Hej robaczki moje kochane! ;)
Nim pozwolę wam czytać, chwilę sobie po marudzę ;p
Zacznę możne od tego, ze nie przypuszczałam, ze mały "buziaczek" możne wywołać taki po płoch, panikę i zamieszanie. To na prawdę było bardzo urocze ;)
Sprawa druga: Kirke-napisałaś, ze zaczynasz się obawiać, że zrobi się z tego jakiś dramat. Mogę cię zapewnić, że może pojawią się momenty dość "trudne", ale nie na tyle aby z tego się zrobiła się z tego jakaś traumatyczna historia :) I Pinacolada- nie martw się, póki co nie mam zapatrywań na koniec tej historii :)
I kwestia trzecie- jeśli mi czas i wena pozwoli, rozpocznę nowe opowiadania :) Pisząc tę część jego plan zrodził mi się w głowie i nie sądzę abym była wstanie poczekać z jego pisaniem aż skończę ŁÓŻKO...
To tyle ogłoszeń. Miłego czytania. I za wszystkie wulgaryzmy bardzo przepraszam, ale były one nie zbędę dla oddania treści, przeżyć i uczuć bohaterów :)
Wasza kochająca Lilyth
ŁÓŻKO W PARYŻU
Rozdział 18
Od wieków ludzie wiedzieli, że księżyc oprócz wpływania na wodę na Ziemi, tempo rozwoju roślin czy rozmnażania zwierząt, wpływa także na stan fizyczny i psychiczny człowieka. To co ma rosnąć, mnożyć się, rozwijać, powinno być rozpoczynane i kończone podczas przybywania księżyca, od nowiu aż do pełni a to co umiera, zanika, zamiera, powinno odbywać się wraz z maleniem księżyca, od pełni aż do nowiu. Nawet teraz po mimo upływu wieków nauka wciąż nie potrafi do końca uzasadnić czemu tak się dzieje a co za tym idzie obalić ludowych obserwacji i przesądów, jakie utworzył czas...
Trzy dni temu księżyc był drugą dobę w fazie pełni, a z tego co czytał ten okres bardzo sprzyja niejasności w myśleniu. Wzmaga się wtedy wydzielanie hormonów płciowych co powoduje wzrost napięcia seksualnego a emocje i uczucia biorą górę nad racjonalnym rozumowanie. Jednak czy to jest odpowiednie wyjaśnienie dlatego co zrobił?
-Minho! Pośpiesz się bo nie zdążymy!- z przedpokoju doszedł go głośny krzyk Jonghyun. Choi zignorował to kompletnie dolewając sobie kawy do kubka.
Od czasu tego felernego pocałunki, starał się raczej schodzić z drogi Minho. Nie dla niego samego, ale dla własnej wygody. Nie był jeszcze gotowy na rozmowę o tym co wydarzyło się trzy dni temu w kuchni, bo właściwie nie wiedział co powinienem mu powiedzieć. Przecież zwalenie wszystkiego na pieprzoną pełnię nie załatwi sprawy!
-Choi!- w drzwiach kuchni stanął cały zdyszany Kim- Nie wkurwiaj mnie z samego rana!- fuknął zabierając brunetowi kubek z niedopitą kawą, wylewając ją do zlewu.
-Sam się nakręcasz.- odparł spokojnie Minho podnosząc się z krzesał – Trzeba było wstać szybciej a nie na ostatnią chwilę.
-Daruj sobie to matczyne przytyki. Jestem już spóźniony!
-A czyja to wina, moja?
-Jakbym wiedział, ze będziesz robił takie problemy zabrałbym by się razem z Jinkim i cukierkiem.
-Nie zabrałbyś się, bo nie cierpisz sposobu w jaki Onew prowadzi samochód, jego odświeżacza powietrza o zapachu gumy balonowej i muzyki jaką puszcza w czasie jazdy
-Bo prowadzi jak osiemdziesięcioletnia babcia w okularach co zamiast szkieł ma denka od butelek, zapychając tym zapachem huby- buby moje kanały nosowe i katując uszy prehistorycznymi Trotami bardzo często nieżyjących już artystów!
Minho nic nie odpowiedział. Pokręcił jedynie głowę i chwytając Jonghyun za „chabety” wypchnął z kuchni. Minęła jeszcze chwila nim w szeleście zakładanych ubrań i pomrukach Jjong'a opuścili dom zostawiając go kompletnie samego ze stertą naczyń do pozmywania. Jednak nie narzekał na to. Dzięki temu miał się czym zająć aby nie myśleć za dużo tym głupim buziaku i czekającej go tak czy siak rozmowie z Choi na ten temat.
