Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze ;*
Miłego czytania ;)
ŁÓŻKO W PARYŻU
Rozdział 17
Nawet nie zauważyli kiedy minął styczeń i przyszedł luty, przynosząc ze sobą tony śniegu i szczypiący w nawet szczelnie opatulone części ciała mróz. Miasto po kilka razy w ciągu dnia paraliżowały nawały sypiącego się z nieba białego puchu i marznące z prędkością światła na wierzchnie uliczne. Tyle odśnieżarek ile wyjechało na drogi w ciągu ostatni dni, nie wyjeżdżało chyba przez całą zeszłoroczną zimę.
-Ta zima mnie wykończy.- jęknął Jonghyun ledwo stawiając nogę za progiem mieszkania- Muszę chyba zainwestować w jakiś helikopter, albo inny sprzęt latający, bo za chwilę będę wracał do domu dłużej niż siedzę w pracy.
-A może po prostu zacznij chodzić pieszo. To tylko pół godziny spacerkiem, jeśli pójdziesz przez park.- zza Kim'em do domu wszedł Minho.
-Aż tak bardzo mnie nienawidzisz?- prychnął starszy, wieszając płaszcz na wieszaku.
-Nie...- ciepły szept Choi owiał mu uchu-... wręcz przeciwnie...- zamruczał, delikatnie nadgryzając skórę na jego szyi, obejmując od tyłu.
Jonghyun obrócił się twarzą, do przyjaciela uśmiechając lubieżnie. Dłonią przejechał po umięśnionej klatce bruneta, która nieznacznie przebijała się przez śnieżnobiałą koszulę.
W przeciwieństwie do innych trenerów, Minho zawsze chodził ubrany tak elegancko- biała koszula, luźno związany krawat i ciemne jeansy- bez względu na to czy szedł tyko poznęcać się nad tymi swoimi osiłkami na dwóch nogach i penisem zamiast mózgu, czy miał do rozegrania mecz.
-Czym się martwisz?- mruknął Choi, wsuwając kolano między jego nogi, delikatnie przyciskając ciało do ściany
-Niczym.- burknął Jonghyun, spuszczając wzrok.
-To skąd ta mina?- wyszeptał brunet, przysuwając się do starszego na tyle blisko, że ich usta dzieliły może trzy milimetry.
Instynktownie zamknął oczy, czekając aż te miękkie i tak nieziemsko kuszące wargi, dotknął jego, przez co jego penis zesztywniej jak po dobrej dawce viagry. Wyraźnie czuł jak kolano Minho ociera się o jego krocze, nakręcając go jeszcze bardziej.
-HYUNGGG!!!! - Głośny dziecięcy krzyk odebrał mu to jednak bardzo brutalnie. Odskoczyli z Choi od siebie, udając ze wciąż się rozbierają.
-Jay.- brunet odwrócił się otwierając ręce przed lecącym w jego stronę dzieckiem. Chłopiec wskoczył w nie od razu, głośno się przy tym śmiejąc.
-Już myślałem hyung, że nie przejdziesz.- zaświergotał mały, nie spuszczając wzroku pełnego uwielbienia z Minho- Musisz mi pomóc!
-Pomóc? W czym?
-W matematyce! Nie rozumiem kilku zadań.
-Przecież Jinki, miał ci pomóc.- zmarszczył czoło Minho, spoglądając pytająco na Jonghyun, który tylko wzruszył ramionami i nawet się nie witając z chłopcem przemknął szybko do ich pokoju, trzaskając drzwiami.
-Hyung, to co pomożesz mi? Pomożesz?- para psich ocząt wbiła się w niego
-Pomogę Jay, ale najpierw muszę się przebrać i coś zjeść, dobrze?- Choi postawił Jay'a na ziemi i poczochrał jego czuprynkę uśmiechając się przy tym ciepło.
-Zgoda!- chłopiec skinął głową- Powiem w takim razie wujkowi aby przygotował ci obiad.
