Tak jak już wcześniej uprzedzała, pisząc przedostatni rozdział "Łóżka..." ( Ostatni rozdział można sobie przeczytać tutaj ;D ) coś mi w głowie zaświtała i zostało to przelane na wirtualny papier programu Open Office. Uprzedzam jednak, że nie będzie to typowe opowiadanie z fabułą, tajemnicą, akcją i dramatem. Każdy rozdział będzie o czymś inny , z różną liczbą bohaterów i czasami z drobnym miejscowym przeniesieniem :) Oprócz tego będzie pisany nie co "ostrzejszym" językiem, ponieważ jestem troszkę zmęczona obchodzeniem pewnym pojęć, rzeczy i spraw dookoła. Mam nadzieję, że w żadne sposób was to nie urazi ani nie zniechęci. Jeśli jednak tak by się stało, dajcie mi po prostu znać. Postaram się wtedy znaleźć jakiś kompromis :)
Nie chcąc przedłużać, oddaję to moje "nowe coć" w wasze ręce. Z niecierpliwością czekam na opinie, aby wiedzieć czy jest sens aby ciągnąć to dalej czy lepiej aby umarło już teraz, nim nie jest za późno ;)
Miłego czytania :)
SEX, DRUGS AND ROCK N'ROLL
Prolog
Noc była wyjątkowo chłodna i nieprzyjemna, a okolica wcale nie pomagał odpędzić od siebie tego uczucia. Właściwie czuł się trochę jak w Hollywoodzkim filmie, którego jedna ze scen rozgrywa się nocą na Bronx'sie. Stare, obskurne sklepy monopolowe obklejone plakatami i bliżej nieokreślonymi reklamówkami sprzed pięciu lat, spod których starał się usilnie wydostać twórcze grafitty ulicznych artystów stanowiły tło dla akcji a koczujący pod nimi zarówno starszy jak i młodzi mieszkańcy dzielnicy, którzy albo rozpoczynali staczanie się z powodu barku perspektyw i odpowiedniej opieki, ale już sięgnęli dna, nie wierząc, ze może być lepiej byli statystami na potrzeby tej sceny. Do tego wszystkiego dochodził jeszcze tego wszechobecny zapach dymu papierosowego i alkoholu.
Zatrzymał samochód nie daleko baru. Nie był pewny czy aby obrał odpowiedni kierunek, ponieważ te rejony stolicy były mu całkowicie obce, ale zauważając jebitny i do tego nieziemsko drażniący gałki oczne napis „U Effy”, nie miał wątpliwości, że jednak dobrze trafił. Westchnął gębko, zaciskając dłonie na swojej nowiutkiej, czarnej torbie z logiem „Adidasa” i rozglądając się szybko w prawi i lewo, przebiegł na drugą stronę ulicy.
Bar nie należał do najwytworniejszych, a jeśli miał być zupełnie szczery był odrażający i odpychający. Przez szybę zauważył stojącego za ladą lekko siwiejącego mężczyznę z długą rockmenową brodą, żółtawym podkoszulku i wielki tatuażem w kształcie węża na lewym ramieniu. Obok niego stała wysoka, nawet szczupła kobieta, ubrana w obsiadłe jeansy i koszulkę na ramiączkach sięgająca do pępka.
W ciągu dnia pewnie przeszedł by obok tego miejsca nawet nie zwracając na niego uwagi, jednak w tą ciemną noc, ten bar wydała się czym koniecznym i ostatecznym, przystankiem w paradoksie tego życia, chwilą na zatrzymanie, zaczerpnięcie powietrza i napiciem się czegoś być może i mocniejszego.
Wchodząc do środka, przywitał go duszący zapach dymu nikotynowego. Odchrząknął znacząco, ale nikt się tym nie przejął. Zszedł po starych drewnianych schodach, które zdawały się pamiętać jeszcze czasy wojny koreańskiej.
-Co dla pana?
Ciężki, uderzający z siłą młota głos rozbrzmiał mu w uszach. Odwrócił się w stronę baru, zastając tam gapiącego się na niego barmana.
-Piwo poproszę.- odparł, rozpinając swój, granatowy płaszcz.
-Zaraz podam.
