Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Rozdział XX

Rozdział XX


Moje kochane :)

Nie macie pojęcia, jak bardzo się cieszę, że tak dzielnie trwacie przy tym opowiadaniu. Dla mnie nie ma nic bardziej motywującego do pisania go, jak wasz ciągła obecność i chęci, aby wiedzieć co będzie dalej.

Nim zaczęłam pisać ten rozdział, musiałam raz jeszcze przeczytać całość, ponieważ nie chciałam niczego przeoczyć, a namieszać. Jak zapewne sie domyślacie ta notka będzie poniekąd notką kulminacyjną i wyjawi z 90% tajemnic, które przed wami ukrywała przez ostatnie 19 rozdziałów :)

Pewnie teraz zapytacie z pozostałymi 10 %? He he... tak wiem, że jestem wredna, ale nie mogła wyjawić przecież wszystkiego od razu, prawda? :D Po za tym nie jestem jeszcze w pełni gotowa by rozstać się z tą pracą na dobre, więc musiała zostawić sobie jeszcze jakąś jedna furtę ;)

W tej chwili jestem w trakcie pisania ostatniego rozdziału. Nie wiem czy dodam go jeszcze w tym tygodniu czy na początku następnego. ( mam cztery egz na uczelni w ten weekend, a jeszcze nic do niech nie zaczęła robić ;p) Mam nadzieję, że wytrwacie jeszcze troszkę :)

Z mojej strony na tą chwilę to wszystko :) Dziękuje za waszą cierpliwość i ciągłą obecność :)

Lilyth




ŁÓŻKO W PARYŻU
Rozdział 20


Nie lubił konspirować, nawet jeśli chodziło ogólne dobro. Więc, czemu się na to zgodził? Kto to wie. Może miał dość całej tej pogmatwanej sytuacji sięgającej jeszcze czasów szkoły średniej, a może chciał po prostu aby jego przyjaciele w końcu byli szczęśliwi.
Gdy Minho do niego zadzwonił w południe i poprosił, o nie co opóźnienie powrotu Kibuma do domu, zgodził się to zrobić. Oczywiście, ze to zrobił. Co prawda nie zapytał się po co ta cała szopka, ale uznał że nie musi. Domyślał się.
Podjechał pod wieżowiec, nie wjeżdżając jednak na parking.
-Co jest Minee?- szatyn spojrzał na niego ze zdziwieniem, zauważając że ten zatrzymał się awaryjnie na środku ulicy.
-Przepraszam hyung, ale przypomniało mi się, że obiecałem Jinkiemu, że odbiorę go z pracy i pojedziemy jeszcze do sklepu. Marudził mi coś o jakimiś super ekstra wyprzedaży udek z kurczaka czy czegoś takiego.
-To faktycznie sprawa wagi państwowej – zaśmiał się Kim.
-Wybacz.
-Nic się przecież nie stało. Do zobaczenia w takim razie później. - Key wyszedł z auta, uśmiechając się ciepło- Udanych udkowywch łowów.
-Dzięki. - Taemin odwzajemnił uśmiech wyłączając światła, włączają kierunkowskaz i zawracając na linii ciągłej.
-Jak ten dzieciak zdał prawo jazdy...- szepnął do siebie szatyn, kiedy samochód należący do Lee oddalił się.
Poprawił kurtkę i torbę, kierując się w stronę budynku. Na panelu przy drzwiach wystukał kod, drzwi automatycznie otworzyły się i ciepło uderzyło go w twarz. Stróżując akurat w holu strażnik skinął głowa na jego widok, powracając do czytania gazety.
Skierował się do widny, na którą na szczęście nie musiał długo czekać. Metalowa kabina zawiała go prosto na czwarte piętro nie co irytującym dzwoneczkiem oznajmiając koniec trasy docelowej. W drodze do mieszkania, zaczął przeszukiwać torbę w celu odnalezienia kluczy. Przez chwilę przestraszały się, że zostawił je w pracy, ale na szczęście był to tylko chwilowy atak serca.
Z pęku kluczy jaki posiadał wybrał, nieduży złoty i wsunął go w zamek. Nim jednak go przekręcił rzucił okiem na przywieszoną do niego wieżę Eiffla. Jego marzenie. Szybko jednak odtrącił to wciąż bolące wspomnienie i przekręcił klucz. Drzwi cichutko skrzypnęły. Wszedł do środka, od razu zauważając bladą łunę światła na podłodze, która musiał wypadać z kuchni. Rozejrzał się po wieszakach a potem po butach. Rozebrał się kierując bezpośrednio do pomieszczenia z którego dochodziło światło.
-Cześć.- przywitał się, zauważając nie mal od razu, ze coś jest nie tak.- Coś się stało?
-Zbyt wiele Kibum- odparł nie co przerażająco Jonghyun, który stał oparty plecami o kuchenny blat
-To znaczy? Jay coś narozrabiał?
-Nie.- odezwał się spokojnie Minho- Ale musimy poważnie porozmawiać.- Serce szatyna automatycznie przyspieszyło. Wcale mu się to nie podobało. Miał bardzo złe przeczucia.
-O czym?- jęknął, czując napełniający go strach.
-O wielu rzeczach...- Jjong usiadł obok Choi przy stole, gestem dłoni wskazując aby on usiadł. Zrobił to, nawet bardzo chętnie. Jego nogi był już jak z waty.
-Nie musisz się bać.- brunet musiał zauważyć panikę w jego oczach, bo chwycił go przez stół za dłoń, delikatnie się uśmiechając- Bo to właściwie zaczęło się dziać jeszcze nim, weszłaś na stałe w nasze życie.
-Nie rozumiem.
-Chyba już wystarczająco długo tak pięknie graliśmy Kibum, nie jesteś tym zmęczony?
-Nie wiem o czym mówicie- bronił się, ale marnie. Zaradził go jego własny głos, który drżał jak gitarowa struna.
-To może w takim razie inaczej. -Choi, spojrzał na Jonghyun, który skinął lekko głową- Co byś powiedział, na mały powrót do przeszłości? - zza pleców Minho wyjął granatowy, szkolny album ze złotym lwem na przedzie- Na przykład do czasów, kiedy Ty, ja i Jjog chodziliśmy do jednego liceum?