-Świetnie. Ja w tym czasie pójdę się przebrać.
-Okey!- krzyknął, brunet ze śmiesznym angielskim akcentem i poleciał w stronę kuchni, gdzie za pewne kucharzył Kibum.
-Dzieci...- zaśmiał się w duchu Minho, kończąc ściąganie butów.
Jonghuyn w tym czasie siedział na łóżku, patrząc na wielkie wybrzuszenie w swoich spodniach. Czuł się jak jakiś dojrzewający uczniak, który nie potrafi jeszcze w pełni panować nad swoich podnieceniem, ale- to takie szczęście w nieszczęściu- gdyby nim był, bez jakiś większych wyrzutów sumienia mógł sobie sam ulżyć. Jednak niestety nie był nim i robienie sobie samemu dobrze, dla kogoś w jego wieku było bardzo żenujące. Może gdyby był sam, to by się na to skusił, a właściwie nie miałby wtedy wyjścia, ale on miał kogoś na kim mu zależało i za nic nie chciałby aby Minho przyłapując go na tym, pomyślał, że masturbuje się, bo on go w pełni nie potrafi zadowolić.Z drugiej jednak strony, co innego mu pozostało, skoro okres ich beztroskiego seksu o każdej porze dnia i nocy ukróciły się z chwilą „odblokowania ” Jay'a.
Odkąd siedmiolatek zaczął znowu mówić, jego buzia się nie zamykała się ani na chwilę, a na domiar tego wszędzie było go pełno. Był gorszy niż Taemin gdy nasilonych okresach swojego niestwierdzonego medycznie ADHD. W jednej chwili potrafił być w kuchni a w drugiej w ich pokoju siedząc u Choi na kolanach gadając jak pierwsza lepsza przekupa na targu, nie wspominając już o jego nocnych wizytach u nich w łóżku i wpychania się pomiędzy niego a Minho.
Skłamałby mówić, że od samego początku zachowanie podopiecznego Kibum'a drażniła go, bo tak nie było. Cieszył się, ze chłopiec w jakiś sposób otrząsnął się po starcie matki, puścił spódnicę szatyna, zaczął znowu mówić i wrócił do szkoły, ale jego „fascynacja i uwielbienie” dla Choi każdego dnia co raz bardziej zaczynały go irytować. Może i to było dziecinne, ale Minho był jego i nie zamierza się z nim dzielić bardziej niż musiał, a w tym wypadku zostawał do tego zmuszany...
- „Przeklęty dzieciak”- mruczał do siebie, oddychając głęboko, starając się zapanować na rosnącą w siłę erekcją -”Kiedyś utłukę go... jak boga kocham”.
-Jonghyun?- odwrócił się gwałtownie, omal nie spadając z łóżka- Wszystko w porządku?
-Ta-ak.- burknął kładąc się na boku dodatkowo przytulając do siebie poduszkę, nie chcąc aby młodszy zauważył wybrzuszenie na jego kroczu.
-Chyba jednak nie. - poczuł jak materac zaczyna się niebezpiecznie uginać a potem jak gorące ciało jego przyjaciela przywiera do jego - Jjong?- zmysłowy szept bruneta owiał jego ucho wywołując gęsią skórkę na karku- Przecież mnie możesz powiedzieć.- dłonie Choi wsunęły się pod jego sweter.
-Nic mi nie jest. Jestem trochę zmęczony- wymruczał, mocniej przyciskając do siebie poduszkę.
-Nie próbuj mnie okłamywać - Minho nie poddawała. -Jonghyun...
-Nie próbuję, tylko...- bąknął, czując jak się rumieni
-Tylko co?- brunet przycisnął go do siebie jeszcze bardziej, przez co siłą rzeczy otarł się tyłkiem o jego penisa.