W odpowiedzi, skinął głową ruszając w stronę jedynej w tym miejscy loży. Całe szczęście, że nie cierpiał na jakiś zespół natręctw. Czerwona tapicerka, która pokrywała półokrągłą kanapę był cała w bliżej nie określonych plamach. On jednak nie zamierzał dociekać po czym to były zacieki. Tak było lepiej. Nieduży stolik może i został przetarty po ostatni gościach, ale na pewno nie tych dzisiejszych. Resztki wciśnięte w jego obrzeża sugerowały, że to jest jedzenie sprzed co najmniej trzech dni.
Wzdychając ciężko, rozwiązał karmelowy szaliczek jaki miał przewieszony przez szyję, rozpiął do końca guziki płaszcza, zdjął go i usiadł czekając na swoje zamówienie, co jakiś czas zerkając na zegarek.
-Pana piwo.- przy stoliku pojawiła się, ta sam kobieta, którą widział przez szybkę. Musiał przyznać, ze z bliska wyglądał dużo młodziej. Jej ciemne oczy, skrywane pod trochę przydługą, blond grzywką zdradzały, że wcale nie była jak w pierwszej chwili sądził. Mogła mieć najwyżej dwadzieścia sześć lat, nie więcej.
-Dziękuję.- podziękował, lekko się uśmiechając.
Dziewczyna mruknęła coś bliżej nie określonego i wrócił za bar, zaczynając jakąś dość ożywioną rozmowę ze stojącym tam mężczyzną.
Nie byli parą, tego był pewny, jednak nie dlatego, ze on był dla niej ewidentnie za stary. Po prostu widział to w ich sposobie komunikacji, nie tylko tej werbalnej.
Dla sprostowania tylko – on nie był jakimś specem od ludzkiego zachowania i sposobie porozumiewania. Nie musiał być. Jego zmysł obserwacji stawała ponad naukowymi książkami i podręcznikami. Nie potrzebował studiować ludzkiej mowy ciała, aby trafnie zdiagnozować poziom zażyłości potencjalnych „pacjentów”. Ludzie nie są tego świadomi, ale tak naprawdę są jak otwarte książki. Wystarczy tylko aby odpowiednia osoba chwyciła je do ręki i po ptakach. Taki petent jest załatwiony na amen.
Westchnął cicho, rozglądając się po sali. Bar nie był wyjątkowo oblegany, aby nie powiedzieć, ze był praktycznie pusty. W chwili obecnej był tylko on, dwóch młodych kolesi, którzy co jakiś czas wybuchali głupkowatym, irytującym śmiechem pokazując sobie coś na wyświetlaczach telefonów, (Nie potrzebował lornetki aby się domyśleć, ze były to pewnie jakieś niecenzuralne zdjęcia albo ich dziewczyn, albo „przyjaciółek na jedna noc”. W takich chwilach, aż wstydził się za własną płeć) no i jeszcze jakiś starszy facet, który siedząc z głową wspartą na ręce, gapił się tempo w swój niemal pusty kufel, zupełnie jakby chciał go zaklną aby ten się magicznie napełnił. Przytłaczające.
Nagle drzwi otworzyły się, no co jego wzrok automatycznie zareagował. Osoba, która się w nich pojawiła od raz wzbudziła zainteresowanie barowiczów, głównie przez swój wygląd- długi, gruby żółty sweter z wielki uśmiechniętym misiem na środku, pomarańczowe rurki, wsadzone w długie, czarne, sznurowane glany i zielona torba przewieszona przez ramię. Do tego dochodziły jeszcze te rozwiane na wszystkie strony miodowe włosy, które dodawały mu iście dziecięcego uroku. Stoją tam u góry i rozglądając się po sali wyglądał trochę jak zagubiony szczeniaczek
Barman od raz podszedł do niego, nie pozwalając mu nawet zejść na dół. Zaczęli między sobą szeptać a potem nowo przybyły wyciągnął coś z kieszeni pokazując starszemu mężczyźnie. Barman wydał się lekko zmieszany, ale blondyn uśmiechnął się szeroko, dając do zrozumienia, ze nic się nie stało. Kiedy zszedł na salę, wysunął się lekko i machnął w jego stronę. Po raz kolejny szeroki uśmiech wykwitł na jego twarzy. Niczym małe dziecko z podstawówki podleciał do niego i zarzucił ręce na szyi, mocno ściskając.
-Bo mnie udusisz Taeminee...- zaśmiał się, mimo wszystko też go obejmując.