Siedzieli w przytulnej małej kawiarence upajając się smakiem gorącej kawy. Oprócz nich był tam jeszcze jakaś starsza para wyraźnie świętując kolejny rok wspólnego pożycia. Nieśmiałe muśnięcia dłoni o dłoń, szeptane czułe słowa, wzrok pełen uwielbienia... czysta miłość.
-Czy my tez kiedyż tacy będziemy?- bąknął nagle Taemin
-Kto wie...
-Chciałbym... bardzo...
-To na pewno tak będzie.
-Wierzysz w to? Że zawsze będziemy razem? Ze nic nas nigdy nie rozdzieli?
-Taeminiee...- Jinki chwycił go za dłoń i delikatnie ją ścisnął- Dlaczego ktoś miałby nas rozdzielić? Jesteś coś o czym nie wiem?
-Nie hyung, nie ma! - młodszy potrząsnął energicznie głową, zdając sobie sprawę jak mogło zabrzmieć to co powiedział.- Ale obydwoje dobrze wiemy jak zbudowany jest ten świat. Ludzie są okrutni, kłamliwi i zawistni jeśli chodzi o miłość, potrafią mieszać i ranić w imię lepszego samopoczucia...
-Skarbie, tak długo jak będziemy sobie ufać nic takiego się nie stanie. Nic ani nikt między nas nie wejdzie.
-Obiecujesz?
-Oczywiście.- Onew, dotknął jego policzka, gładząc go delikatnie kciukiem- Masz moje słowo.
-Kocham Cię hyung.
-Ja ciebie też cukierku, jak nikogo innego na świecie...



Patrzył tempo na złoty emblemat jego byłego liceum wyryty w granatowej tekturze książki. W głowie miał istnymi „misz - masz” . Tysiąc myśli na sekundę przelatywał między prawą a lewą półkulą i żadne nie był ze sobą zgodne. To wszystko działo się za szybko.
-Kibumiee...nie złość się na nas, że udawaliśmy, że cię nie pamiętamy.- zaczął cicho Minho- Ale to dlatego, że po tamtej nocy po prostu zniknąłeś zarówno ze szkoły jak z naszego życia...