Niekontrolowany jęk wyszedł z jego ust po tym jak po jego ciele przebiegł niebezpieczny dreszcz. Minho bardzo szybko poderwał się, obracając go niespodziewanie na plecy, przez co nie zdążył „ukryć” swojego problemu
- Jjong! - krzyknął pół głosem, nie chcąc aby reszta domowników się zleciała- Czemu mi nie powiedziałeś?
-Nie wygłupiaj!- fuknął na niego starszy odpychając od siebie- To nic takiego- dodał ciszej, czując atakujące jego ciało zażenowanie.
-Jesteś gorszy niż dziecko.- westchnął młodszy, wstając z materaca i kierując się w stronę drzwi. Cichy szczęk zamykanego zamka rozszedł się w pogrążonym w ciszy pokoju- Teraz nikt nam nie będzie przeszkadzał.- dodał wracając z powrotem na łóżko.
Pod drodze wyjął jeszcze z kieszeni telefon, szybko coś na nim wystukał a potem odłożył na stolik. Usiadł naprzeciwko Kim'a z wyraźnym współczuciem na twarzy. Dłonią dotknął jego gorącego policzka zmuszając go w ten sposób aby na niego spojrzał. W ciężkich bólach Jonghyun zrobił to.
-Nie masz powodu do wstydu. To przecież jest normalne.
-Normalne to by było, jakby miał piętnaście lat.- burknął kładąc głowę na ramieniu Minho, a dłonie zaciskając na materiale jego śnieżnobiałej koszuli, gniotąc ją.
-Nie bardziej niż gdy masz dwadzieścia sześć i dotyka cię ktoś kogo kochasz. - szepnął brunet- Nie masz pojęcia ja mnie cieszy, to że pomimo upływu czasu mój dotyk wciąż cię potrafi tak podniecić.
-Zabrzmiałeś właśnie jak pierwszorzędny zboczeniec, wiesz o tym ?
-Ale twój pierwszorzędny zboczeniec.- wymruczał lubieżnie Choi, chwytając jego twarz w dłonie, składając na ustach brutalny, ale przez co jeszcze bardziej podniecający pocałunek.
Jonghyun nie protestował. Potrzebował tego.
Nie. On tego pragną.
Pragnął jego namiętnych pocałunków, gorących i błądzących po całym ciele rąk i ust, pełnego erotyzmu zapachu, którym zawsze go otaczał gdy młodszy był obok niego, rozgrzanego oddechu przy uchu i słów „kocham Cię” i „pragnę cię”, wypowiadanych w sposób tylko dla niego zarezerwowany.
Jeśli ktoś tutaj w tej chwili był pierwszorzędny zboczeńce i frustratem seksualnym to na pewno nie Choi...
Siedzieli w salonie oglądając jakąś dramę- a właściwie to Teamin z Key'em oglądał, on tylko służył za poduszkę dla głowy młodszego. Jay siedział naburmuszony na dywanie po tym jak mu oświadczył, że Minho jednak nie pomoże mu przy odrabianiu pracy domowej, ponieważ Jonghyun źle się czuje.
Może gdyby nie znał tej dwójki pomyślałby, że może faktycznie Kim'owi coś dolega, w końcu w taką pogodę o przeziębienie nie trudno, ale znał ich zbyt dobrze, aby wiedzieć, że teraz na pewno Choi nie masuje mu brzuszka ani nie pomaga w trzymaniu termometru, tylko urządzaj sobie full serwisową zabawę w lekarza.
-O czym myślisz hyung?- odezwała się Teamin odrywając na chwilę wzrok od telewizora.
-O niczym specjalnym. Oglądaj sobie spokojnie- pogłaskał go po głowie, delikatnie się uśmiechając.
-Jay, a ty nie powinieneś przypadkiem szykować się do łóżka? Dochodzi ósma godzina, a rano wstajesz do szkoły.
-Nigdzie nie idę.- burknął brunet, krzyżując ręce na piersiach
-Idziesz i nawet o tym jeszcze nie wiesz. - odparł spokojnie Key- Proszę, abyś pozbierała swoje rzeczy, spakował plecak i poszedł się myć. Za pół godziny masz być w łóżku.
