale hyung...
-Teaminiee... mam Ci przypomnieć co się stało w zeszłym roku, jak pozwoliłem Ci podpalić rakiety?
-Ojj...- naburmuszył się młodszy-... skąd miałem wiedzieć, że nie należy podpalać rakiet w rękawiczkach?
-A co z rzymskimi ogniami?- Minho skrzyżował ręce, wyginając brew do góry- Jinkiemu omal włosów nie spaliłeś.
-To było przez Jonghyun! Położył mi na ramieniu, tego włochatego pająka kiedy wypuszczałem ognie! Skąd miałem wiedzieć, ze to zabawka!
-Wyrzutnie?
-Eee... co z nimi?- Taemin, podrapała się w czubek głowy.
-Nie pam... A! Sorry! To Jinki zaglądał do podpalonych kanałów wyrzutni... wybacz...
-No właśnie! Od razu całe fajerwerkowe zło to ja!
-Nie obrażaj się Minee...- Choi objął go od tyłu, całując chłodny od mrozu policzek-...Złość cukierkowości szkodzi, wiesz?- zamruczał, drażniąc jego ucho swoim ciepłym oddechem.
-Choi Minho!
Gdyby żył w czasach bogów i herosów pewnie pomyślałby, ze usłyszał sam głos wielkiego Zeusa. Na szczęście jednak nie żył więc ani trochę się nie przeląkł. Wciąż trzymając przyciśniętego do siebie Taemina, lekko uniósł wzrok znajdując w niewielkiej odległości od miejsca w którym właśnie stali Jinkiego.
-Choi Minho, czy mógłbyś nie obmacywać mojego chłopaka?- Brunet, prychnął pogardliwie w charakterystyczny dla siebie sposób, raz jeszcze na oczach Onew całując policzek blondyna -Ty...- starszy zapowietrzył się-...Ty...
-Ej! Lee Jinki!- mocne szturchnięcie w ramię zaburzyło postawę pionową chłopaka- Czego blokujesz przejście?
-Jonghyun twój kochany chłopak dobiera się do mojego.- wysyczał Onew, zaciskając pięści- Zrób coś z tym.
-Znasz się z Minho, tyle lat i wciąż nie potrafisz sobie z nim poradzić?- Jjong pokręcił głową z dezaprobatą- Jesteś żałosny...- westchnął podchodząc do szerzącego się Choi- Chodź, niewyżyty seksualnie alienie.- chwycił bruneta za krocze delikatnie je podganiając-Musimy się rozgrzać przed przyjęciem Nowego Roku...
Za każdym razem kiedy na nich patrzył- jak ze sobą rozmawiają, śmieją się, wygłupiają, sprzeczają średnio cztery razy w ciągu dnia, potem godzą - odnosił wrażenie, że oni wciąż żyją życiem licealnych dzieciaków.
Poniekąd zazdrościł im tego. On tak nie potrafił, a może po prostu nie chciał, bo się bał. Bał się tego co zastawił wtedy, w tamtej sypialni, tamtej nocy... ich pierwszej i jedynej wspólnej nocy. Nim się zorientował całe życie podporządkował pod ten strach, przez co zdaje się, że wiele mu umknęło.
-Ty! Kibum! Co tak słabo!- solidne uderzenie w plecy, omal nie wylała zawartości jego szklanki na podłogę- Przez to twoje ciumkanie, cała zawartość alkoholowa się zmarnuje.
-Daj mu spokój Jonghyun. Nie każdy może wlewać w siebie litry tak jak ty czy ja.- w obronie Key'a stanął Jiniki.
-Właściwie to Ty też nie powinien za dużo pić.-mruknął Minho, bawiąc się kostkami lodu jakie miał wciąż w szklance- Już zapominałeś co się stało gdy się ostatnio nawaliłeś?- spojrzenie Choi i Lee skrzyżowały się.