Słyszał to co brunet do niego mówił, ale nie przyswajał tego w pełni. Boże! Jak on pragnął z tamtą uciec.

-Wtedy nie wiedzieliśmy czemu uciekłeś...- pałeczkę przejął Jonghyun-...snuliśmy różne teorie spiskowe, ale żadna nam do ciebie nie pasowała. Wtedy z „pomocą” przyszły nam nasze „kochane” rodziny ...
-...ale było już za późno, choć minął tylko tydzień o tamtej nocy. Rok szkolny dobiegł końca a ty zniknąłeś...- wtrącił się Minho
-Przez prawie pół roku szukaliśmy cię, jednak bez skutku. Po prostu rozpłynąłeś się.- dokończył Jonghyun, spoglądając na niego po raz pierwszy odkąd wszedł do kuchni- Aż tak nas znienawidziłeś?

Słuchał tego. Chłonął każde słowo, czując, że robi mu się co raz słabiej. Powietrze zaczynało go dusić...

-Wtedy... w tym pokoju na poddaszu...- odezwał się cicho brunet-... myśmy na prawdę tego chcieli, chcieliśmy ciebie, chcieliśmy być bliżej ciebie... to nie była żadna gra z naszej strony...
-Kibum, powiedz coś na miłość boską!- jękną Jonghyun
- Kiedy się wtedy obudziłem i wybyliście obok mnie...- zaczął cicho- czułem się naprawdę szczęśliwy. Po raz pierwszy od dawna było mi tak lekko. - podniósł wzrok – Cała noc przeleciał mi przed oczami, wszystko to co robiliśmy i jak to robiliśmy. Wasz dotyk i smak ust, słowa i gorące oddechy, które mieszały się z moim własnym, to wszystko wróciło niezwykle łatwo. Czułem się cholernie zawstydzony nie tylko dlatego, że robiłem to z wami i że robiłem to po raz pierwszy, ale dlatego, że tak beznadziejnie tego potrzebowałem- czyjegoś ciepła i bliska. Ale moje zażenowanie zniknęło i pojawiło się szczęści, gdy tylko spojrzałem na was. Przez ułamek sekundy pomyślałem, ze może jednak zasługuję na bycie szczęśliwym. Kim Kibum zamarzył sobie o odrobinie szczęścia- prychnął Key ironicznie- Jednak bardzo szybko Najwyższy przypomniał mi o swojej wyższości i mojej naiwności. Zadzwonił telefon któregoś z was, odkryłem, ze należał do ciebie Jonghyun i cały czar prysł. Znowu stałem się brudnym, zasmolonym Kopciuszkiem, z dynią pod pachą i szeregiem myszek zamiast pięknych koni. W tamtej chwili zapragnąłem zniknąć i właściwie prawie mi się udało. „Prawie”, po po siedmiu latach ni stąd nizowąt pojawiliście się w tym barze, jak gdyby nigdy nic burząc cały mój spokój, przynosząc ze sobą ten cały syf od którego tak usilnie starałem się uciec. Bóg jak zwykle brutalnie przypomniał mi o tym kto tutaj jest szefem a kto tylko marnym, szarym pracownikiem...
-Po twoim zniknięciu nam też nie było łatwo – Jonghyun podniósł się podchodząc do okna – Nasi ojcowie postawili nam ultimatum, którego nie zdecydowaliśmy się spełnić. Zostaliśmy bez niczego. Wszystko budowaliśmy od nowa.
- I z tego co widzę udało się wam.
-Udało się nam się tylko pokończyć szkoły, znaleźć dobre prace i kupić to mieszkanie. -Minho skrzyżował ręce na piersiach- Ale nie to było naszym celem...tutaj chodziło o coś więcej.
-Błagam was nie mieszajcie mnie w to.- jęknął Key, zaciskając dłonie na materiale spodni, spuszczając głowę -Dzień w którym twój ojciec Jonghyun pojawił się w moim domu, co prawda nie wiedziałem jeszcze wtedy, ze nim, stał się chyba najgorszym dniem w całym moim życiu. Każde jego słowo wypowiadane do mojej matki w obecności człowieka, którego miałem za jedynego, prawdziwego dawcy nasienia wbijały się we mnie bardzo głęboko i brutalnie. W ułamku sekundy moja tożsamość została zmiażdżona i zastąpiona zgniecioną i zaplutą kartką z napisem „bękart”. Potem jeszcze doszedł ten nasz cały seks po którym wyszło, że poszedłem do łóżka z... no nie ukrywajmy z „bratem”, wcale nie polepszył mojego stanu...
-Nie chciałem aby aby on zniszczył ci rodzinę.- szepnął Jjong, ukrywając usta za dłonią.
-Nie miałeś na to wpływu Jonghyun. Jadnak nie będę ukrywał, że poranek w którym odkryłem, że ty i jak jesteśmy spowinowaceni, wzbudził we mnie mieszane uczucia, a właściwie same najgorsze.
-Pomyślałeś, ze się tobą zabawiłem na jego życzenie, prawda?
-A co ty byś pomyślał?
-Pewnie to samo.
-Sam rozumiesz, teraz.
-Wciąż tak uważasz?
-Nie wiem Jjog. - Key pokręcił głową- Chciałbym tak nie uważać, na prawdę, ale postaraj się mnie zrozumieć. Moje całe życie rozpadło się na tysiące kawałków, które do dzisiaj zbieram i sklejam. Kładąc się co wieczór modlę się o to, abym po otwarciu oczu rano był u siebie w domu i aby ojciec żył, aby te ostatnie siedem lat nie miały racji bytu...