-Nie chcę.
-Nie chcieć to ty możesz jak będziesz w moim wieku, a teraz bez dyskusji do łazienki.
-Nie, dopóki Minho- hyung mi nie pomoże z tymi zadaniami.
-Minho ci już dzisiaj nie pomoże. Słyszałeś, że Jonghyun-hyung się źle czuje.
-Jonghyun-hyung jest już duży, nie potrzebuje aby Minho-hyung się nim zajmował- upierał się chłopiec.
-Nie ma znaczenie czy jest się dużym czy nie. Każdy potrzebuje kogoś kto by się nim opiekował, kiedy coś mu dolega.
-Oj tak! Jonghyun na pewno coś dolegało, ale na pewnie był to katar ani kaszel.- bąknął cicho Jinki nie mogąc się pohamować. Taemin musiał to jednak usłyszeć bo rzuciła na niego dość srogie spojrzenie na co ten zareagował tylko obojętnym ruchem ramion.
-To ja się też źle czuję i chcę aby Minh-hyung się mną zajmował!
-Jay, przestań się ze mną spierać na słowa i maszeruj do łazienki. Trzeci raz nie powtórzę.
Chłopiec ściągnął usta i zmarszczył czoło, wyrażając w ten sposób swój gniew, ale nic już więcej nie powiedział. Kopnął jedynie kapcie, które należały do Key'a i pomaszerowała tupiąc solidnie o stopami o podłogę do łazienki, sygnalizując znalezienie się w niej głośnym trzaśnięciem drzwi.
-Jak to dobrze, że nigdy nie będę ojcem.- bąknął Onew, wypuszczając nagromadzone w płucach powietrze- Chwała bogu...
-Całkiem nie źle sobie z nim radzisz hyung.- powiedział Teamin ignorując, poniekąd złośliwą uwagę swojego przyjaciela.
-Kiedyś było łatwiej.
-Kiedyś miał matkę, a ty byłeś tylko wujkiem, a teraz jesteś i matką i wujkiem.
-Pewnie masz rację Minee. Sonyia była na prawdę rewelacyjną matką. Nigdy nie przypuszczałem, ze tak roztrzepana osoba jak ona może tak po prostu z dnia nadzień zmienić się w kogoś tak odpowiedzialnego.
-Opieka nad dzieckiem podobno bardzo zmienia ludzi i to bardzo często na lepsze.
-W jej przypadku tak było i choć nigdy nie przyznała się do tego otwarcie.
-Kochałeś ją, prawda Key?- Szatyn podniósł się z kanapy i przeciągnął.
-Oczywiście.- odparł Kim, spoglądając na wpatrzonych w niego z dużym nietrawersowaniem dwóch Lee - Jednak nie w taki sposób jak ona mnie- dodał uśmiechając się smutno
-Ale...- zaczął Taemin, jednak znaczące zacienienie dłoni Jinkiego na jego, powstrzymało go od dalszej wypowiedzi.
- W każdym razie, to już przeszłość. Mam teraz na głowie dziecko, którym się muszę zająć, więc póki co interesuje mnie przyszłość.
-Masz rację.- Onew skinął głową poprawiając nie co swoją pozycją na kanapie- Rozpamiętywanie przeszłość nikomu jeszcze nie pomogło.
-Święte słowa hyung... święte słowa...- szatyn uśmiechnął się słabo- To ja się będę zwijał. Młody gniewny na mnie czeka.
-Powodzenia hyung.- Teamin posłała w stronę Kim'a słodki uśmiech.
-Dzięki cukierku. Do jutra. Spokojnej nocy.
-Wzajemnie- młodszy Lee pomachała jeszcze odchodzącemu Kibumowi, który pokręcił tylko głową z rozbawieniem, znikając za ścianą.