-Przepraszam hyung.- blondynek odsunął się zajmując miejsce obok niego- Powiem ci szczerze, że myślałem, że znowu źle zapisałem ulicę- dodał, kładąc swoją żabiastą torbę na kanapie
-Ja tez trochę zwątpiłem, jak tutaj przyjechałem, ale w końcu to ten zboczony dinozaur wybierał miejsce, więc nie spodziewałem się czego super ekstra, jednak to...- gestem dłoni wskazał na lokal- ...przebiło moje najśmielsze oczekiwania. Dzisiaj pobił samego siebie.
-Wiesz, do czasu aż nie znajdziemy czegoś innego musimy się zadowolić tym. Tutaj przynajmniej są marne szanse, ze ktoś nas rozpozna.
-To oczywiste. Jedyne kto tutaj zagląda to pijacka elita Seulu i niebezpieczna recydywa, w tym: gwałciciele, pedofile i rasowi zboczeńcy. Nie wspominając już o tych kurewkach porozstawianych co pięć metrów od siebie, wdzięczących się do każdego kto przechodzi albo przejeżdża i pilnujących i obleśnych do granic alfonsach, którzy sami pieprzą ją po kontach.
-Chyba troszkę przesadzasz hyung. Przecież Jonghyun-hyung nie naraziłby nas na takie niebezpieczeństwo.
-Nie masz pojęcia do czego ta skamielina jest zdolna, tylko po to aby mieć materiał do pisania.
-Wciąż uważam, ze przesadzasz hyung- Taemin wciągnął nogi na kanapę, siadając na niej po turecku- A gdzie reszta? Mają się spóźnić?
-A czy oni kiedykolwiek byli gdzieś na czas? - prychnął Key, upijając łyk piwa- Ja nie wiem, gdzie oni byli i co robili kiedy uczono nas, ze zegarki są po to aby nie marnować czyjegoś czasu....- Lee zaśmiał się cichutko, wciągając przez słomkę swoje mleko bananowe, które chwilę wcześniej wyją z torby.
Kibum chyba nigdy nie zrozumie co ten dzieciak tak kocha w tych chemicznie barwionym i nabitym złudnym smakiem banan mleku. Spróbował go raz i myślał, ze się zrzyga. Czegoś tak obrzydliwego nigdy nie pił.
-Bardzo podobał mi się twój ostatni artykuł hyung.- mruknął blondyn, pochylając się aby dotknąć sztuczną do obrzydzenia różę jaka stała w khakowym dzbanku na ich stoliku- Nigdy nie przypuszczałem, że „lodowe pieszczoty” mogą być tak podniecające.- Key uśmiechnął się pod nosem, zataczając palcem kółko wokół górnej części kufa.
Był dziennikarzem od kilku dobrych lat pracującym dla tygodnika „ Ella et In”, czyli pisma, które- używając potocznego języka - zajmowała się sprawami związanymi z seksem i erotyką. Jednak nie był to żaden „świerszczyk”, ale magazyn pełen artykułów i felietonów mówiących otwarcie o seksualności człowieka- o jego potrzebach i skrytych pragnieniach, bez stosowania cenzury, ale także wskazujący na zagrożenia jakie mogą płynąć chociażby z niezabezpieczania się czy kochania się różnych podejrzanych miejscach. Tak jak alkohol, seks jest dla ludzi, ale aby móc z niego należycie korzystać, czerpiąc przy tym maksimum przyjemności, trzeba wiedzieć jak to zrobić aby się nie schlać i mieć jeszcze w kieliszku.
Kiedy się w nim zatrudniał, pismo nie przędło zbyt dobrze. Wałkowali wiecznie te same i nudne do zrzygania tematy jak- antykoncepcja, niechciane ciąże i nie spodziewane erekcje. Bądźmy szczerzy, ile razy można czytać o tym samym? To wszystko o czym pisali można było znaleźć w internecie i do tego za darmo. Gazeta potrzebował świeżego spojrzenie i solidnego kopniaka w dupę. Oczywiście dostała i jedno i drugie od jego „skromnej” osoby.
Przez przeszło pół roku, krok po kroku uczył tych podobno „bardziej doświadczonych” od siebie redaktorów potrzeb ówczesnego społeczeństwa aż w końcu, wypuścili na rynek pierwszy od czasu powstanie gazety, tak na prawdę numer o erotyce i seksie. Nie spodziewali się, że odzew na to będzie tak głośny. Tamten numer dodrukowywali jeszcze dwa razy.