Kiedy skończył porządkowanie kuchni dochodziła jedenasta. Do rozpoczęcia swojej zmiany miał jeszcze sześć godzin więc zdecydował się na ogarnięcie mieszkania- meble wołały o kawałek szaty i spray do kurzu a podłogi o wodę i mopa. Potem przyszła kolej na parnie- ubrania już na własnych nogach wychodziły z kosza na brudną bieliznę i pokoi co nie których. Chwycił więc pod pachę, sporych rozmiarów koszyk i ruszył na „pralniane łowy”.
Pierwszy pokój jaki odwiedził należał do Jinkiego i Taemina. Musiał przyznać, że takiego bałaganu jaki ta dwójka miała u siebie to nigdy nie miała jego młodsza siostra . Tony kolorowych T-shirtów, jeansów i skarpetek, które walały się nie mal wszędzie stanowiły morderczy tor przeszkód. Stąpał bardzo ostrożnie, nie chcą przypadkiem zniszczyć czegoś co mogło znajdować się pod tą stertą ubrań.
Porozdzielanie tego, co było faktycznie brudne a co leżało na ziemi tylko dlatego, że do szafy było „bardzo daleko” zajęło mu dobre pół godziny, ale zakończyło się pełnym sukcesem- nie dość, ze odnalazła się podłoga, to jeszcze kilka rzeczy, które w ciągu ostatni dni zajmowały sztandarowe miejsca na liście rzeczy zagubionych u Lee Taemin'a. Z lekki rumieńcem na twarzy prześcielił ich łóżko, które wciąż zadawało się być ciepłe, uchylił okno i opuścił pomieszczenie.
Kolejny pokój był jego i Jay'a. Tam nie wiem zbyt wiele do roboty, bo na bieżąco sprzątał i segregował rzeczy. Ostatnie miejsce do którego musiał się udać był ICH pokojem. Może słowo musiał było zbyt mocne, ale...inne nie przychodziło mu w tej chwili do głowy.
Do tej pory, nigdy nie przebywał w nim dłużnej niż to było konieczne- czyli od jednej minuty do pięciu, w zależności od tego ile czasu potrzebne było aby zabrać stamtąd Jay'a. Zawsze jednak było to tylko wtedy gdy któryś z nich był w nim obecny, sam nigdy tam nie wchodził.
Z mocno bijącym serce nacisnął na klamkę. Drzwi cichutko skrzypnęły, uwalniając nie mal od razu mieszkankę zapachów oby dwóch mężczyzn. Zaciskając dłoń na koszu wszedł do środka.
Na samym środku stało wielkie, starannie zaścielone łóżko. Ten mebel na czertach nogach, z miękkim materacem, śnieżnobiałym prześcieradłem, dwiema poduszkami i puchatą kołdrą był najbardziej intymna częścią tego pomieszczenia. Patrząc na nie czuł się troch jak wtedy gdy po raz pierwszy w życiu razem z kumplami w gimnazjum oglądał film pornograficzny. Nie potrzebował zbyt się wysilać, aby wyobrazić sobie te wszystkie rzeczy, które widziało, słyszało i czuło to łóżko....
-Key? - odwrócił się gwałtownie, wpadając na nie do końca otwarte drzwi, upuszczając kosz z brudami.
-Ałłć...- jęknął masując środek czoła.,
-Matko kochana nic ci nie jest?- Minho podleciał do niego, chwytając ramiona
-Nie.- zaśmiał się- Tylko będę miał guza.
-Przyniosę lód.
-Nie trzeba.- złapał go za rękę- Naprawdę, nie trzeba..- Choi spojrzał na niego podejrzliwie, ale nie naciskał.
-Robisz parnie, tak?- zagadnął go spoglądając na przewrócony kosz
-Co-oo... a tak...- skinął głową pochylając się aby zebrać rzeczy- Masz coś co, chcesz abym wyprał?
-Właściwie...- Minho zamyślił się, rozglądają dookoła siebie- W sumie...- chwycił kawałek T-shirtu, który miał właśnie na sobie i powąchał go- Tą bluzkę można by wyprać.- jednym pewnym ruchem ściągnął ją z siebie na oczach Key, pokazując to idealnie umięśnione ciało- Trzymaj.- uśmiechając się szeroko, wrzucając T-shirt na resztę ubrań- I dzięki. -dodał, mijając go i wchodząc głębiej do pokoju.
Szatyn jękną coś w granicach „spoko” i szybciutko, nie chcą aby Choi zauważył jego rumieńce i usłyszał łomoczące jak oszalałe serce popędził do łazienki, zamykając za sobą drzwi. Tam usiadł na jej środku, podkulając nogi pod siebie.
On zejdź kiedyś przez nich na zawał... to było pewne...
