Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Rozdział XIX

Rozdział XIX

Rybki, wy moje złote kochane ;)

Właściwie to zapomniałam, co chciałam napisać ;P Na wyraźniej nie było to nic istotnego ;)

Bez przedłużania w takim razie, dziękuję za wszystkie komentarze, życzę miłego czytania :)

Lilyth




ŁÓŻKO W PARYŻU
Rozdział 19

 

- Brat...- szepnął siadając delikatnie na krawędzi łóżka, tak aby nie zbudzić śpiącego w nim i okrytego jedynie prześcieradłem chłopaka.
Odruchowo poprawił śnieżnobiały materiał, po chwili wahania naciągając go na jego nagie odsłonięte plecy. Ostrożnie odgarnął z jego czoła czarne, kosmyki włosów, przesuwając potem dłoń po odkrytym ramieniu, napawając się- wbrew pozorom- gładkością skóry.
Woda i ogień- tym oni byli, w każdym, nawet najmniejszym calu. On zawsze był pełen zapału i energii odczuwając wieczną potrzebę bycia w ciągłym ruchu i w centrum zainteresowania, a duża grupa, nawet nieznajomych osób, sprawiała, ze czuł się jak ryba w wodzie. Nigdy nie lubił stałości, bo ta ograniczała a on potrzebował zróżnicowania i wciąż nowych bodźców, co odbijało się na jego relacjach z ludźmi na których mu wbrew pozorom zależało. Z kolei jego brat lubował się w samotność, która odraczała mu odpoczynku i regenerowała sił. Częste i intensywne kontakty z innymi ludźmi były dla męczące co postało mu właściwie do dzisiaj. Oczywiście nie znaczyło to, że był nietowarzyski czy antyspołeczny, on po prostu preferował spotkania w cztery oczy lub w małej grupie przyjaciół, takiej na przykład jaką mają teraz. Nigdy nie dział szybko, bez uprzedniego rozważenia wszystkich „za” i „przeciw” co z początku bardzo go irytował. Teraz jednak nauczył się doceniać tę jego „przypadłość” jak zwykł to nazywać, ponieważ kilka razy uratowała mu ona skórę., podczas gdy on nawijał jak stara kataryna nie zastanawiając się czy przypadkiem nie gada jakiś głupot wypowiedzi jego brata zawsze były przemyślane i wyważone Jednak to było tym co tak bardzo ich do siebie przyciągnęło- wzajemna fascynacja i chęć spróbowanie czegoś zakazanego. Wiedzieli, że robią źle, bo tak nie powinni się zachowywać bracia, ale to było silniejsze od nich.
Uśmiechnął się pochylając, aby pocałować policzek śpiącego mężczyzny. Ze zdziwieniem stwierdził, ze który wciąż był gorący. Podniósł się i ruszył w stronę drzwi. W ich progu rzucił jeszcze jedno spojrzenia na spokojnie śpiącego na łóżku brata, po czym niczym złodziej wyślizgnął się z pokoju, nie chcąc aby łuna światła z korytarza go obudziła...