Key był na prawdę niezwykle silną osobą- utrata ojca, marzeń, jedynej przyjaciół, opieka nad jej dzieckiem i spalone mieszkanie. Jednak wbrew pozorom, jego siła była jak bardzo rzadka, a przez to niezwykle delikatna roślina. Wystarczyłby jeden mocniejszy podmuch wiatru aby ją połamać.
-Nie uważasz, że to smutne hyung?- odezwała się Taemin gdy tylko kroki szatyna ucichły na korytarzu.
-Co takiego Minee?- Jinki przyciągnął do siebie młodszego, obejmując mocno.
-Ranienie siebie?
-Jest smutne cukierku, ale co my możemy? Nie zmusimy go do zmiany. On sam jej musi chcieć.
-To nie sprawiedliwe, wiesz?
-Świat jest nie sprawiedliwy słońce, ale dzięki temu zdobywamy wiedzę i umiejętności, która pozwala nam walczyć z tą niesprawiedliwością.
-Tylko czemu on ją wykorzystuje do walki z samym sobą a nie z niesprawiedliwością, która go spotyka? Czemu nie chce zawalczyć o szczęście, które ma tuż obok?
-Bo Key nie wierzy w to że może być szczęśliwy. Za dużo przeszedł. - westchnął Jinki całując czubek głowy Taeamin'a - On potrzebuje kogoś, kto za niego uwierzy nie tylko w to, że na szczęście zasługuje każdy bez wyjątku. On potrzebuje kogoś kto uwierzy przede wszystkim w niego.
-Uważasz, że Minho i Jonghyun są wstanie to zrobić ?
-Choi i Kim należą do niewielkiej garstki ludzi, którzy o swoje szczęście gotowi są walczyć jak lwy, bo znają jej wartość. Dlatego Minee, tak, oni nauczą Key'a wiary w to, że każdy zasługuje na to aby być szczęśliwym nawet ktoś taki jak on. To będzie długa i ciężka przeprawa, ale poradzą sobie. Wierzę w to....
Leżeli ciasno ze sobą spleceni, wsłuchując się w swoje, już teraz nie co spokojniejsze oddechy i normujące się bicia serca. Ich umysły potrzebowały chwili aby przetworzyć to co jeszcze kilka minut temu wyprawiały ciała.
-Tęskniłem za tym. - szepnął nagle Minho, całując nagie ramię Jonghyun- Bardzo tęskniłem.
-Nie musiałbyś, gdybyś tak bardzo nie angażował się w niańczenie nie swojego dziecka- burknął starszy.
-Tylko mi nie mów, ze jesteś zazdrosny o Jay'a.- Choi przekręcił się na bok, kładąc się na jednaj ręce, a drugą delikatnie masując bok przyjaciela- Jesteś zazdrosny Jjong?
-A nawet jeśli to, co?- prychnął Kim odwracając się do niego plecami
-Nic. -brunet, przysunął się do niego muskając ustami jego kark- To nawet miłe.
-Odczep się. - bąknął Jjong, wbijając twarz w poduszkę- Nienawidzę Cię.- Minho zaśmiał się cicho, wracając na swoja część łóżka, kładąc się na niej na wznak.
Lubił kiedy Jonghyun, nawet w sposób tak dziecinny okazywał mu swoje uczucia do niego, kiedy rumienił się pod wpływem jego dotyku, gdy spijał z jego ust zachłannie każde czułe słowo jakie do niego wypowiadał i jak potem temu zaprzeczał.
-Minho?- odwrócił głowę, spoglądając na wciąż odwróconego do siebie plecami Jjong'a
-Tak?
-Uważasz siebie za geja?
Brunet zmarszczył czoło nie za bardzo rozumiejąc, pytanie jakie zadał mu przyjaciel. Kim musiał to wyczuć po ociężale z ewidentną niepewnością odwrócił się śląc mu pełne zmieszaniem spojrzenie.
-Uważasz siebie za geja?- powtórzył cicho.
-Nigdy się nad tym nie zastanawiałem... ale chyba nie. Czemu pytasz?