-Pamiętam- syknął Jinki rumieniąc się
-To dobrze, bo nie zamierzam znowu latać za tobą po mieście i zbierać twoich ciuchów, tłumacząc po drodze przechodniom, ze nie jestem niewyżytym ekshibicjonistą, tylko nawalonym i sfrustrowanym, gej- urzędasem, który swoje smutki po wyjeździe chłopaka utopił w alkoholu.
-Hyung!- pisnął Taemin zakrywając usta z niedowierzaniem- Na prawdę tak przezywałeś mój wyjazd?
-Myślałem, raczej ze psinął z powodu tego, ze jego facet latał z po mieście z fujarką na wierzchu.- szepnął do ucha szatyna Jonghyun. Key parsknął stłumionym śmiechem, rozsiadając się wygodniej na kanapie.
-Z czego się cieszysz Kibum?- zagrzmiał Jinki, wymachując szklanką
-Właśnie wyobraziłem sobie jak latasz z fiutkiem na wierzchu, a Minho biega za tobą i się tłumaczy każdemu.
-Mnie to wcale nie bawiło- bąknął Choi, podnosząc się z podłogi, siadając obok młodszego Kim'a.
-Oj, biednyś ty!- szatyn pogłaskał go po ramieniu nie zdejmując uśmiechu z twarzy.
-W końcu się uśmiechnąłeś.- Minho spojrzał na niego tymi swoimi, wielkimi brązowymi oczami, przez co przez jego ciało przeleciał mocny dreszcz.
-To prawda hyung.- Taemin wyszczerzył się w jego stronę, a on czuł jak zaczynając go palić policzki- Powinieneś to częściej robić- Key, zgryzł dolną wargę, wbijając wzrok w podłogę.
-No dobra! -Jonghyun klasnął w dłonie, siadając okrakiem na kolanach Choi- Koniec z tym ckliwościami, czas na porządne picie. To się ciebie też tyczy...- przysunął twarz do twarzy szatyna,na tyle blisko, ze dzieliły ich może milimetry-... uroczy Kibumie...- dodał, z szatańskim uśmiechem na ustach i niebezpiecznym błyskiem w oku.
Key miał złe przeczucia. Ba! Nawet bardzo złe. Nie dość że ta bliskość spowodował w jego brzuchu nie złe, motyle jezioro łabędzie to jeszcze świadomość tego, ze tej nocy na pewny do najtrzeźwiejszych osób nie będzie należał wcale nie sprawiło, że poczuł się lepiej...
Alkohol szalał w jego żyłach z prędkością samochodu Formuły 1 a świat wirował mu przed oczami. O dziwo jednak nie przeszkadzało mu to, wręcz przeciwnie. Było to całkiem przyjemne uczucie, po tylu latach abstynencji.
-Kibum, dobrze się czujesz?- otworzył oczy znajdując nad sobą czyjąś twarz.
-Rewelacyjnie.- wyszczerzył się szatyn, na powrót zamykając się w swoim małym alkoholowym świecie.
-Rewelacyjnego to ty będziesz miał jutro kaca- mruknął Minho, ciężko wzdychając- Jonghyun, co z Jinkim?
-A jak sądzisz?- prychnął Kim, ponosząc ręką najstarszego z nich do góry a potem puszczając. Ręka Onew, upadła bezwładnie na podłogę.- Zmiękczony na maksa.
Choi wywrócił oczami, podchodząc do Jjong'a. Wymienili szybko spojrzenia a potem, chwycili Lee, pod pachami i za nagi rozpoczynając morderczy chód z przeszkodami. Dziękowali bogu, ze ten był tak znieczulony, przez co nie czuł jak uderzyli jego nogą o stół, ramieniem zahaczyli o futrynę i głową uderzyli w szafkę na przedpokoju.
-Teraz Taemin.- szepnął Jonghyun, nakrywając Onew kołdrą.
-Nie trzeba hyung- mruknął ktoś za ich plecami.
-Minee, mówiłem ci, ze zaraz po ciebie wrócę.- jęknął Minho, podlatując do ledwo trzymającego się na nogach Taemina.