Chodź mróz nieźle szczypał w policzki im to nie przeszkadzało. Idą teraz parkowa aleja wsłuchiwali się w swoje skrzypiące na śniegu kroki i cichnąc za nimi odgłosy miasta.
Dawno nigdzie nie wychodzili tylko we dwoje. Ostatnie trzy miesiąc upływały im pod sztandarami pracy, tak więc praktycznie w ciągu dnia się nie widywali a wieczorami marzyli jedynie o miękkiej poduszce. Dzisiaj jednak było inaczej.
Kątem oka spojrzał na Taemin, który szedł tuż obok niego wyrazie zauroczony zimowym krajobrazem. Pomimo swoich dwudziestu czterech lat jego chłopak wciąż zachwycał się tym wszystkim czym zazwyczaj zachwycają się dzieci- zimnym śniegiem czy gorącym pisakiem na plaży. Ale to właśnie było to co najbardziej go w nim urzekało.
-Nie uważasz hyung, że zima jest wyjątkowo piękna w tym roku?- odezwał się nagle blondyn.
-Każdego roku tak mówisz Taeminee...
-Wiem, ale co roku wydaje mi się jeszcze piękniejsza. Czy to znaczy, że się starzeję?
-Nie bądź nie mądry.- Jinki objął go ramieniem, przysuwając bliżej siebie- Ty się nigdy nie zestarzejże. Jesteś na to za mądry.
-Nie rozumiem- młodszy spojrzał na niego pytająco
-Oczywiście, że nie bo dla ciebie to jest normalne- postrzeganie świata w ten sposób.
-W jaki sposób?
-Jako miejsce, które wciąż nosi w sobie tajemnicę i zachwyca pięknem.
-Bo tak przecież jest hyung! - Taemin zatrzymał się uwalniając z objęcia Jinkiego, rozpościerając ramiona i obracając się wokół własnej osi- Tutaj cały czas jest coś co jest warte odkrycia. Świat kryje sobie tyle fantastycznych rzeczy. Aż szkoda ich nie odszukać, aby uczynić swoje życie cudowniejszym i piękniejszym.
-Właśnie o tym mówię cukiereczku.- Onew wyciągnął w jego stronę dłoń, która ten od raz pochwycił- Jesteś za mądry aby się ze starzeć. - dotknął dłonią jego zaróżowionego policzka, delikatnie gładząc go kciukiem
-A ty hyung? Też uważasz, że świat to piękne miejsce, prawda ?
-Pojęcie piękna jest pojęciem względnym. - Jinki uśmiechnął się, kładąc mu dłonie na ramionach- To co dla jednych może być piękne dla drugich nie koniecznie.
-To znaczy, że nienawidzisz tego świata?- na twarzy Taemin pojawił się wyraźny smutek
-Skarbie, jak mam nienawidzić miejsce, które dało mi Ciebie? Ty jestem dla mnie tym całym pięknem tego świata. Jesteś moją nieśmiałą i niosącą nadzieją wiosną, ciepłym i pełnym słońca latem, kolorową jesienią i czystą zimą. Każdego dnia uczę się ciebie i naszej miłości od nowa i każdego dnia dowiaduję się czegoś nowego, co utwierdza mnie w przekonaniu u twojej niezwykłości i unikalności.
-Hyung...- szepnął cichutko blondyn, czując zbierające się pod powieką łzy
-Tylko mi nie płacz głuptasku. - Jinki chwycił go za podbródek, chcąc zmusić aby na niego spojrzał- Nie chciałem doprowadzić cie do płaczu.
-Jestem po prostu szczęśliwy hyung... Tak bardzo szczęśliwy...