Wracając jednak do artykułu, o którym mówił Teamin- dotyczył on przyjemności jaką może dać kostka lodu podczas łóżkowych igraszek albo gry wstępnej. Kostki czy sama jedna, kostka lodu, którą dotyka się skóry w miejscach najbardziej wrażliwych na bodźce dotykowe, uaktywnia układ nerwowy, który odpowiada na taką zimną zabawę spotęgowanym podnieceniem seksualnym. Najbardziej czułymi na działanie kostek lodu są bez wątpienia miejsca intymne. Dlatego pieszczenie pachwin i ud partnera lodem momentalnie doprowadzi go do rozkoszy. Kostki lodu można także przesuwać wzdłuż swego ciała, tam, gdzie chcemy, aby partner nas całował. Pozostawione mokre smugi będą zachęcały partnera do ich zlizywania...
-Wypróbowałeś to słodziaku?- uśmiechnął się iście szatańsko, poruszając przy tym energicznie brwiami. Taemin automatycznie oblał się rumieńcem.
-Może...- bąknął pod nosem, wbijając wzrok w kartonik po mleku.
-I jak? Sprawdziło się?
-Może...- Szatyn zaśmiał się pod nosem, nie naciskają już mocniej na młodszego, mimo ze jego oblana purpurą słodka buźka nieźle działała na wyobraźnię.
Ponownie spojrzał na zegarek a potem na leżący na stole telefon komórkowy, który wkurwiająco milczał. Nie pojmował tego. Po to przecież, do jasnej cholery, ktoś stworzył te urządzenie, aby w łatwy sposób i z każdego nie mal miejsca, można się był komunikować z drugim człowiek, a nie dla własnego widzi mi się.
Mógł zrozumieć Jinkiego, bo ten człowiek naprawdę, miał problem z technologią dwudziestego pierwszego wieku. Jonghyun, ten niewyżyty seksualnie dinozaur, jeśli wpadł w artystyczną nie moc to może i faktycznie, zapomniałbym do czego służy komórka, ale Minho? Pan perfekcyjny? Chodzący ideał? To było do niego nie podobne.
-Nie martw się hyung, na pewno zaraz przyjdą. - Lee starał się go nie co uspokoić. Dobrze wiedział, jak nieprzyjemny może być wkurwiony Key.
-Lepiej, aby tak było, bo...
-Tylko mi nie groź pod moją nieobecność.- szatyn podniósł wzrok zastający stojących przy swoim stoliku „zagubionych” przyjaciół.- Na, co się tak patrzysz? Ja wiem, że jestem piękny i penis ci staje na mój widok, ale mógłbyś się nie co opanować. Jesteśmy w miejscu...Ała!- wrzasnął Jonghyun masują pulsujący od uderzenia płat potyliczny- Popierdoliło Cię?! -fuknął na stojącego za sobą Minho. Brunet nic nie odpowiedział, minął go bez słowa siadając obok, nie co wystraszonego Taemina. - Ej! Choi!
-Spierdalaj Jonghyun.- choć wypowiedziane przez niego przekleństwo nie nosiło w sobie ani krzty złości, to jednak chłód jaki ze sobą przyniosło, nakazały jego odbiory nie co zbastować.
-Znowu się pokłóciliście?- Jjong rzucił w jego stronę spojrzenie mówiące wyrazie:” Masz z tym kurwa jakiś problem?”, zajmując miejsce na samym rogu kanapy, tuż przy Choi, choć miejsce obok niego wciąż było wolne.
-Zacznij może od tego Kibum, kiedy oni się nie kłócili.- bąknął wyrazie zmęczony Jinki, opadając ciężko tuż przy nim.
Szatyn uśmiechnął porozumiewawczo, delikatnie poklepując plecy starszego kolegi. Zdaje się, że dzisiaj to on wjebał się w sam środek „sprzeczki” na linii Choi- Kim.
Choi Minho i Kim Jonghyun, znali się jeszcze z czasów liceum. Wszyscy, którzy ich wtedy znali dobrze wiedzieli, ze oni byli takimi przyjaciółmi co się nie lubią, ale jakby przyszło, co do czego jeden za drugim bez wahania wskoczył by w ogień. Natomiast ci, którzy po raz pierwszy mieli z nimi styczność popadali w nie lada „kurewską abarkadabrę”, widzą i słysząc sposób ich porozumiewania i okazywania sobie iście „przyjacielskich” gestów.