-Ściany też są dobre.- zaśmiał się blondyn, zarzucając ręce na szyi Choi, kompletnie się poddając- Nie wiedziałem, ze są tak lepne.
Jonghyun parsknął stłumionym śmiechem na widok „cukierkowych zwłok”. Dzieciak był zawsze słodki ale po alkoholu stawał się słodką słodkością.
-Przesuń tą beczkę pełną browaru, bardziej pod ścianę- bąkną Minho, trzymając już na rękach smacznie śpiącego młodszego Lee.
Jjong, złapał się za oparcie łóżka, usadowił nogę na tyłu Onew i z całej siły pchnął go. Starszy mruknął tylko coś niezrozumiałego, „wbijając się w ścianę” dzięki czemu Taemin miał całe łóżko dla siebie.
-On wie jak go traktujecie gdy jest nie przytomny?- pomimo, że głos jaki zabrzmiał za ich plecami, zaszedł już trochę pijacką chrypą to i tak wciąż miał w sobie to ujmujące ciepło.
-Jak się czujesz?- Jonghyun podszedł do stojącego w progu pokoju Key'a
-Jak na rollercoasterze, ale będę żył.- zapewnił słabo szatyn- Miałem chyba za długą przerwę w piciu.
-Odprowadzić cię do pokoju?- Jjong położył mu dłoń na ramieniu, starając się znaleźć wzrok ukryty pod przydługą grzywką.
-Nie. Poradzę sobie. Jestem już duż...
To był chwila jak nogi załamały się pod nim a świat zakręcił bardziej niż do tej pory. Gdyby nie refleks zarówno Choi jak Kim'a uderzył by głową w szafkę jaka stało tuż przy drzwiach.
-Nic ci się nie stało?- pełny zdenerwowania głos rozbrzmiał przy jego uchu.
-Nie uderzyłeś się nigdzie?- padło kolejne pytanie – Kibum...Odezwij się.
-Niee...- mruknął łapiąc się za głowę i ponosząc wzrok. W ułamku sekundy jego upojenie alkoholowe rozpłynęło się. - Nic mi nie jest!- odepchnął ich od siebie gwałtownie, podnosząc się. Niestety zbyt gwałtownie bo znowu zakręciło mu się w głowie i gdyby nie ich kolejna szybka reakcja zawisły by teraz na wieszaku.
-Chyba jednak coś ci jest.- westchnął Minho, łapiąc go w pasie- Jonghyn weź go z drugiej strony- polecił starszemu koledzy, który bez słowa „ale” wykonał polecenie
-Nie trzeba...- Key zaczął się delikatnie szamotać-...ja mogę sam...
-Widzieliśmy właśnie...- bąknął Kim, obejmując go mocno ramieniem, przez co zablokował jego ruchy.
Nie miał wyjścia. Poddał się. Pozwolił im się odprowadzić i położyć w łóżku. Całe szczęście, ze w mieszkaniu paliły się blade świtał dzięki czemu mógł ukryć solidne rumieńce jakie wykwitły na jego twarzy a chrapanie Jinkiego zagłuszyło głośnie bicie jego serca.
Przypominało mu to znowu tamtą noc. Wtedy też był pijany i podobnie jak teraz ta dwójka prowadziło go do wolnego pokoju na poddaszu. Do dzisiaj nie miał pojęcia jak udało im się pokonać te trzy piętra ani razu nie przewracając się.
Posadzili go wtedy na łóżku i zaczęli rozbierać. Jednak nie w „ten” sposób. Zdjęli mu buty i bluzę, a potem delikatnie starali się pchnąć w poduszki. On jednak oparł się. Aż wstyd się było przyznać, ale to on wyszedł wtedy z inicjatywą- chwycił pochylonego nad nim Minho za koszulę i pociągną w swoją stronę, wbijając swoje usta w jego...Reszta potoczyła się automatycznie.