-Jonghyun idziesz ze mną na lunch ?- drzwi jego gabinetu odtworzyły się i pojawiła się w nich rozczochrana czupryna Jinkiego.
-Z chęcią, ale obiecałem Nikhunowi, ze skończę ten raport do pierwszej.
-Od kiedy to tak sumiennie wypełniasz, polecenia Khun'a?- Onew wszedł głębiej zamykając za sobą drzwi, podchodząc do biurka przyjaciela, zabierając pierwszą z brzegu teczkę, szybko przelatując po niej wzrokiem.
-Od dzisiaj. Postanowienie noworoczne.- mruknął Jjong, nie przerywając stukania w komputerową klawiaturę.
- To przecież zwykłe podsumowanie ostatniego projektu. Zrobienie Ci go nie zajmie nawet pół godziny.- stwierdził Lee, odkładając dokumenty na miejsce- Powiedz lepiej co ci zaprząta ten mały móżdżek. Coś się stało znowu między Tobą a Minho?
-Nic się między nami nie stało.
-Kłamiesz.- odparł pewnie starszy, siadając na krześle, jakie stało wi za wi biurka.
-Nie kłamię, a teraz jeśli łaska idź już sobie, mam masę pracy.
-Nie pójdę dopóki nie powiesz mi co jest grane.
-Czy zawsze musisz wszędzie węszyć jakiś problem?- Jonghyun westchnął spoglądając chłodno na swojego przyjaciela- Wszystko jest w porządku.
-Jasne. Już ci wierzę.
-Jinki, ja na prawdę nie ma ochoty na sprzeczki z tobą.
-Nie musiałbyś tego robić, gdybyś najzwyczajniej w świecie powiedział mi co ci leży na wątrobie.
-Kiedy moja wątroba ma się bardzo dobrze, podczas gdy głowa eksploduje mi z każdym kolejnym twoim słowem.
-Mam zadzwonić do Choi i zapytać się co jest grane? - oczy Kim'a rozszerzyły się- Tak myślałem. - Onew westchnął rozwalając się na fotelu- Słucham. Mów.- Jonghyun osunął się od komputera i wstał podchodząc do okna- Kim Jonghyun, czemu wydłużasz sobie agonię?
-Parę dni temu zapytałem Minho czy jest gejem.
-CO ZROBIŁEŚ?!- wrzasnął starszy zrywając się do pionu
-To co ci powiedziałem.
-Czyś ty na głowę upadł?! Sperma Ci ci zalała resztki szarych komórek?!
-Uspokój się hyung, bo ci ze złości stanie, a ja ci na pewno nie obciągnę i będziesz łaził ze sztywnym ptaszkiem do końca dnia.
-Ty mnie tylko nie uspokajaj skamieniały dinozaurze.- fuknął na niego Jiniki- Może mi w ogóle wytłumaczyć jaką cholerę go o to zapytałeś?
-Chciałem mieć po prostu pewność.
-Pewność w czym znowu?! Za spokojnie było ostatnio?
-Nie drzyj się na mnie, to raz a dwa, zachowaj się się na przyjaciela przystało i zapytaj co mi odpowiedział.
Lee ściągnął usta, wciąż przetwarzając w głowie głupotę swojego kolegi. Nie pojmował tego. Czy on na prawdę lubił jak w ich związku panował zamęt? Przecież to było chore. Choć z drugiej strony, może właśnie dzięki takim akcjom nie wpadają w rutynę i wciąż są ze sobą?
-Niech będzie- westchnął, opadając na fotel- Co ci odpowiedział Choi?
-Że nie jest.- Jinki zmrużył oczy- Nie jest też bi....jakbyś chciał wiedzieć- dodał szybko.
-To w takim razie...
-Minho powiedział mi, ze jestem jedynym facetem, który kiedykolwiek zwrócił jego uwagę, żadni inni go nie ruszają.
-No to chyba dobrze, nie?- mruknął trochę niepewnie Lee, rysując palcem jakieś szlaczki na oparciu fotela
-Sam nie wiem... może i dobrze...
-Nie może, ale pewno. -odparła pewnie Onew spoglądając prosto w oczy Jjong'a- Poza tym weź w końcu uwierz w to, że Minho cię na prawdę kocha i że cię nie zostawi dla jakiegoś blond lalki czy umięśnionego goryla. W jego oczach jesteś tylko i wyłącznie ty- bez względu na to czy jesteś ubrany czy nie. Kwestia orientacji nie ma tutaj nic do rzeczy, przyswój to w końcu!
-Może i blond cizia go nie uwiedzie, tak samo jak dwudziesto centymetrowy penis, ale zostaje jeszcze kwestia krwi. Nie zapominaj o tym.