Najciszej jak tylko potrafił zaczął rozbierać się w zawalonym wszystkim i niczym za jednym razem przedpokoju. Odkąd Taemin wrócił z Stanów, jego buty, torby i rzeczy były nie mal wszędzie. Prośby Jinkiego wypowiadana na zmianę z groźbami Jonghyun nie robiły najmniejszego wrażenia blondynie, ponieważ wiedział że wystarczy jeden jego słodki i pełen udawanej skruchy uśmiech i psię oczęta, aby odsunąć od siebie złość swoich dwóch hyungów. Jedynie Minho, pomimo swojej wielkiej miłości do Taemina, nie dawał się nabierać na jego cukierkowe triki. Konsekwentnie wykonywał wcześniej wypowiedziane groźby, nawet jeśli młody miałby go za to znienawidzić.
Zwinnie przeskoczył nad parą nowych adidasów młodego Lee, wydostając się na główny korytarz.
-Jonghyun?- szepnął zauważając wychodzącego ze swojego pokoju starszego kolegę- Obudziłem cię?
-Nie.- Jjong naśmiał się- Nie mogę spać. Jak było w pracy?
-W porządku, choć przyznam, że liczyłem na to że będzie mniejszy ruch.- westchnął szatyn, wieszając płaszcz na wieszaku.
-Czemu?
-Jak to czemu? Przecież dzisiaj są walentynki.- Kibum spojrzał z lekki niedowierzaniem na starszego- Nie wiedziałeś?
-To wyjaśnia czemu, dzisiaj wszystkie laski u nas w biurze chodziły takie zadowolone.- mruknął do siebie Jjong, marszcząc zabawnie czoło.
Szatyn pokręcił tylko głowę. Nie mógł wierzyć, że Jonghyun zapomniał o tak ważnym dla zakochanych i kochających święcie. Ciekaw było co na to Minho, choć sądząc po sposobie bycia bruneta, także mógł nie wiedzieć, ze dzisiaj jest święto zakochanych
Jeśli miałby być zupełnie szczery zakładał, że dzisiejsze nocy w mieszkaniu będzie tylko on i Jay, bo reszta z tytuł tego ów święta, po rozpływa się po restauracjach i hotelach, a tutaj taka niespodzianka.
-Ty i Minho nie obchodzicie walentynek?- Jonghyun spojrzał na niego, drapiąc się w czubek głowy.
-Ciężko stwierdzić, bo nigdy nawet nie próbowaliśmy. Nawet w szkole średniej o tym, że są walentynki dowiadywaliśmy się dopiero po tym jak tona miłosnych kartek wypadałam nam z szafek.
Pamiętał to- ich zdziwienie. Patrzyli na siebie a potem na kartki nie za bardzo wiedząc co o tym wszystkim myśleć. Dopiero pojawienie się Jinkiego i łopatologiczne wyjaśnienie im całej sprawy wywoływało na ich twarzach uśmiech.
-A ty Kibum?- szatyn spojrzał na niego pytająco, kończąc ściągać buty- Nie obchodzisz walentynek?
Do tej pory każde walentynki spędził z Sonyją. Brali sobie dzień wolnego w pracy, szli do restauracji na obiad a potem zaszywali się w domu, albo u niego albo u niej i razem z Jay'em oglądali komedie romantyczne, które tego dnia zasypywały nie mal każdy kanał w telewizji...
-Obchodziłem.- mruknął prostując się- Z matką Jay'a.
-Przykro mi.
-Mnie także, ale niczego nie zmieni, prawda?
-Prawda.- Jonghyun skinął głowa, czują się głupio.
-Musze się teraz nauczyć obchodzić je inaczej... Bez niej...
-Kochałeś ją, prawda?
-Kochałem, ale nie tak jak sądzisz.- Key westchnął opierając się o ścianę- Była moja przyjaciółką, rozumiał mnie jak nikt inny i była ze mną w najgorszych momentach mojego życia...
-Chcesz do niej pojechać?
-Co?!
-Przecież każde walentynki spędzaliście razem. Czemu w tym roku miało by być inaczej?
-Nie wygłupiaj się, hyung. Jest środek nocy.
-I co z tego? Cmentarze są otwarte cała dobę.
-To miłe z twojej strony, ale nie chcę do niej jechać. Takie obchodzenie walentynek to już przeszłość, bardzo przyjemna, ale wciąż przeszłość. Nie chcę w niej tkwić i cierpieć przez to jeszcze bardziej, wiem że ona by też tego nie chciała.
-Jesteś niesamowity...- szepnął Jonghyun, zamykając ciało szatyna w swoich objęciach.
Nie opierał się, bo tego potrzebował. Cały dzień walczył z tym cholernym uczuciem pustki, z żalem i nostalgią, ale teraz nie chciał już. Był zbyt zmęczony.
-Zaufasz nam kiedyś bardziej Kibum?- mruknął mu do ucha Jjong, wplatając palce prawej dłoni w jego gęstą czuprynę a lewą zaciskając mocniej w tali- Nie musisz być z tym wszystkim sam.
-Zawsze byłem sam.- jęknął, czując jak każda cząstka jego ciała po prostu pęka.
Jonghyun odsunął go od siebie, chwycił za podbródek zmuszając aby ten na niego spojrzał. W oczach starszego dostrzegł wyraźnie malujący się smutek. To z jego powodu?