Minho i Jonghyun byli bardzo delikatni, zupełnie jakby wiedzieli, ze to był jego pierwszy raz. A może wiedzieli ? Obdarzali jego ciało setkami pocałunków, dotykali tak jakby dotykali czego świętego, za każdym razem śląc w jego stronę pytające spojrzenie: „czym mogą?” Nie robili niczego wbrew jego woli ani nie przyspieszali. Pozwalali jemu zdecydować, jak daleko to ma zajść. Po każdym nawet drobnym, pocałunku spoglądali mu w oczy. Widział w nich uwielbienie dla niego, mieszające się z ekscytacją i niepewnością.
Kiedy przyszło to magiczne spełnienie, jego ciało rozrywała wielka choć nie co przerażająca radość. Oni także wyglądali na zadowolonych, bo delikatne uśmiechy gościły na ich ustach, a tęczówki wciąż niebezpiecznie połyskiwały. Nim zasnął poczuł jeszcze jeden pocałunek w ramię i drugi w szyję.
Przebudził się przed nimi, wciąż czując pulsując gorąc wewnątrz siebie. Na dworze zaczynało już świtać. Spojrzał na ich uśmiechając się. Nie mógł uwierzyć, ze miał ich obu obok siebie. Ale wtedy stało się coś uświadomiło go jego naiwności dla wiary, ze ktoś taki jak on może być szczęśliwy- zadzwonił telefon jednego z nich. Wychylił ostrożnie za łóżko, chcąc zobaczyć kto dzwoni i wtedy nastąpił koniec...
-Kibum?- mocne szarpnięcie za ramię przywrócił go do rzeczywistości- Kibum, mówię do ciebie.
-Co-o?
-Zostawiamy cię. Poradzisz już sobie chyba.- mruknął Jonghyun. Jego twarz była tak blisko a oddech drażnił mu skórę.- Kibum?- dotknął dłonią jego klatki, a potem zacinał dłoń na materiale bluzki- Kibum?- chciał szarpnąć... tak bardzo mocno chciał szarpnąć go w swoja stronę, tak jak wtedy Minho...
-Idźcie już- powiedział przez zaciśnięte zęby, cofając dłonie- Proszę, idźcie już...- dodał błagalnie
-Jasne.- bąknął cicho Choi- Jjong chodź.- chwycił starszego za rękę i pociągnął stronę drzwi- Dobranoc Kibum- rzucił jeszcze przez ramię brunet, nim całkowicie zniknął razem z Jjongiem za drzwiami.
Bardzo by chciał aby ta noc była dobra... naprawdę bardzo by chciał...
Dzień zdawał się już trwać w pełni kiedy rozchylił ciężkie jak głazy powieki. Głowa bolała go nie miłosiernie, nie bardziej niż tyłek. Odwrócił głowę spoglądając z na wciąż śpiącego obok Minho. Dali niezły popis kilka godzin ten. Był bardzo ciekaw w jakim stanie jest ciało Choi. Może było to egoistyczne z jego strony, ale nie lubił cierpieć w samotności. Przysuną się bliżej brunet i delikatnie nadgryzł skórę na jego nagim ramieniu.
-Jesteś zjebanym egoistą, wiesz? - mruknął Minho, wiąż nie otwierając oczu.
-Nie ma to jak pełne miłości powitanie w Nowy Roku.- zaśmiał się Jjong, jednak szybko tego pożałował, po spowodowało to niemiłosierne ukłucie w jego płacie czołowym.- Ałł...- jęknął, łapiąc się za czoło.
-To kara za egoizm. Która godzina?
-Późna na pewno.
-Ciekawe jak reszta.
-Jinki będzie spał pewnie do jutra rana.- westchnął Jonghyun, kładąc głową na nagiej klatce Choi, palcem malują na niej niewidzialne wzroki- Jestem tylko ciekaw czy pamiętam, ze jutro przedstawia na ogólnym zebraniu kierowników plan pracy na ten rok.