- Dobrze wiesz, że ta kwestia nigdy nie stanowił dla niego żadnego problemu i dam sobie uciąć rękę, że nigdy się nim nie stanie.
-Pewnie masz rację.- westchnął Kim, spuszczając głowę - Za bardzo panikuję, kiedy jest między nami dobrze. Nie wiem, może powinienem się leczyć?
-Leczyć, może nie...- Jinki zaśmiał się podchodząc do przyjaciela i chwytając a podbródek, zmuszając tym aby na niego spojrzał-... ale fajnie by było, gdybyś czasem wziął przykład z Choi i cieszył się tym co macie, zamiast rozdmuchiwać zagaszone i zimne ognisko.
-Wezmę to pod uwagę następnym razem.
-Mam nadzieję. - Onew uśmiechnął delikatnie całując policzek Jonghyun- I uważam, ze powinieneś przeprosić Minho za to pytanie.
-Przeproszę hyung. Obiecuję.- Kim przełożył ręce pod ramionami Onew, przytulając się do niego.
-Rzadko mówisz do mnie hyung- zauważył Lee, głaszcząc plecy Jjong'a, na co ten cichutko zamruczał.
-Bo rzadko sobie na to zasługujesz.
-Jesteś najgorszym donsengaeng'iem jakiego kiedykolwiek miałem, wiesz?
-Ja Ciebie tez bardzo kocham Lee Jiniki...
Niczym mała mróweczka krzątał się po kuchni przygotowując obiad. Nie był jakimś wielkim kucharzem, ale co nieco potrafił przygotować. Chłopaki nie narzekali na jego kulinarne wytwory, więc uznawała to jako znak, że chyba jednak nie kucharzy, aż tak tragicznie.
-Pomóc ci w czymś Kibum?- drzwi kuchni otworzyły się
-Nie trzeba. Radzę sobie.- mruknął, skupiając się na krojeniu marchewki.
-Skoro tak mówisz...- bąknął Minho, wchodząc głębiej- A będzie ci bardzo przeszkadzał, jeśli rozłożę się tutaj z papierkami i komputerem?
-Nie wydaje mi się. - odparł, choć tak naprawdę myślał zupełnie coś odwrotnego.
-To super! -zaszczebiotał Choi, rozsiadając się i rozrzucając kolorowe dokumenty na kuchenny stół.
Od tego momentu ciche stukanie w klawiaturę komputera, skwierczenie gotowanej zupy i uderzania noża o drewnianą deskę, stały się jedynymi dźwiękami jak wypełniły pomieszczenie. No może, znalazłoby się jeszcze jeden, ale w chwili obecnej zagłuszały go te wszystkie pozostałe rzeczy.
Pomimo, że usilnie starał się skoncentrować na przygotowywanym obiedzie, jego wzrok i tak co jakiś czas, niby przypadkiem uciekał gdzieś w bok, tylko wzmacniając akcję jego serca. Być może nie przeżywał by tego co teraz przeżywa, gdyby nie chwilowe zaćmienie umysłu i inna zachowanie Minho wobec tego wszystkiego. Wolałby chyba aby ten od niego wtedy odskoczył, naburczał i zakazał zbliżania się, niż uśmiechnął się, poczochrał jego czuprynę i życzył dobrej nocy a na drugi dzień zachowywał się jakby nic się nie stało. To było jeszcze gorsze!
-Kibumiee...- przez ten jego głęboki a przez to niebezpiecznie seksowny głos padnie kiedyś na atak serce.
-O co chodzi?- zapytała, starając zabrzmieć jak najbardziej naturalnie.
-Czy ty jesteś na mnie zły?- Key zmrużył brwi, zaprzestając krojenia sałaty, która miała stanowić istotny element dla ich surówki obiadowej.
-Nie jestem zły.- odparł spokojnie.
-Ale zachowujesz się jakbyś był. Jeśli zrobiłem coś nie tak, to mi powiedz.
Dopiero teraz zauważył, a właściwie usłyszał że stukanie w klawiaturę ustało. Nie miał wątpliwości, że Minho z uwagą się mu przygląda. Przełknął głośno ślinę, odłożył na bok nóż i powoli odwrócił się. Za nic w świecie nie chciał prowokować go do dodatkowych pytań.
-Nic nie zrobiłeś nie tak. - zapewnił.
-To czemu mnie unikasz?
A czemu ty się zachowujesz jakby wszystko było w porządku?
-Nie unikam.
-Nie? To w takim razie co miał znaczyć ten dziwny w tył zwrot gdy spotkaliśmy się w korytarzu przedwczoraj? Udawanie, ze coś musisz zrobi byle byśmy tylko nie zostali sami w pokoju? Poniekąd ignorowanie mnie i odzywanie się tylko i włącznie wtedy, kiedy nie masz innego wyjść.