Na studiach nie było dużo lepiej. Już pierwszego dnia urządzili niezły pokaz swoich lingwistycznych umiejętności, wprawiając całą uczelnię w osłupienie. Na szczęście nigdy nie stało się jednak tak, że dzieli ze sobą pokój w akademiku, bo na pewno ta część budynku już by nie istniała.
On sam poznała ich jakieś pół roku po rozpoczęciu roku akademickiego. Przyjechał wtedy do Seulu na wymianę studencką i...został w kraju na stałe. Jego rodzice z początki nie co się pienili, ze ich syn zdecydował się żyć z daleka od domu( oni mieszkali w Stanach) ale w końcu oswoili się z tym, dzięki czemu on mógł zacząć żyć tutaj bez większych wyrzutów sumienia.
-Mogę wiedzieć, czemu się spóźniliście?
-Ponieważ ten wielkooki alien zagroził mi, że jak nie oddam w przeciągu trwającej już godziny kolejnego rozdziału książki, to zabierze mi moje ulubione „zabaweczki”. - burknął, wciąż kipiący złością Jonghyun.
-Nie musiałbym tego robić, gdybyś raczył pracować według planu, a nie onanizował się gdy tylko odwrócę wzrok- odparł Minho, rozkładając ręce na całej szerokości kanapy.
-Nie musiałbym tego robić gdybyś pozwolił mi przeruchać kogoś od czasu do czasu! Ja tez mam swoje potrzeby, wiesz o tym?!
-Wiem, takie same jak ja czy oni.- brunet wskazał wzrokiem na siedzących przy stole przyjaciół- Ale czy, któryś nich jęczy jak rżnięty przez psa kot, gdy przyjemne ciupcia musi odłożyć na bok, ponieważ wymaga od niego tego praca? Nie wydaje mi się.
-Jesteś zjebanym, alienem z planety popierdolonych alienów! Ma nadzieje, ze pojawi się w końcu jakiś predator i zmiecie cię z powierzchni ziemi!
-Za nic na świecie byś na to nie pozwolił. - prychnął pewnie Choi, uśmiechając się przy tym perfidnie - Dzięki mnie jesteś tym kim jesteś i masz to co masz. Jeśli mnie zabranie zginiesz marnie... dinozaurku...
-Spierdalaj! Znakomicie poradziłbym sobie bez ciebie.
Może i Jonghyun tak mówił, ale tak naprawdę nie myślał. Zbyt wiele zawdzięczał brunetowi.
Kim może i był znakomitym pisarzem. Nikt tego nie podważał, ale gatunek w którym się namiętnie lubował, nie należał do najbardziej pochwalanych - Jonghyun bowiem pisał erotki.
Ten gatunek nie był zły sam w sobie. Wręcz przeciwnie, dobrze napisany mógł naprawdę nie źle pobudzić ciało i rozbudzić wyobraźnię, a Jjong bez wątpienia tak właśnie pisał. Opisy, bohaterowie, sceneria i dialogi... wszystko było wyważone, przesycone pożądaniem i erotyzmem, czyli takie jak powinno być. Więc w tej kwestii, nie było większego problemu. Sprawa jebała się w motywie przewodnim każdego jego dzieła- „miłości męsko- męskiej”. Bóg jedyny, wie czemu akurat geje stały się dla niego inspiracją, ale się stały i na tym się sprawa komplikowała. Minho o tym wiedział i choć, nigdy tego nie mówił na głos właśnie ze względu na niego, zdecydował się na specjalność edytora- aby ten mógł wypuść na rynek te swoje chore, erotyczne fantazje.
Od samego początku widział bruneta jako redaktora w dziele literatury klasycznej, ewentualnie piszącego głębokie i filozoficzne felietony dla poczytny i szanujących się magazynów i gazet w Korei, ale nigdy nie jako edytora gej-porno książek. Po prostu to do niego nie pasowało i godziło w jego prawdziwe „ja”. Jednak klamka zapadł i na trzecim roku Choi wylądował w grupie, czterookich miłośników słownika języka koreańskiego , zasad ortografii i poprawnej pisowni.
-Czy ja mogę się wtrącić i coś wam zasugerować?- Key oprał się łokciami o stół, zawieszając na nich cały ciężar ciała.
-Nawet jeśli powiem „nie” to i tak powiesz swoje, więc po się idiotycznie pytasz?- burknął Jonghyun, rozwalając się na kanapie.
-Może weźcie się przerżnijcie. - powiedział bezpardonowo i zbędnych ceregieli- Napór spermy w waszych cewkach moczowy uniemożliwia wam normalną konwersację i zalewa mózgi.