-Nie liczyłbym na to.
-Ja też nie. - westchnął Kim, obejmując bruneta
-Wiesz...coś nie daje mi spokoju.
-To się nazywa kac Minho.
-Nie nie to. Coś jest nie tak.
-Co masz na myśli?
-Tak jakby...- Choi podniósł ostrożnie głowę nie chcą narazić się na jeszcze większy ból-...mamy gościa Jonghyun.
-Goś...moja upiorna siostra znowu przylazła?!- wrzasnął starszy podrywając się do pionu- A giń siło nieczysta!- krzyknął w stronę stojącego po ścianą fotela. Jednak nikogo tam nie było.
-Tutaj matole...- szepnął Minho, nakierowując jego głowę w nogi ich łózka.
Na samym końcu materaca, w zielonej piżamie ze Spoong Bobem na piersi siedział Jay, wpatrując się w nich z wyraźnym zainteresowaniem.
-Cześć Jay- przywitał się Jjong, starając się ukryć zażenowanie.
Chłopiec nie odezwał się a jedynie przechylił głowę, jak mały szczeniak, który udaje, ze rozumie polecenie jakie wydaje mu właściciel.
-Co ty tutaj robisz?- Minho wygrzebał się z pościeli i przyklęknął przed dzieckiem.
Chłopiec nigdy nie przychodził do nich, nawet jak razem z Kibumem siedzieli w salonie i coś oglądali. Jego świat stanowił tylko i wyłącznie pokój, który mu przydzieli, jak się wprowadził.
-Może zgłodniał?- Kim podrapała się w czubek głowy
-Jesteś głodny?- zapytał brunet, dotykając jego ramienia.
-Czy ty hyung i Jonghyun-hyung będziecie mieli teraz dziecko?
Obudził go silny impuls między dwiema półkulami mózgu. W ciężkich bólach otworzył oczy. Mruknął niezadowolenie pod nosem, przekręcając się na brzuch, chowając twarz w miękkiej poduszce. Jednak coś było nie tak.
Dotknął miejsca obok siebie. Było puste. Poderwał się do pionu, narażając na fale kacowego bólu. Zacisnął wargi, nie chcą aby pierwszymi słowami jakie wypowiedział w Nowym Roku było „kurwa”.
-Jay?- zawołał po chwili, wychylając się za łóżko- Jay?- Chłopiec jednak nie wynurzył się z żadnego kąta pomieszczenia.- Gdzie on się schował? -mruknął do siebie, czochrając włosy, wciąż rozglądając się po pokoju- Przecież on sam nigdzie nie wychodził...- mówił do siebie, masując pulsujące kacowym bólem skronie- Przecież on...- urwał, zauważając dopiero teraz, ze ma uchylone drzwi.
To było ja silne uderzenie obuchem w łep. Wyskoczył z łóżka, wyparowując na korytarz. Pierwsze o czym pomyślał, to ze chłopiec znowu zaczął lunatykować. Podleciał więc do drzwi wejściowych z ulgą stwierdzając, ze są zamknięte na dwa klucze, więc nie opuścił mieszkania. To jednak nie zmniejszyło jego strachu- kanapy, stołu i inne meble wciąż stanowił zagrożenie dla j życia dziecka, o ile fatyczne znowu zaczął lunatykować.
Ruszył więc szybkim krokiem korytarzem prowadzącym do salonu. Jednak w połowie drogi coś go za trzymało. A właściwie nie coś ale ktoś, a dokładniej czyjś głos. Rozejrzał niepewnie dookoła przy uważając niedomknięta drzwi pokoju Minho i Jonghyun. Z mocno bijącym serce podszedł do nich zaglądając nieśmiało do środka. Na łóżku dwójki „przyjaciół” siedział Jay, a ci kucali przy nimi ewidentnie zaskoczeni i chyba trochę zażenowani.
- Może zgłodniał?- Kim szturchnął Choi w ramię, drapiąc się w sam środek głowy. Minho zmarszczył brwi a potem spojrzał na Jay'a, śląc ciepły uśmiech.