-Chyba troszkę wyolbrzymiasz.- zaśmiał się szatyn nerwowo- Na prawdę, nie unikam ciebie.
Choi zmarszczył brwi i ściągną usta. Wyraźnie się nad czym zastanawiał. Może nad tym co on, przez ostatnie trzy dni, a może nad zupełnie czymś innym?
-Skoro tak mówisz...- odezwała się po dłuższej chwili. Po raz pierwszy w głosie Minho usłyszał pewnego rodzaju rozczarowanie i chyba lekkie zdegustowanie- Przepraszam jeśli wprowadziłem cię w zakłopotanie tą rozmową.- dodał
- Nie! Skąd! Nie wprowadziłeś mnie w żaden sposób w zakłopotanie. Naprawdę...
-Czyli między nami wszystko jest okey?- upewnił się jeszcze patrząc Key'owi prosto w oczy.
-Jak najbardziej.- zapewnił szatyn wymuszając uśmiech- Wszystko jest okey.
-To się cieszę. Nie lubię niedomówień.
No co ty nie powiesz...- jęknął w duchu Kibum, wracając do robienia tej przeklętej sałatki...
Kiedy Jinki wpadł do niego jak do siebie i zaproponował wspólny lunch nie sądził, ze oprócz nich będzie tam jeszcze kilka innych osób, za którymi mniej lub bardziej przepadał. Jedaka nie chcą stwarzać sztucznych problemów, bez słowa zasiał po prostu do stołu.
-Wiecie co mój facet ostatnio mi powiedział?- odezwała się jedna z siedzących naprzeciwko niego osób.
-Co takiego Sully? - mruknęła ze znudzeniem, zajmując miejsce obok niej brunetka.
-Że powinnam iść na jakieś lekcje obciągania, bo robię to gorzej niż jego piętnastoletnia siostra!
-To posuwa ciebie oficjalnie a siostrę na boku?- głos zajął nie jaki Kim Heechul, szef działu Mang Yaoi.
Jonghyun miał z nim do czynienia z dwa może góra trzy raz, ale tylko dlatego, że ten potrzebował jego akceptacji dla swojego nowego, promocyjnego projektu dla podobno „wschodzącej gwiazdy i przyszłej królowej Mang Yaoi”. Musiał przyznać, ze konspekt promocji był dość kosztowny, ale- jak się później okazało- wart zaryzykowania. Rzekoma królowa, królowych okazała się strzałem w dziesiątkę i jej pierwszy tomik historyjek męsko-męskich rozszedł z prędkością światła, pomimo bardzo wysokiego nakładu- jeśli dobrze pamiętała było do z 30.000 tysięcy egzemplarzy w pierwszym okresie promocji plus 20.000 tysięcy w do druku na życzenie księgarni. To był prawdziwy sukces.
Sam Kim Heechul było osobnikiem dość specyficznym- w końcu trudno się dziwić, kto normalny mógłby pracować w dziale mang o temacie przewodnim boys love- narwanym, pyskatym i buntowniczym ale pomijając to i biorąc pod uwagę jego wkład i zaangażowanie w pracę może mu to było wybaczyć.
Po objęciu przez niego stanowiska w przeciągu niespełna półtora roku jego dział zaczął pracować tak jak powinien a wisząca nad nim od dłuższego czasu groźba rozwiązania zniknęła. Co prawda jego zespół i on sam wciąż był uważany przez inne zespoły jak zbiorowisko dziwaków, zdolnych się posunąć bardzo daleko, by tylko osiągnąć swój cel, ale dzięki temu stał się niezwykle skuteczny w działaniu i promowaniu swoich autorów przynosząc ogromne zyski firmie. Nawet jeśli jest to nie mal zawsze okupione doprowadzaniem siebie i reszty pod koniec dwudziestodniowego cyklu wydawniczego do stanu przypominającego rozkładające się zombi bądź praktycznie podkładaniem głowy pod topór kierownictwu, gdy autor ma problem z dotrzymaniem terminu. Liczyły się zyski, a on je przynosił...
-Heechul, twoja bezpośredniość jest czasami bardzo kłopotliwa, wiesz? - do rozmowy wtrącił się Lee Donghae, jeden z najbardziej pożądanych redaktorów z działu literatury.
-No, ale co? Przecież sama się przyznała, ze nie potrafi dobrze obciągać.- odparł obojętnie mężczyzna, dłubiąc widelcem w talerzu.
-Ty tylko słyszysz to co chcesz usłyszeć. - westchnął Dongae- Wykazał byś się czasami większą delikatnością i wyczuciem.