-Sam nie wiem, tak jakoś...
-Znowu kręcisz. Skądś ci się to musiał wziąć.
-Po prostu, za każdym razem gdy obserwuję cię jak bawisz się Jay'em, jak się z nim wygłupiasz czy pomagasz odrabiać lekcję, odnoszę wrażenie, że swoim egoizmem odebrałem ci coś ważnego... znaczy się... że odebrałem ci możliwość zostania ojcem, bo przecież każdy facet to...
-Jonghyun posłuchaj mnie uważnie...- Minho westchnął ciężko-...jeśli mam być szczery to nigdy nie marzyło mi się ojcostwo, co zawdzięczam za pewne mojemu kochanemu tatusiowi. Właściwie ono mnie przerażało i nadal przeraża, bo wiem, że jestem bardzo podobny do ojca a co za tym idzie, mógłbym świadomie bądź nie urządzić mojemu dziecku takie urocze dzieciństwo jakie mój stary urządził mi, to po pierwsze. Po drugie przestań ciągle uważać, ze coś mi odebrałeś, bo jeśli mam być szczery to dałeś mi znacznie więcej niż sądzisz i gdybym miał jeszcze raz miał podejmować decyzję dotyczącą mojego szczęścia wybrałbym tak samo- ciebie. I po trzecie...- brunet pogładził jego wciąż ciepły policzek-...nie uważam siebie za geja, ponieważ żadni inni faceci z wyjątkiem ciebie mnie nie kręcą.
-To jesteś bi?
-Nie sądzę.- po chwili brunet namysłu pokręcił głową.
-A co z tymi dziewczyny z którymi się spotykałeś wcześniej? Wyglądałeś na szczęśliwego z nimi.
-Dobrze wiesz, ze szczęście jest pojęciem względnym i dla każdego innym. Ja jestem szczęśliwy tylko i wyłączenie gdy jestem z tobą. Nikt ani nic nie jest mi wstanie dać tego co ty, przez co mamy to co mamy - pokręcone gniazdko miłości.
- W sumie...- Kim zmarszczył czoło- Mamy: cukierka, urzędnika- ekshibicjonistę, upierdliwego dzieciak i jego nie wierzącego w możliwość bycia szczęśliwym opiekuna i nas- dwóch napalonych na siebie nawzajem kolesi, którzy świrują gdy nie mogą choć przelotnie raz w ciągu dnie się przemacać.
-Lepiej bym tego nie ujął.- Minho zachichotał, przyciągając do siebie Jonghyun, który nawet się specjalnie nie opierał. W końcu Choi należał do niego a on do Choi, nie?
Nie potrafił zasnąć. Kręcił się z boku na bok obserwują cienie poruszających się po ścianie płatków śniegu i nasłuchując miarowego oddechu śpiącego obok Jay'a. To była już trzecia noc z rzędu w czasie, której nie potrafił oddać się w słodkie ramiona Morfeusza. Na razie jakoś specjalnie nie zaburzało mu to dziennego funkcjonowania, ale zadawał sobie sprawę, ze ten stan jest tylko kwestią czasu i że zapasy energii za chwilę się skończą.
Wygrzebał się z łóżka, narzucił na ramiona sweter i pomaszerował do kuchni. Kiedyś słyszał, ze relaksujące herbaty pomagają, a z tego co się orientował to widział ostatnio takową w szafce. Podejrzewał, ze musiała należeć do Jinkiego, bo z tego co opowiadał mu Minho, Onew bardzo przezywał z początku wyjazd Taemin- nie potrafił spać ani jeść- dlatego zdecydowali z Jonghyun, ze zamieszka z nimi, aby mieć go na oku.
Zdecydował się nie zapalać światła. Wystarczyło mu kto które zapewniała uliczna latarnia jaka stała za oknem. Z łatwością odnalazł herbatę i jej torebeczkę wrzucił do żółtego kubeczka w smoki. Nastawił wodę i przysiadł na krześle czekając aż ta się zagotuje.