-Co jest „pracowniku miesiąca”?- głos szefa rozbrzmiał mu za plecami- Marnie wyglądasz. Jesteś chory?
-Uwierz mi, że bym chciał.- westchnął szatyn , pokładając się na barze.
-Tylko bez leżnia mi tutaj na stole.- mężczyzna delikatnie podbij jego zwisając za blat baru dłonie- Nie chcę aby przed południowi klienci pomyśleli, ze nie ma jeszcze dwunastej a mój barman już jest zawalony.
-Przecież nie wolno nam pić w czasie pracy.
-Ty to wiesz, ale oni nie koniecznie.-Jusu wywrócił oczami siadając na barowym stołku, zapalając papierosa i zaciągając się dymem- Mów co ci leży w worku mosznowym i uciska te boskie jąderka.
-Wolałem nie wiedzieć, że jesteś gejem.
-Wybacz, że uszkodziłem ci psychikę.
-Nie kłam i tak wiem, ze nie jest ci przykro.- Mężczyzna wyszczerzył się, moczą usta w koniaku z którym przyszedł z zaplecza.
-To co? Powiesz mi co jest grane?
-Czemu uważasz, że coś jest na rzeczy?- mruknął Key, sięgając po szmatę aby powycierać wcześniej umyte kufle.
-Bo cię znam i wiem kiedy coś jest nie „hallo”.- odparł Junsu, przygaszając peta- Pokłóciłeś się ze swoimi współlokatorkami?
-Nie.
-Jakieś problemy z tym małym, wrednym grzybem?
-Z Jay'em jest wszystko w porządku.
-Zakochałeś się?
-Nie.
-Zbyt pewnie- rzucił starszy, zataczając palcem kółko w szklance - Kim jest ten szczęściarz?
-Nie ma nikogo hyung... w ogóle to nie o to chodzi....
-To o co? Powiesz mi w końcu, czy mam cię upić, zgwałcić i wtedy to z ciebie wyciągnąć? Nie chcę abyś mi tą posępną minął odstraszył klientów.
Kibum obszedł bar i usiadł obok swojego szefa, na okrągłym stołku. Nie za bardzo wiedział od czego zacząć- Od pocałowania Minho? Czy od rozmowy z Jonghyun i zaskakującym finale tej rozmowy, w którym to starszy go pocałował? A może powinien był cofnąć się jeszcze bardziej w przeszłość i wyjawić mu, że kiedyś, jak był jeszcze w liceum to się z nim przespał i do dzisiaj nie potrafi o tym zapomnieć, bo była to najcudowniejsza noc w jego życiu?
-Kim Kibum, czy możesz w końcu zacząć gadać? Nagi kochanek na mnie czeka na zapleczu.
-Twoim jedynym kochankiem jest ten stary film porno, który oglądasz nie zmienienie od siedmiu lat.
-Aleś się wyszczekany zrobił. Czyżby Key zaczynał nam odżywać?
-Daruj sobie hyung- prychnął Kim zeskakując z krzesła.
-Hola, hola!- mężczyzna chwycił go za rękę, zatrzymując- Nie powiedziałeś mi co jest grane.
-Na prawdę cie to obchodź, czy chcesz mieć kolejne pole do dopierdalania mi?
-Nigdy nie chciałem ci „dopierdalać” jak to ładnie ująłeś, ale grzecznie do ciebie nie można mówić. Słucham cię. Mów.
Szatyn chwilę się wahał, ale w końcu uległ. Wrócił na miejsce i wszystko mu opowiedział. Od początku do końca.
-Ja zawsze wiedziałem, ze nie jesteś w pełni normalny, ale nigdy nie posądzałem cie o takie szopki. Zaskoczyłeś mnie, młody.
-Ty mi lepiej powiedz co ja mam zrobić?
-Może zacznij o tego, że nie jest twoją winą, ze twoja rodzina był taka ani inna, a potem przyswój sobie podstawową zasadę – każdy pocałunek coś znaczy, nie ma czegoś takiego jak niewinny buziaczek, jak określili to twoich współlokatorzy. Gdyby Minho nic do ciebie nie czuł nie oddał by ci tamtego pocałunku, podobnie jak Jonghyun, który pocałował cie bo coś do ciebie czuje a nie że było mu ciebie po prostu żal.
-To mi wcale nie pomogło.
-Bo nie miało. Sam sobie jesteś winny. Gdybyś wtedy nie nawiał nie było by tego co jest teraz. Założę się, ze im także nie jest lekko.
-Oni mnie nawet nie pamiętają. Mnie ani tamtej nocy.- mruknął markotnie Key, obracając się na stołku.
-Jesteś tego pewny?
-Tak. Powiedzieliby mi chyba, nie?
-Jakiś ty naiwny Kibum. - Kim spojrzał na starszego mężczyznę lekko zdezorientowany- Zastanów się dobrze, jak mogli by ci powiedzieć, że cie pamiętają skoro po upojnej nocy z nimi spierdoliłeś z łóżka, nie zostawiając nawet pieprzonej karki- „ Było fajnie, ale na tym koniec”. Co oni sobie mogli wtedy pomyśleć?
-Że za pewne, byłym wytworem ich upitej wyobraźni.
-Proszę cię. Nawet najbardziej nawalony facet nie miewam takich schiz po przebudzeniu, a w tym wypadku dwóch nawalonych facetów. Przyznaj się lepiej, ze się przestraszyłeś, że jak się obudzą to powiedzą ci, że byłeś dla nich tylko zabawką na jedną noc.
-Nie słuchałeś mnie uważnie hyung.
-Słuchałem i to bardzo.
-Gdybyś faktycznie słuchał, nie wyjeżdżałbyś mi tutaj o „byciu czyjąś zabawką”.
-Jesteś pewny?
-Całkowicie.
-A powiedz mi co sobie w takim razie pomyślałeś jak zobaczyłeś na wyświetlaczu telefonu, któregoś z nich zdjęcie swojej „prawdziwej” matki?