Cisza która zapadła między nimi była na prawdę dusząca, aż chciało się po prostu wstać i pootwierać na oścież wszystkie okna. Ale wiedzieli, ze to by i tak nic nie dało. Ta cala gorąc nie wsiała w powietrzu ale był w nich, co było jeszcze gorsze.
Zamarzył o nieproszonych gościach albo nagłym, pilnym telefonie, który ukrócił by jego agonię. Jednak jak wiadomo takowe rzeczy zdarzają się tylko wtedy gdy nie powinny.
-Kibum...- niczym sztylet ciszę przeciął głos Minho-...wiem, że to nic nie zmieni, ale jest nam bardzo przykro za to wszystko co cię spotkało.
-Przecież nie mieliście na to żadnego wpływu, taka moja beznadziejna karma. Przyzwyczaiłem się do tego.
-Już nie marzysz o Paryżu?
-Skąd o nim wiecie?!- nie mal wykrzyknął
-Od Twojej przyjaciółki.- odparł spokojnie Choi
-Sonji??
-Tak. - Jjong siknął głową.
-Ale jak? Przecież nigdy się spotkaliście...nie rozmawialiście...- jego umysł szalał
-Sonja była dalszą kuzynką Minho. Jako małe dzieci bawili się na jednym podwórku, potem jej matka ponownie wyszła za mąż i kontakt się urwał.
-Ale przecież w liceum...
-Nie wiedziałem, że ona to TA Sonja. Dopiero w barze, tamtego dnia kiedy wdaliśmy się w bójkę zauważyłem na jej szyi zawieszonego na rzemyku słonika. - wyjaśnił brunet, ani na chwilę nie przestając patrzeć się w oczy szatyna.- Dałem go jej kiedy opuszczał stolicę. Przepraszam, że ci tego wcześniej nie powiedziałem...

To było chyba jakiś żart! Chory sen! Ktoś go wrabiał! To nie mogła być prawda, nie jego Sonja... To musiała być jakaś pomyłka...Przecież ona by go nie okłamała...Zawsze mówił mu prawdę...