-Jesteś głodny?- zapytał, dotykając jego ramienia. I wtedy stało się coś czego chyba by w życiu nie wyśnił.
-Czy ty hyung i Jonghyun-hyung będziecie mieli teraz dziecko?
Key nie mógł uwierzyć własnym uszom. Jay odezwał się. Po trzech miesiącach niemowy, tak po prostu odezwał się! Nie zważając już na to jak to będzie wyglądało i co sobie o nim pomyśli ta dwójka, wparował do pokoju, porywając bruneta do góry.
-Wujku Key, co ty robisz?!- wrzasnął chłopiec, starając się odepchnąć od siebie uradowanego opiekuna- Nie jestem małym dzieckiem!
-Odezwałeś się...- szepnął zalewając się łzami szczęścia Kibum- Odezwałeś się...
-Co wy odpierdalacie z rana? - w progu pokoju stanął cień człowieka w postaci Lee Jinkiego-
rozczochrane włosy, podkrążone i przepite oczy, ślady śliny na T-shircie i ogólny odór alkoholu jaki się nad nim unosił, sprawiały ze wyglądał gorzej niż nie jeden horrorowy upiór- Kibum, miej że litość, chociaż ty...- wychrypiał, obejmując futrynę i tuląc się do niej jak do misia.
-Onew-hyung, wyglądasz jak duża kupa. -odezwał się nagle Jay- Mama nigdy Ci nie mówił, ze alkohol jest nie zdrowy? Bo mi moja tak...
-Kibum, ten twój dzieciak się do mnie nie kultu...Eee!- wrzasnął Jinki, podlatując na czworakach do stojącego już na podłodze chłopca, chwytając go za ramiona- Ty mówisz?!
Nabyty Zespół Dnia Poprzedniego, Kurewska Abrakadabra Czachy czy mówiąc krótko- KAC, był dzisiaj gościem honorowym w ich mieszkaniu. Co prawda przemożna chęć wymiotowania ominęła ich, to wciąż jednak pozostało im borykanie się z problemem tak zwanego „suszenia” podczas, którego ich ciała domagały się stałego dopływu CZYSTEJ, BEZ PROCENTOWEJ wody...
-Ja już chyba jestem za stary na takie imprezy...- jęczał Jinki, z głową położoną na blacie kuchennego stołu.
-Hyung...- Taemin przysiadł, przy nim obejmując go, delikatnie całując w policzek-...nie jesteś stary.
-Wmawiaj mu tak dalej cukierku...- mruknął Jonghyun, spoglądając znad miski ryżu na dwójkę przyjaciół- Okłamuj go i niech naiwnie spija te słodkie kłamstwa z twych kuszących usteczek...
-Mówiłem już Jjong jak bardzo cię nienawidzę?- burknął Onew, przymykając oczy, pozwalając swojemu chłopakowi, na smyranie go nosem po policzku.
-Tak, chyba ze sto razy.
-To powiem to w takim razie sto pierwszy raz: Nienawidzę Cię.
-To ja Ci odpowiem w takim razie także, sto pierwszy raz : Ja Ciebie też kocham.
-To w takim razie znaczy, że jednak Jonghyun-hyung będzie miał dziecko z Onew-hyungiem?- do kuchni niespodziewania wszedł Jay, a za nim Key.
-Jay, tłumaczyłem ci, że nikt tutaj z nikim nie będzie miał dziecka.- mruknął szatyn, wyraźnie zmieszany.
-No, ale przecież Minho-hyung i Jonghyun-hyung spali w jednym łóżku- chłopiec wydął usta, patrząc Kibumowi prosto w oczy- poza tym w jednej z dramie, którą mama kiedyś oglądała, też tak było, że dwójka bohaterów spała sobie razem w jednym łóżku, chłopak powtarzał dziewczynie, że ja kocha a potem ona powiedziała mu, że będą mieli dziecko.