Od przeszło godziny przechadzał się z kąta w kąt, co jakiś czas urozmaicając tą przechadzkę szybkim luknięciem za okno. Co go do tego zmobilizowało? Niezwykła tajemniczość z jaką Minho oświadczył mu, że właśnie do niego jedzie. Głos bruneta sam w sobie był tajemniczy, ponieważ posiadał niezwykłą głębie, która w igraszkach łóżkowych była na prawdę podniecając, ponieważ przelatywała po ciele czasami lepiej niż sam boski orgazm. Jednak dzisiaj nie było w nim ani krzty seksowności. Był poważny, przez co bardzo niepokojący.
-Szefie, masz gościa.- odwrócił się szybko, omal przy tym nie strącają doniczki z kwiatem- W porządku szefie?
-Tak, tak Ely...- zapewnił poprawiając donicę- Wpuść go.
-Oczywiście.
Dziewczyna dygnęła i przesunęła się robią miejsce dla wchodzącego do pomieszczenia Minho. Potem pożegnała się i wyszła, zostawiając przyjaciół samych.
-Co się dzieje Minho?- rzucił prosto z mostu. Nie lubił dziwnych, psychologicznych gierek.
-Twój ojciec był u mnie. Pytał o Kibum'a.- odparł młodszy podchodząc bliżej Kim'a.
-Znowu zaczynają mącić?- Za długo było spokój?
-Dobrze wiedzieliśmy, ze to będzie kwestia czasu.- mruknął Minho, przejeżdżając dłonią po blacie biurka.
-Wiedzieliśmy, wiedzieliśmy i co? Nic z tego nie wynikło. - oburzył się Jonghyun krzyżujące ręce na piersiach- Powiesz mi, czemu ten chłopak tak im przeszkadza? Przecież to nie jest jego wina, ze nasze rodziny są tak pojebane.
-Oczywiście, że to nie jego ani nasza wina, bo na jej wybór nie mamy wpływu.
-Więc, co? Taki kurewski, boski suchar?- obruszył się Kim
-Jjong, to nie ma teraz znaczenia czy to kara za grzechy z poprzedniego wcielenia czy po prostu mamy tak zjebanego pecha. Musimy zdecydować co dalej, bo nie mamy za dużo czasu.
-Wiem, wiem.- westchnął starszy- To nauczka za nasze osiem lat biernego czekania.
-Nie mieliśmy wyjścia, dobrze o tym wiesz.- Choi podszedł do niego, obejmując od tyłu
-Sam już nie wiem Minho. -Jonghyun, oprał głowę w zagłębieniu szyi brunet- Mam strasznym mętlik w głowie.
-Wiem o tym. Nie przejmuj się.- szepnął mu do ucha brunet, całując w skroń- Poradzimy sobie... jak zawsze zresztą.
-Uważasz, że od samego początku powinniśmy wyjawić mu prawdę niż czekać aż sam do nas przyjdzie?
-Tego się już nie dowiem. Najważniejsze jest teraz nie pozwolić mu odejść, bo trzeciej szansy już nie dostaniemy.
-Ja zawsze miałem świadomość, ze ten świat jest zjebany, ale nie że aż tak.
-Pamiętaj o tym, że świat to duża, płaska kula która się obraca, nic poza tym. Cały ten zamęt na niej tworzą ludzie, którzy ją zamieszkują. Od nich zależy czy będzie się nam dobrze żyło czy stworzymy sobie wielkie bagno, pełne zawiści, nieporozumień i łez.
-Nienawidzę twojej filozoficznej gatki.- burknął Jonghyun, mocniej się wbijając się w klatkę w Choi- Nie mam pojęcia, po kim ją odziedziczyłeś, bo na pewno nie po ojcu.
-I chwała niebiosom za to. Większego podobieństwa do niego mi nie trzeba.
-Wiesz, może to trochę samolubne, ale ja właściwie jestem mu trochę wdzięczny.
-Za to, że spieprzył nam obu życie?
-Za to go nienawidzę, tak samo jak nienawidzę swojego ojca i to się do końca mojego życia nie zmieni. Chodzi mi raczej o to, że zupełnie przypadkowo i wbrew sobie dali nam coś, na co niektórzy potrafią czekać całe życie.
-Ironia losu?
-Dla nich tak, ale dla nas wielkie szczęście...