-Nie win jej, ze ci nie powiedziała, chciał ci powiedzie, ale ją wyprosiłem aby tego nie robiła. - mruknął Minho, zupełnie jakby czytał w jego wmyślach
-Powiedziałeś jej o nas?- nie mógł uwierzyć, ze to „o nas” tak łatwo przeszło mu przez gardło.
-Powiedziałem jej wszystko. Chciałem aby miała jasność sytuacji i nie uznała, ze moja prośba o okłamanie ciebie jej jakimś moim kaprysem.
-Bardzo długo nie chciał się zgodzić.- wtrącił się Jonghyun- Ale w końcu ulegał, choć z ogromnym bólem. Jeśli mam być szczery to po raz pierwszy w życiu widziałem tak głęboki smutek na czyjejś twarzy.
-Wiedziałeś o tym, że ona Cię kochała, prawda? - brunet chwycił go nie śmiało za rękę.
-Oczywiście, że wiedziałem.
-A ona wiedziała, że nie odwzajemniasz jej uczucia, a bynajmniej nie tak jak ona by tego chciała- Key skinął głową- To przez nas, mam rację?- Minho ściszył głos- Gdyby nie my, kto wie... może żyłbyś z nią teraz szczęśliwy...
-Nie sądzą.- Kibum podniósł wzrok, cofając dłoń, która brunet przez ten cały czas delikatnie ściskał- Poznałem ją jeszcze nim się ze sobą przespaliśmy i już wtedy moje uczucia do niej były jasne. Tamten seks nie miał z tym nic do rzeczy.
-Szkoda, że tego nie wiedziała, kiedy demolowała nam dom- mruknął Jonghyun.
-Pokazała wam swoje pazurki ?- nie potrafił się delikatnie nie uśmiechnąć kiedy o to pytał.
-Chciałeś powiedzieć, że szpony chyba.- prychnął Jjong, krzyżując ręce na piersiach- Ja zawsze wiedziałem, ze rodzina Choi jest nie co niezrównoważona, ale ona była zdrowo walnięta. W tym swoim dziwnym ataku szału zbiła moją ulubioną lampkę z Kamasutrą- prezent o kolegów z pracy.
-Nie przesadzaj. Przecież przeprosiła na drugi dzień.
-I co mi było po jej przeprosinach, skoro moja Kamasutra była w śmietniku? Matko, żebyś ty widział Kibum, jakie piękne cienie ona rzucała nocą na ściany...ahh...piękne...- zamruczał rozmarzenie starszy.
-Tylko mi się tutaj nie rozmarzaj, bo ci znowu stanie...
-Spadaj!- Szatyn zakrył usta dłonią aby nie wybuchnąć śmiechem. - Nie śmiej się!- Jonghyun oburzył się- Współczułbyś mi lepiej! Widzisz jaki ja mam ciężki żywot z tym facetem.
-Wczoraj w łóżku mówiłeś coś innego.
-To chyba oczywiste, nie? Potrzebowałem abyś był bardziej wydajny...
Tego już Kibum nie wytrzymał. Głośny śmiech wydobył się z jego ust. Po raz pierwszy był tak szczery.
-Tak zdecydowanie lepiej.- Choi spojrzał na niego ciepło.
-Co-o?- Key automatycznie zamilkł
-Minho chodzi o to, że jesteś dużo bardziej uroczy gdy się uśmiechasz i się śmiejesz. -wyjaśnił Jonghyun- W szkole był to dla nas znak- zobaczenie twojego uśmiech tuż po wejściu do tego śmierdzącego wiedzą budynku- że zapowiada się na prawdę całkiem nie zły dzień.- na te słowa jego serce zaczęło walić z siłą młota a policzki oblał blady rumieniec. -Nie miałeś o tym pojęcia, mam rację Kibum?

Oczywiście, ze nie miał o tym pojęcia! Niby jakim cudem miał mieć? Oni byli kimś a on nikim. Mógł marzyć, ale nigdy nie wierzyć, że marzenie się spełni. To był nie zgodne ze „statusem quo”.

-Wiemy jak to brzmi... -odezwał się Minho, wyraźnie chcąc przerwać ciszę jaka znowu się między nich wkradła-...ale bardzo nas fascynowałeś. Był zupełnie inny niż ci wszyscy ludzie, którzy nas otaczali... Byłeś w stu procentach prawdziwy, w żaden sposób nie zarażony sztucznością i obłudą...Właściwie wciąż jesteś...

No i co on miał teraz powiedzieć? Że też go fascynowali, ale jedyne co mógł zrobić to sekretnie się im przyglądać? Ze nim się zorientował podziw przerodził się w uczucie, które zdeterminowało cale jego życie? To była jakaś porąbana, grecka tragedia...