-Jay...-szatyn chwycił chłopca za ramiona, starając się odpowiednio dobrać słowa.
Nie mógł mu przecież powiedzieć, od tak, ze aby było dziecko to trzeba uprawiać seks, bo wtedy musiałby, wyjaśniać mu czym jest seks i był stu procentowo pewny, że on go o to zapyta, a on nie był psychicznie przygotowany na taką rozmowę. To była jedna kwestia. Druga - dziecko powstaje tylko i wyłącznie w związku damsko- męskim, a nie męsko- męskim a to zrodziłoby pytanie, czemu w takim razie Minho i Jonghyun spali razem i jakby nie patrzeć byli prawie nadzy?
-Jay...- nie oczekiwanie z pomocą pojawił się Choi- Tylko kobiety mogą urodzić i mieć dzieci, a czy ja albo Jonghyun-hyung, wyglądamy jak dziewczyny?- chłopiec pokręcił przecząco głową- No, to sam widzisz, że nie ma tutaj szansy, na pojawienie się dziecka.
Chłopiec zmarszczył czoło wyraźnie analizując to co powiedział do niego brunet. Zmarszczył nawet czoło i ściągną usta, nadając swojej twarzy, iście myślicielski wyraz.
-To w takim razie...- brunet spojrzał na Minho bardzo poważnie-... to w takim razie hyung, czemu spałeś razem z Jonghyun-hyungiem, skoro nie po to aby było dziecko?- W kuchni zapanowała cisza. Cztery pary oczu wbiło się w bruneta, wyczekując na jego odpowiedz.
-Ponieważ, Jonghyun-hyun boi się ciemności- powiedział spokojnie Choi.
Jay spojrzał przenikliwie na starszego Kim'a, który z łyżeczka w ustach patrzył to na niego to na Minho, który zdawał się nie źle bawić.
-Na prawdę, bisz się ciemności, hyung?
-Ta-ak ...- przyznał Jjong, czując co raz większą chęć zabicia swojego chłopaka, który tarzał się już prawie po podłodze.
-To mogłeś mówić, pożyczyłbym ci moją lampkę w dinozaury.
-La-ampkę?
-Aha. - chłopiec uśmiechnął się szeroko- Pożyczę Ci ją i nie będziesz już musiał przychodzić do Minho-hyung'a spać w nocy!-krzyknął dumnie Jay.
-No widzisz Jjong...- Minho objął Kim'a ramieniem, szczerząc się złośliwie- Będziesz miał teraz lampkę w dinozaury i nie będziesz już musiał spać ze mną ani bać się ciemność.
-Jesteś martwy Choi...- wysyczał starszy, odpychając bruneta od siebie.
-Co mówiłeś?
-Nic takiego. Jedz.- wskazał palcem na stygnący ryż. Młodszy przysiadł obok niego, z ogromnym apetytem biorąc się za jedzenie.
- Będziesz się pięknie prezentował na katafalku mojej babuni...-mruknął jeszcze Jjong, wbijając z całej siły łyżeczkę w swoją miseczkę ryżu...
All chapters : I , II , III , IV , V , VI , VII , VIII , IX , X , XI , XII , XIII , XIV , XV , , XVII , XVIII , XIX ,
19:39:42 4/01/2012, Lilyth [Powrót] Komentuj
» 21:25:48 20/01/2012
to-stormnet.4web.pl | brak www IP: 91.193.99.50
» 13:18:24 8/01/2012
nat178-214-20-5.mtm-info.pl | brak www IP: 178.214.20.5
» 00:02:42 6/01/2012
77-254-157-61.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.254.157.61
» 23:30:58 5/01/2012
159-205-234-74.adsl.inetia.pl | brak www IP: 159.205.234.74
» 22:41:45 4/01/2012
77-254-241-43.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.254.241.43
» 20:19:32 4/01/2012
89-72-247-59.dynamic.chello.pl | brak www IP: 89.72.247.59