Samochód minął kolejną przecznicę wpadając na skrzyżowanie, w ostatniej chwili hamując. O oczywiście nie obeszło się to bez obtrąbienie go przez resztę uczestników ruchu, ale jego kierowca miał to w nosie.
Kiedy tylko zmieniły się światła ruszył dość gwałtownie omal nie uderzając w stojąca przed nim terenówkę. Blondyn mruknął jakieś przekleństwo pod nosem i nie co spokojnie już włączył się duchu. Key musiał przyznać, przekleństwo które wypłynęło z jego ust zrobiło wrażenie. Jedak nie kolokwializm był tutaj źródłem zaskoczenia, ale osoba która go wypowiedziała.
-Przepraszam hyung- mruknął blondyn, najwyraźniej zauważając, ze Key przygląda mu się z lekkim zaskoczeniem- Ale nie cierpię kiedy ludzie mając takie auta jeżdżą jak ostatnie ofiary i …Szlag!- przeklną po raz kolejny w ostatnie chwili hamując - Co za kretyn zarządza tą sygnalizacją ! - krzyknął uderzając dłońmi o kierownicę.
-Nie denerwuj się. Nie warto.
-Wybacz, ale strasznie mnie irytuje to ciągłe zatrzymywanie się i ruszanie.
Kibum zaśmiał się cicho opierając głowę o szybą, wpatrując się w ciemne już ulice. Dzisiejsza rozmowa z Junsu może i nie dała mu pełnych i pewnych odpowiedzi na które skrycie liczył, ale pozwoliła zrozumieć, że tak dłużej żyć się nie da, ze musi w końcu coś z tym wszystkim zrobić bo inaczej do końca życia będzie nikim innym jak Key'em tchórzem.
-Hyung, źle się czujesz?- zatroskany głos Taemin dotarł do jego uszu.
-Jestem troszkę zmęczony cukierku, ale tak nic mi nie jest.
-Mogę cię w takim razie o coś zapytać?
-Pewnie będę tego żałował, ale pytaj- Lee uśmiechnął się, rzucając szybkie spojrzenie na boczne lusterko zjeżdżając na lewy pas.
-Czemu zrezygnowałeś z Paryża? Mogłeś zostać kimś.
-To było skomplikowane cukierku.
-Ja mam czas hyung i z chęcią posłucham.
-Niestarczy mi czasu. Niedługo będziemy w domu.
-Błąd.
-Jak „błąd”?
- Normalnie. Właśnie wjebałem się w sam środek ulicznego korku, więc czasu mamy pod dostatkiem.- blondyn wyszczerzył się wyłączając silnik i odwracając się twarzą do szatyna- Zamieniam się w słuch hyung...