Mieszkał w tym mieszkaniu już dwa miesiące i czy tego chciał czy nie dobrze mu w nim było. Nie dlatego, ze nie musiał płacić za rachunki- choć to był zdecydowany plus- ale najprawdopodobniej dlatego, ze bez względu na to o której wstawał czy wracał, zawsze ktoś wychodził mu na spotkanie witając go albo żegnając . Do tego ten ciągły rozgardiasz i harmider. Tutaj wiecznie coś się działo- a to Jonghyun urwał kran w łazience, a to Jinki robiąc pranie pofarbowała ulubione koszulki Minho na różowo za co ten gonił go kiedyś na około budynku dobre półgodziny, a to Taemin, sprzątając powyrzucał jakie ważne dla Jonghyun dokumenty. Wiecznie coś...
Z całej tej zdrowo walniętej czwórki najbardziej odpowiedzialny był Minho i właściwie on, jako jedyny był wstanie zahamować siłę niszczycielską pozostałych domowników. Co prawda nie zawsze robił to w sposób pedagogiczny, ale w przypadku tej trójki należało zapomnieć o takim podejściu do sprawy. Tutaj należało działać szybko i skutecznie, jeśli chciało się mieć gdzie mieszkać...
-Kibum?- obrócił się gwałtownie na krześle, omal z niego nie spadając
-Nie strasz mnie tak.- jęknął, łapiąc się za serce
-Przepraszam. -Minho uśmiechnął się rozglądając po kuchni- Co gotujesz?
-Wodę na herbatę, chcesz też?- zapytał choć w duchu miał nadzieję, ze brunet jednak mu odmówi.
-W sumie czemu nie.- Choi wzruszając ramionami, podszedł do szafki, wyciągnął swój zielony kubek w żaby i wsypał sobie jakieś swojej- jak zwykł nazywać do Jonghyun- szamańskiej herbaty. Coś w tym jednak było, bo składniki, które wchodziły w jej zawartość były mieszanką rożnych, aromatycznych ziół.- Nie możesz spać?- odezwał się nagle Minho, nie przestając krzątania się przy kuchence.
-Tak jakoś. - odparł wymijająco, bawiąc się rękawem przydługiego swetra- To chyba sprawka księżyca.
-Wierzysz z związek pomiędzy fazami księżyca a jego wpływem na jakość snu?- Choi podszedł do stołu stawiając na nim kubek z herbatą- Proszę.
-Dzięki.- mruknął chwytając gorące naczynie w dłonie, chcąc je nie co ogrzać. To siedzenie trochę go wyziębiło- Nie wierzę, ale tak się chyba mówi, nie?
-Podobno.- Choi usiadł naprzeciwko niego- Powiedz mi, Jay mocno się gniewał, że jednak nie pomogłem mu w tej pracy domowej?
-Trochę się nadąsał, ale to nic trwałego. Nie przejmuj się tym. Jutro mu przejdzie.
-Niby tak, ale obiecałem mu i …
-Minho daj spokój. To nic takiego. -przerwał mu Kim- Zresztą opieka nad nim nie przypada tobie tylko mnie. Nie masz pojęcia jak mi głupio, ze was w nią mieszam, przez co cierpi związek twój i Jonghyun.
-Nie przesadzaj...- Minho zaśmiał się upijając herbaty- Jay to na prawdę miły dzieciak.
-Byłbyś świetnym ojcem, wiesz?
-To miłe, co mówisz, ale ja wiem, że tak by nie było. Zresztą nie mam ochoty o tym mówić.
-Przepraszam.
-Nie masz za co.- Choi uśmiechnął się delikatnie, przez co serce Key, nagle przyspieszyło- Powiedz mi lepiej jak ci się z nami mieszka? Nie miałem okazji o to zapytać wcześniej.
-Dobrze. Na prawdę dobrze.