-Nie rób ze mnie geja, tylko dlatego że pisze o nich pornosy.
-Przecież nic takiego nie powiedziałem. Zaproponowałem tylko możliwe rozwiązanie dla waszego konfliktu. Poza tym zwykłe obciąganie nie robi z ciebie geja, ale poszerza erotyczne horyzonty i dostarcza materiału na potrzeby książki.
-Wiesz co Key?- Minho przechylił się przez stół, łapiąc szatyna za podbródek- Jeśli już miałbym się z kimś przerżnąć i miałby być to ktoś tej samej płci, bądź pewny, że wybrałbym ciebie a nie tego skamieniałego skrzata.
-Co-o?!- wrzasnął Jonghyun, podrywając się gwałtownie, uderzając się kolanem o nogę stołu- Ja pierdolę, kurwa mać!- syknął pod nosem siadając i masują obolałą kończynę.
-I po huj się tak wyrywałeś. Masz teraz za swoje.- prychnął pretensjonalnie Choi, rzucając szybkie spojrzenie na swojego przyjaciela.
-Spierdalaj!
-Och! Jakie to słodkie. - zapiszczał teatralnie Kibum, trzepocząc zalotnie rzęsami – Gdyby wiedział, ze tak jesteś na mnie napalony, zabrałbym ze sobą kilka gumek i wyciągnął cię tego, jakże „jebiącego czystością” kibla i pozwolił się rżnąć do woli na cuchnącym moczem sedesie.
-Yjułł...- jęknął z obrzydzeniem Jinki, patrząc na nich z wyraźnym obrzydzeniem- Jesteście koszmarni! I do tego demoralizujecie niewinne dzieci.
-Taemin jest tak niewinny jak ja w wieku trzynastu lat.- odparł szatyn prostując się
-Nie chcę tego nawet słuchać- wzbronił się gestem dłoni Lee- Nie jestem na to psychicznie gotowy.
-Ty na nic nie jesteś psychicznie gotowy. Zamknąłeś się w świecie „Shōjo-mangi ” i za nic w świeci nie chcesz go opuścić, a zegarek tyka. Romantyczne miłości to przeżytek.
Dla niewtajemniczonych w świta japońskich komiksów "Shōjo-manga" jest rodzaj mangi przeznaczoną głównie dla dziewcząt. Jej tematem przewodnim jest romantyczna miłość -przeważnie pierwsza- nastolatki, która pomimo przeciwności losu, nieodwzajemnionego uczucia, zawistnej przyjaciółki, sprzeciwu rodziców lub rywalki, jest w imię tej miłości gotowa do największych wyrzeczeń. Na ogół ten rodzaj mangi jest bardzo romantyczny i ma szczęśliwe zakończenie.
-Może dla kogoś kto preferuje coś na „chwilę”, tylko po to aby rozładować nagromadzone napięcie to tak, ale ja tak nie chcę.
-Tylko nie zacznij nam tutaj pierdolić o jebanej Roszpunce z wieży.- prychnął Jonghyun- Takie nie istnieją dla twojej informacji. Kobiety już dawno przestały być „cnotkami- nie wydymkami”, no jeśli nie licząc zakonnic, bo te ślubują wieczną nietykalność swojej błony dziewiczej.
-Teraz będziecie obrażać kościół?
-Nikt tutaj niczego nie będzie obrażał. Wyluzuj. Jesteś ostatnio strasznie spięty, a przez to strasznie irytujący.
-Jonghyun zjedź z niego.- wtrącił się Minho- Jeśli chce szukać księżniczki niech jej szuka. Nic ci do tego.
-A ty coś się zrobił takim obrońcą anorektyków seksualnych.
-Po porostu mam dość twojej głupiej gadki i ciągłego mielenia ozorem.
-Nie mieliłbym nim tak gdybyś nie zamknął mnie w złotej klatce abstynencji i pozwolił go włożyć gdzie nie gdzie.
-Nie chcę się wtrącać, ale od dłuższego czasu wszyscy się nam przyglądają- mruknął nieśmiało Taemin.
-Czyli standard.- westchnął Jinki, krzyżujące ręce na piersiach.
-Znowu coś ci się nie podoba?- syknął Jjong
-Nie skądże znowu. Jak zwykle tylko ty nie widzisz problemu.
-Co to miało znaczyć Minho?