Pochylił się nieznacznie, sięgając dłonią do pokrętła „volum”. Nie zrobił tego ponieważ piosnek, która właśnie leciała w radiu była jego ulubioną ale po to aby zagłuszyć ciszą, jak roztaczała się wokół nich.
Odkąd opuścili biurowiec i wsiedli do samochodu nie odezwali się do siebie ani słowem. Powodem tego nie był fakt, ze nagle pojawiła się Sully i zobaczył jak się delikatnie obściskują, ale zbliżająca się najtrudniejsza rozmowa w całym ich życiu. Nie mieli pojęcia od czego zacząć ani tego jaka będzie reakcja Kibum'a. Nie wiedzieli także, jak wiele wiele szatyn.
-Dużo ryzykujemy.- mruknął Jonghyun, mając dość tej napiętej jak struna ciszy.
-Nie więcej, niż wtedy gdy zdecydowaliśmy się, że będziemy ze sobą pomimo, wyraźnego przeciwwskazani do tego.- odparł Minho, zatrzymując się na światłach
-Tamtego dnia postawiliśmy wszystko na jedna kartę. Nie miałeś wątpliwości?
-Oczywiście, ze miałem. Przecież mogło nam nie wyjść i wtedy zostalibyśmy bez niczego. Z perspektywa czasu, stwierdzam, ze był to najbardziej nieracjonalna decyzja jaką kiedykolwiek podjąłem. Wszystko mi mówiło, że źle postępuję...
-Ale jednak się zdecydowałeś. Co wpłynęło na tą decyzję? Nie będę udawał, ze nie zauważyłem twojego zawahania ...
-Nie wiem czy pamiętasz, ale nieśmiało chwyciłeś mnie wtedy za rękę.
-Nie pamiętam.
-A ja tak i to właśnie przesądziło o mojej decyzji. W tamtej chwili zrozumiałem, że bez względu na to jak to się wszystko potoczy w przyszłości i co się z nami później stanie za nic w świecie nie chciałem stracić tej dłoni, tego uścisku i tego ciepła, nawet jeśli tylko przez ułamki sekund miałaby należeć tylko do mnie.
-Wiesz, do tej pory sądziłem, że zrobiłeś to wszystko, bo po prostu chciałeś maksymalnie dopierdolić ojcu.
-Nie za przeczę, ale to był dopiero trzeci powód.
-A jaki był drugi?
-Taki sam jak twój.
Minho nie musiał nic więcej mówił. Kim dobrze wiedział, że chodził tutaj o Kibuma.
-To co teraz? -zapytał po chwili, spoglądając pytająco na Choi
-Czas pokaże- brunet uśmiechnął się ściskając dłoń starszego- Bez względu na wszystko poradzimy sobie. Raz już daliśmy radę to damy radę i drugi.
-Obyś miał rację Minho.
-Czy ja się kiedykolwiek pomyliłem?
-Nie i mam nadzieję, ze tak będzie i w tym wypadku...