-Lee, nie wymagasz od niego zbyt wiele? -do rozmowy włączył się najmłodszy ze wszystkich zebranych przy stole mężczyzna- Mam ci przypomnieć gdzie pracuje?
-Kyu, pamiętam bardzo dobrze gdzie pracuje.
-To nie wymagaj od niego aby zachowywał się etycznie, a ty...- zwrócił się do siedzącej obok siebie Sully- wzięłabyś się ze do roboty, poczytała co nieco i pokazała chłopakowi, że znasz się na rzeczy a jak wciąż mu coś nie będzie odpowiadało,to każ mu wypierdalać do najbliższego burdelu.
-Dobrze, że święty Siwon nie słyszał tego wulgarnego języka- rzucił z drwiną Heechul, parodiując ów szybciej wymienionego osobnika.- A w ogóle tak między nami, możesz mi powiedzieć, co taki chodzący evil jak ty, robi w dziale literatury religijnej?
-Rozdziewiczam pracujące tam „siostry zakonne”. Coś ci się w tym nie podoba?
-Skąd że! - Kim zaśmiał się- To brzmi interesująco.
-Dla kogoś takiego jak ty, kto woli penisy a nie cipki na pewno.
-W razie czego jakbyś chciał zmienić branże Heechul zapraszam do siebie- burknął Donghae, częstując się kawałkiem pomidora z talerza Jinkiego- Założę się, że zaaklimatyzowaniem nie będziesz miał problemu.
-Rozważałem to kiedyś. Ale praca zwykłego, szarego, głupkowatego redaktora mnie nie bawi. Może jakby mi zaproponowali etat szefa działu...
-Marzenie dzieciaku. - prychnął Heechul- Musiał byś komuś nie źle poobciągać aby mnie wywalili z tego stanowiska.
-Dla stanowiska... wszystko...- chłopak wyszczerzył się szatańsko.
Choi Kyuhyun był jedną z najbardziej „przerażających” osób zaraz po Heechulu. Jego cięty język i zawsze inteligenta a przez to niezwykle trafna riposta spowodowały, ze zyskał przydomek Evil Kyuhyun. On jednak miał to w głęboki poważaniu. Nie chodziło go to co ludzie o nim myśleli a tym bardziej mówili.
-Jonghyun? A z tobą co ?- w jego bok zostało wystosowane dość mocne szturchnięcie. Odwrócił się spoglądając pytająco na Lee Donghae - Zawsze gadasz jak najęty.
-Co-o? A nie... wszystko jest w porządku. Zamyśliłem się.
-O penisach czy o cipkach?- rzucił Choi spoglądając na niego z wyraźnym zainteresowaniem.
-Ani o jednym ani od drugim.
-Jakoś ci nie wierzę.- prychnął Kyu- Facet jeśli nie myśli o swoim ukochanym samochodzie, to myśli o seksie. Bóg zajmuje tutaj ostatnie miejsce.
-Gdzieś takie głupoty wyczytał? Na „Pudelku”?- Donghae zdawał się być co raz bardziej poirytowany
-Nie. Jednak z moich autorek tak napisała.
-Mądra kobieta- wtrącił się brunetka.
-Jesteś niesprawiedliwa Yuri.
-I to mówi koleś którego kręci wkładanie fujarki w męski odbyt.
-Zdaje się, ze ktoś tutaj jest przeciwnikiem seksu analnego. Az tak strasznie było kiedy chłopaczek wkładał fiutka w w drugą dziurkę?
-Jesteś obrzydliwy- prychnął kobieta, podnoszą się gwałtownie- Dzięki za wspólny lunch. - rzuciła odchodzą w pośpiechu.
-Czy ja powiedziałem coś nie tak?- zapytał niewinnie Heechul, trzepocząc rzęsami.
-Jak zwykle ubyłeś do granic taktowny.- westchnął Jinki, odsuwając talerz- Ja już też będę uciekał. Mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. Jonghyun idziesz, też?
-Tak.- Kim skinął głową ponosząc się- Miło było.
-Nam również panie Kim Jonghyun. Do zobaczenia wkrótce.- Heechul puścił w jego stronę oczko.
-Chyba się zrzygam. - mruknął Donghae inscenizując odruch wymiotny- Sally, chodź. My też już pójdziemy. - Dziewczyna posłusznie skinęła głową, odsuwając krzesło i podnosząc się.
-Pomyśl o tym co ci powiedziałem- Kyuhyun chwycił ją za nadgarstek, uśmiechając się lubieżnie.
Do tej pory Jonghyun sądził, że napastowanie seksualne powinno w dużej mierze mieć charakter „touch- touch”, jednak po dzisiejszym lunch'u zrozumiał, że był w dużym błędzie...