-To się cieszę, bo nie ukrywam, ze trochę się bałem jak sobie poradzisz z tą całą, pokręconą miłosną sytuacją tutaj, bo nie ukrywajmy, hetero facet w domu pełnym ...
-Wiesz, jeśli mam być szczery, to nie postrzegam was jako gejów.- przerwał mu szatyn jeżdżąc palcem wokół górnej części kubka- Dla mnie jesteście chodzącymi przykładami prostej i czystej miłości, która nie pytała o płeć gdy przyszła a wy jej nie odepchnęliście tylko przyjęliście w takiej formie w jakiej się z pojawiła, nie pytając „czemu tak?”
Po słowach Kim'a nastała długa cisza, która wypełniało ciche tykanie zegara i przebijające się przez ściany pochrapywanie Onew. Key nie miał odwagi spojrzeć na Minho, a czuł jak jego zaciekawiony wzrok go świdruje. „Ah! tej jego niewyparzony język”- przeklął się w myślach. Znowu sam się podkopał.
-Ciekawy sposób interpretacji naszych związków - odezwał się w końcu Choi, stawiając z lekkim łoskotem na podłodze krzesło na, którym się od jakiegoś czasu się namiętnie huśtał.
-Wybacz, trochę mnie poniosło.
-Nie masz za co przepraszać. To było na prawdę urocze.
Jego miękki, głęboki a do tego tak nieziemsko seksowny głos automatycznie podziałał na jego wyobraźnie. Choć tego nie chciał, nie potrafił zapanować nad tym niebezpiecznym dreszczem jaki przebiegł po jego ciele, przywołując wspomnienia tamtej nocy.
-Kibum wszystko w porządku?
Słyszał zmartwienie w jego głosie, ale nie potrafił mu odpowiedzieć.
-Ej! Kibum, co z tobą?
Jego zapach wbijała się boleśnie w jego nozdrza.
- Źle się czujesz?Na miłość boską powiedz coś?
Minho nie miał pojęcia jak wiele chciałby mu powiedzieć. Z resztą nie tylko jemu.
-Błagam cię Kibum!
Nie zauważył kiedy Choi znalazł się koło niego. Jego czekoladowe tęczówki szukające kontaktu z jego i to przerażanie, kiedy go nie znajdywało. Nie chciał tak go przestraszyć.
Wyciągnął dłoń dotykając delikatnie jego policzka. Minho automatycznie pochwycił ją, z wyraźną ulgą.
-Nie starasz mnie tak więcej.- jęknął błagalnie, obejmując go.
Ten zapach, ciepło...takie samo jak wtedy...
-Koniec z piciem ziółek na lepszy sen.- zakomunikował władczo, wypuszczając go z objąć i podnosząc się, zabierając ze stołu jego nie dopitą herbatę- Musimy ci poszukać czegoś lepszego i ...- urwał pod wpływem nagłego szarpnięcia za ramię- Kibum co je...- tym razem nie skończył, bo Key zamknął mu usta pocałunkiem.
All chapters: I ,II,III ,IV ,V ,VI ,VII ,VIII ,IX ,X ,XI ,XII ,XIII , XIV ,XV ,XVI , XVIII , XIX ,
23:51:49 9/01/2012, Lilyth [Powrót] Komentuj
» 23:01:25 10/01/2012
77-255-236-144.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.236.144
» 22:52:07 10/01/2012
nat178-214-20-5.mtm-info.pl | brak www IP: 178.214.20.5
» 22:24:01 10/01/2012
77-254-213-50.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.254.213.50
» 21:07:27 10/01/2012
178-37-75-64.adsl.inetia.pl | brak www IP: 178.37.75.64
» 18:39:30 10/01/2012
eip3.neoplus.adsl.tpnet.pl | brak www IP: 83.21.131.3
» 14:47:09 10/01/2012
89-72-247-59.dynamic.chello.pl | brak www IP: 89.72.247.59
» 00:39:26 10/01/2012
host-89-228-74-110.olsztyn.mm.pl | brak www IP: 89.228.74.110