-Ej! Spokój mi tutaj!- Key wszedł między dwójkę przyjaciół, nie chcąc dopuścić do niepotrzebnego rozlewu krwi- Mieliśmy się dobrze bawić a nie jeździć po sobie nawzajem.
-Ja się tam zawsze dobrze bawię.- szepnął cichutko Taemin, przytulając się do ramienia Minho.
Choi spojrzał na niego i z niebywałą czułością poczochrał, te rozwiane na wszystkie strony blond kosmyki, wywołując nieśmiały śmiech z ustach młodszego.
Młodszy Lee raczej nie był gejem, ponieważ - jak wynikało z jego obserwacji- jedynym facetem który go kręcił był Choi i za nic w świecie nie wcisnął by mu kitu, że było inaczej. Właściwie to się wcale temu nie dziwił. Minho był ucieleśnieniem wszystkich kobiecych marzeń i pragnień- był wysoki, przystojny, umięśniony i wykształcony. Do tego taktowny i zawsze grzeczny wobec kobiet, osób starszy stanowiskiem i starszych w ogóle od siebie. Może nie mówił zbyt dużo, ale to było właściwie jego zaletą, zwłaszcza w oczach płci pięknej. Był cierpliwi i opiekuńczy- idealny mąż i ojciec. Więc jak to możliwe, ze wciąż był sam? Kto wie...może nie był jeszcze gotów, na coś poważnego? Może się tego bał? A może po prostu czekał na właściwa ku temu osobę. Powodów mogło być wiele, ale na pewno nie należał do tego kariera. O nie. Choi nie był typem karierowicza, nic z tych rzeczy.
Jednak powracając do zauroczenia Taemin, Minho- podejrzewał, ze oprócz tych wszystkich idealnych cech jakie posiadał brunet, może tutaj chodzić jeszcze także o jego niezwykłe podobieństwo do mangowych postaci, które zawodowo rysował. Bowiem podobnie jak Jinki, Tae pracował w wydawnictwie mangi, tyle że w przeciwieństwie do starszego on zajmował się mangą Yaoi. Może brzmieć to dość niewiarygodnie, biorąc pod uwagę jego wygląd i sposób zachowania, ale to tylko pokazuje jak bardzo pozory mogą mylić.
-To co teraz? Pijemy coś czy kończymy imprezę i się rozchodzimy?- mruknął Jinki, czując ze robi się co raz bardziej senny.
-No raczej, ze pijemy. Nie po to prawie spaliłem klawiaturę komputera aby teraz nic z tego nie mieć.- odparł Jonghyun, podnosząc się- Dla każdego to co zawsze?
-Stawiasz nam dzisiaj?- spojrzał na niego z niedowierzaniem Minho- To do ciebie nie podobne. Zawsze zerujesz na nas.
-Spieprzaj Choi. Znudziła mi się rozmowa z tobą.
-To czemu wciąż ja prowadzisz?
-Dobra, chodź. Idę z tobą.- Lee podniósł się ociężale i chwytając Kim pod ramie zaciągnął go w stronę baru.
-Ty nigdy nie odpuścisz, co Choi?- zaśmiał się Kibum, śląc Minho pełne rozbawienia spojrzenie. Ten tylko wzruszył ramionami, uśmiechając się iście szatańsko...
---------------------------------------------------------
*Kirke! Spokojnie to nie jest ostatni, ostatni rozdział ;) Chodziło mi o to, ze to jest ostatni rozdział jaki się ostatnimi czasy w ogóle pojawił :) Nie zaprzeczam jednak, że "Łóżko..." zbliża się pomału ku końcowi, ale to na pewno nie nastąpi jeszcze przez najbliższe dwie notki. Za dużo mam wam do powyjaśniania ;) Więc, spokojnie, oddychaj.... :)
20:33:29 21/01/2012, Lilyth [Powrót] Komentuj
» 23:15:45 22/01/2012
77-255-226-195.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.226.195
» 20:05:45 22/01/2012
77-255-226-195.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.226.195
» 17:28:34 22/01/2012
77-254-148-85.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.254.148.85
» 00:35:25 22/01/2012
host-89-228-74-110.olsztyn.mm.pl | brak www IP: 89.228.74.110
» 23:41:06 21/01/2012
77-255-226-195.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.226.195
» 22:25:03 21/01/2012
host-89-228-74-110.olsztyn.mm.pl | brak www IP: 89.228.74.110