Od dłuższej chwili chodził pod drzwiami jego pokoju w te i z powrotem zżerany przez tyle sprzecznych ze sobą uczuć. Jednak jego część bardzo nalegała na wyjaśnienie całej tej akcji z całowanie a druga kategorycznie się tego wzbraniała. Nie trzeba było się domyślać, która była która i która z pewnością w końcu wygrała. Biorąc głęboki wdech zapukał a usłyszawszy mocne „proszę” wszedł do środka.
Minho leżał na łóżku z laptopem położonym na kolanach namiętnie coś na nim pisząc. Jednak gdy tylko go zobaczył, uśmiechnął się ciepło, odkładając komputer na bok, ściągając z nosa okulary. Key nie miał pojęcia, ze je nosi. W szkole średniej na pewno ich nie miał.
-Nie wiedziałem, ze nosisz okulary- mruknął.
-Tylko to komputera. Jak za długo siedzę oczy mnie bolą.- odparł- W czym mogę ci pomóc?
-Chciałem o czymś pogadać.- burknął , łapiąc za róg koszulki, gniotąc go namiętnie.
-Jasne. O czym?
-Chodzi mi o … ten ...no...- zaczął się niespodziewanie jąkać, czując jak jakaś licealista, która wpadał na obiekt swoich westchnień
-Zawsze mówisz alfabetem Morse'a?- Choi zaśmiał się, wstając z łóżka i podchodząc do okna aby nie co je uchylić- Strasznie tutaj gorąco. Nie uważasz?
-Trochę...- doprał starając się zapanować nad łomoczącym serce.
-Też tak sądzę. -brunet uśmiechnął się- To o czym chcesz rozmawiać? Tylko bez Morse, proszę. Kiepski w nim jestem.
-Chcę pogadać o tym co stało się trzy dni temu w kuchni- wyrzucił z siebie jednym tchem, czując jak powietrze w jego płucach gęstnieje. Minho zmarszczył brwi- Chodzi mi o ten... no... pocałunek...- słowo „pocałunek” wyszeptał nie mal nie dosłyszalnie czując, jak jego policzki w ułamku sekundy zapłonęły.
-Masz na myśli tego słodkiego buziaka?- Minho zdawał się bardzo rozbawiony.
-Tak. Przepraszam cie za niego.- bąknął- Nie wiem co we mnie wstąpiło.
-Daj spokój!- Choi podszedł do niego i dotknął ramienia- Nic się nie stało przecież.
-No tak, ale ty masz chłopaka i …
-Kibum, zwykły buziak nie rozwala związku. Taemin mi bardzo często takie „sprzedaje” w obecności Onew czy Jjong'a. Na prawdę, nie masz się czym przejmować.
-Ohh...- westchnął czując się jak ostań dureń,a może była to maska dla jego podświadomego zawiedzenia?
-Ej! Skąd ta mina? - brunet chwycił go za podbródek- Powiedziałem coś nie tak?
-Nie. - mruknął Key, starając się ukryć zażenowanie.
-To przez tego całusa mnie unikałeś? Obawiałeś się, że rozwalisz mi i Jonghyun związek?
-Może troszkę.- wymamrotał, spuszczając wzrok.
-Ojj...Kibumee...- Choi zaśmiał się, przytulając go- Jak ty się jeszcze wiele musisz nauczyć...- dodał czochrając jego gęstą czuprynę.
-Spadaj!- prychnął Key odpychając go od siebie, spalając jeszcze większą cegłę.
-Jakiś ty uroczy, jak się tak złościsz.- zarechotał brunet, krzyżując ręce na piersi.- Nie dziwię się, ze Jonghyun nie potrafi przestać mówić na ciebie „uroczy Kibum”.
-Goń się. Wychodzę!
-Ale za czek...- Głośne trzaśniecie drzwiami zagłuszył mu resztę zdania.- Ehh... znowu to samo- szepnął do siebie brunet- Czemu ty nigdy nie chcesz nikogo wysłuchać do końca Bummie. Nie masz pojęcia ile to przysparza problemów...
Szybkim krokiem przeplatanym dość nierównym oddechem przemierzał skrzydłu budynku B poszukując nie jakiego Ok TaecYeon, który już kilka dni temu miał odebrać od niego zgodę na realizacje dość istotnego dla jego działu projektu. Bardzo rzadko robił coś takiego- uganiał się za innymi- ale tutaj sytuacja tego wymagała, bo według tego co miał napisane w konspekcie początek akcji miał miejsce za kilka dni.
-Hej Jonghyun! Co ty tutaj robisz?- za jego plecami rozległ się długo niesłyszany głos- Pomyliłeś piętra i budynki?