 

All chapters: I ,II,III ,IV ,V ,VI ,VII ,VIII ,IX ,X ,XI ,XII ,XIII , XIV ,XV ,XVI , XVII , XVIII


16:09:16 19/01/2012, Lilyth [Powrót] Komentuj


hellobaby

» 22:41:48 19/01/2012
77-254-148-85.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.254.148.85

Zaczęłam czytać ten rozdział i nagle takie 'o co chodzi'. Szczerze mówiąc się pogubiłam, bo nie wierze w to, ze coś przeoczyłam, bo dwa dni temu przeczytałam wszystkie rozdziały od początku.. Ale mam nadzieję, że w następnym rozdziale mój mózg zostanie rozjaśniony.

W ogóle pogubiłam się już z 'wiedzą' JongHo, aww, mózg mi buzuje, czuję się głupia normalnie XD Tamci gadają o Kibumie, ojcach, tamten go całuje, no masakra!
I chcę się przejechać z Taeminem samochodem! XD

Kirke

» 21:39:54 19/01/2012
77-254-254-11.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.254.254.11

Podczas czytania nie mogłam się opanować, żeby nie komentować na głos i przeżywać, wydając z sobie różne niezidentyfikowane okrzyki. xD Teraz jestem świeżo po przeczytaniu i przyznam, że czuję się trochę zagubiona, zaskoczona, ale jednocześnie ciągle podekscytowana . Ten początek, o braciach...kto tu jest czyim bratem. Czy czegoś nie zakodowałam w głowie, czy coś ukrywałaś przed nami do tej pory. A może ktoś miał być czyimś bratem, a potem okazało się, że nie jest. Już kombinuję na wszystkie sposoby. Aj, co to będzie.

I w ogóle Jjong pocałował Kibuma..hajhdifobf. Zachowuję się jak typowa fangilr, aż wstyd się przyznać, że to tylko z powodu opowiadania. ;-)

Uwielbiam szefa Key'a. No po prostu rozmowy z nim są przezabawne. "- Mów co ci leży w worku mosznowym i uciska te boskie jąderka." Tym zdaniem zachwycałam się przez kilka minut, ba, za każdym razem gdy je czytam uśmiecham się. ;D Tak, tak, i bardzo dobrze Jansu powiedział, że każdy pocałunek coś znaczy. O ja, aż się nie mogę doczekać, kiedy tajemnice zaczną wychodzić na jaw.

Czekając na tą część opowiadania przeczytałam od nowa wszystkie one shoty Twojgo autorstwa. Nie wiem, jak teraz przetrwałam okres oczekiwania na kolejną część. To chyba troszeczkę źle, że uzależniłam się od Twoich opowiadań. Ale co zrobić, są wspaniałe. :)

Arle

» 20:22:57 19/01/2012
nat178-214-20-5.mtm-info.pl | brak www IP: 178.214.20.5

AAAA!! Umrę, zginę, spalę się i zakopię! Coś czuję, że następny rozdział będzie cholernie emocjonujący!! Aaaaa! Końcówka! I wgl. tyle informacji nam przekazałaś! O Kibumie, ojcach chłopaków, przeszłości i przyszłości, którą dopiero ujawnisz! Uff, muszę ochłonąć ;p

Premedytacja Taemina co do utkwienia w korku była świetna! Taka trochę bardziej diabelska strona tego cukierka ;p

Szablon

Wykonała Cineva, nu eu, tylko dla Lilyth. Grafika znaleziona w sieci. Zasila Blog4u.pl.
Więcej szablonów jej autorstwa znajdziesz na blogu szablonowni Kopia Niefiskalny.