-Cześć Mir. Dawno się nie widzieliśmy. Już myślałem, ze rzuciłeś te robotę w cholerę.
-Pewnie bym rzucił, ale Joon bez mnie zginie. Sam dobrze wiesz, ze on się gubi we własnym domu.
-Tak. Faktycznie- Jonghyun zaśmiał się.
-A co się do nas sprowadza? Chcesz się przemundurować? Ciepła posada pana „odrzucony- zaakceptowany” ci się znudziła?
-Powiem ci, ze bardzo bym chciałby moja „posadka” ograniczała się tylko do pobicia zielonej albo czerwonej pieczątki- westchnął Kim.
-Przecież żartuję. Wiem, że to tu jest opowiedziany za całe to organizacyjne gówno, a jak coś nie wyjdzie to będzie na ciebie.- mężczyzna uśmiechnął się- Może mogę ci jakoś pomóc?
-A wiesz, byłoby miło. Szukam waszego szefa... niejakiego Ok TaecYeon. Orientujesz się, gdzie go mogę teraz znaleźć?
-W domu. Leczy się na depresję po nieudanym związku. Plotki mówią, ze laska z którą się spotykał była kiedyś facetem i mu o tym nie powiedziała, a on się o tym dowiedział i sam rozumiesz...
-Taa... chyba tak.- mruknął Jonghyun, nie będąc tak do końca przekonanym czy faktycznie rozumie.
-A co masz dla niego?
-Zgodę na zorganizowanie promocji w jednej z księgarni w centrum stolicy.
-To mi to daj. Zaniosę to do G.O. On teraz zastępuje Taec'a.
-Wielkie dzięki Mir. Z nieba mi spadłeś.
-Zawsze do usług.- mężczyzna wyszczerzył się- Miło było cię zobaczyć.
-Ciebie również. Na razie.- machnął ręką w stronę kolegi pędząc z powrotem do siebie.
Już wbiegał na schody, kiedy przyuważył stojącą w rogu i patrzącą się w ekran komórki Sully. Dziewczyna wyglądała jakby się miała zaraz rozpłakać.
-Hej Sully.- przywitał się podchodząc do niej- Co jest?
-Cześć hyung. Nic nie jest.
-Nie wyglądasz najlepiej. Stało się coś.
-Seung Ho zerwał ze mną.- doprała siadając na podłodze i podkulając nogi pod siebie.
-Seung Ho?- powtórzył Kim- To ten twój chłopak?- zapytał niepewnie
-Były chłopak.- sprostowała go.
-A czemu zerwał z tobą?
-Bo jak powiedziała przy lunchu zarzucił brak umiejętności w robieniu loda.
-Co za idiotyczny powód na kończenie związku.- prychnął Jonghyun przysiadając obok niej.
-Łatwo ci mówić, nie ty masz zadowolić ustami penisa drugiej osoby.
I tutaj biedna Sully się myliła. Jjong dobrze wiedział jak trudno jest odstawić dobrą obciąganiową szopkę. On i Minho bardzo długo się tego uczyli, ale dzięki cierpliwości i wyrozumiałości, nauczyli się jak dać sobie maksimum przyjemności bez zbędnego „pchania”.
-Mogę ci dać pewną radę?
-Możesz. Przecież i tak niczego nie zmieni.
-Wiesz co powinnaś teraz zrobić?- dziewczyna spojrzała na niego z wyraźnym zaciekawieniem- Iść do tego dupka, zaciągnąć go w jakieś ustronne miejsce i zrobić tak...
Jego wykład na temat techniki dobrego robienia loda, trwał dobre piętnaście minut, ale był pewny, ze jeśli słodka Sully dobrze je przyswoi jej chłopak będzie krzyczał i błagał o jeszcze. W końcu kto jak kto, ale on doskonale wiedział co rajcuje drugiego faceta...
All chapters: I ,II,III ,IV ,V ,VI ,VII ,VIII ,IX ,X ,XI ,XII ,XIII , XIV ,XV ,XVI , XVII XIX ,
00:36:33 13/01/2012, Lilyth [Powrót] Komentuj
» 21:45:03 16/01/2012
nat178-214-20-5.mtm-info.pl | brak www IP: 178.214.20.5
» 17:59:48 16/01/2012
89-72-247-59.dynamic.chello.pl | brak www IP: 89.72.247.59
» 21:23:17 15/01/2012
host-89-228-74-110.olsztyn.mm.pl | brak www IP: 89.228.74.110
» 23:50:55 13/01/2012
77-255-236-144.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.236.144
» 18:48:25 13/01/2012
77-254-148-85.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.254.148.85