-Nie ukrywamy, że było fajnie gdybyś coś powiedział...- mruknął Jonghyun
-Kiedy ja...- zaczął czując gulę w gardle-... kiedy ja nie wiem co mam powiedzieć- wyrzucił z siebie- To wszystko dzieje się tak szybko...- dodał- Ledwo przebrnęliśmy przez jedno, zraza wpadamy w drugie a teraz jesteśmy już przy trzecim. Nie wiem czy jestem gotowy na czwarte...
-Nie musimy przecież ze wszystkim dzisiaj rozmówić. - zapewnił go Minho- Nie o to chodzi...
-Wiem, ale... chyba chcę to mieć już za sobą... chcę zostawić tamtego, osiemnastoletniego Kim Kibum za sobą i w końcu móc być tym dwudziesto sześcioletnim Kim Kibumem.
-To wszystko na prawdę, rozjebało ci życie...- westchnął smutno Jjong, siadając na powrót koło bruneta.
-Dość...- Key uśmiechnął się słabo-...ale zdaje się, ze dostałem szanse na sprostowanie i zamierzam z tego skorzystać. Jestem już zmęczonym tym wszystkim.
-To może teraz ty pytaj. Postaramy się odpowiedzieć na każde twoje pytanie- zaproponował Minho, wplatając swoje place w place Jonghyun. Widząc to, coś zakuło go w klatce.
-Najpierw jednak pozwólcie, że poskładam to wszystko co tutaj wypłynęło, tak dla jedności....- obaj mężczyźni skinęli zgodnie głowami- Czyli tak... ja i ty Jonghyun, jesteś braćmi i spaliśmy ze sobą a Sonja, moja przyjaciółka była daleką kuzynką Minho.- cały czas uważnie przyglądał się Choi i Kimowi, którzy tylko przytakiwali głowami- W barze rozpoznaliście mnie, ale woleliście udawać, ze tak nie jest, a w liceum nie byłem wam obojętny...
-Mniej więcej tak to teraz wygląda.- skwitował po dłuższej chwili Jonghyun- Jakie masz w takim razie pytania?
-Czy idąc ze mną do łóżka, widzieliście a właściwie ty Jjong wiedziałeś, ze jesteś moim bratem?
-Nie. Nie miałem, pojęcia. Dowiedziałem się przypadkiem. Podsłuchałem rozmowę twojej matki i mojego ojca, dzień po tym jak spędziliśmy ze sobą noc. Była u nas w domu.
-Czego chciała?
-Aby mój ojciec uznał cię za syna, dzielił zyskami z firmy i wciągnął do testamentu.
-Niech zgadnę... Nie zgodził się.
-Oczywiście, ze nie.
-Ale moja matka, tak łatwo nie odpuściła prawda?
-Muszę przyznać, ze nie zła był. Po raz pierwszy mój ojciec miał takiego godnego siebie przeciwnika w negocjacjach. Walczyła jak lwica.
-Ale przegrała.
-W bitwie o firmę i testament tak, ale wyciągnęła, coś co bardzo rozwścieczyło mojego ojca.
-Co to było takiego?
-Nim Ci powiem, najpierw pozwól, że powiem ci coś jeszcze.- Key poczuł jak znowu jego serce przyspiesza- Nasze rodziny są ze sobą bardziej spowinowacone niż ci się wydaje.
-Jak to... bardziej?
-Nie wiem czy wiesz, ale matka Minho to siostra twojego świętej pamięci ojca.
-Hę?!
-Nie patrz tak na mnie, ja tez byłem w szoku.- Choi wzruszył ramionami.
-Jezu Chryste! To jakaś paranoja!- szatyn nie mógł uwierzyć w to co właśnie usłyszał. To się nazywała „rodzinna abrakadabra”...
-Wierz mi to nawet lepsze niż „Moda na sukces”- zapewnił Kim
-No dobra, a co z tym szantażem mojej matki?
-Pamiętasz powiedzieliśmy ci o tym, ze zaczynaliśmy wszystko od nowa?- wtrącił się Minho, na co Kibum skinął głową- To właśnie przez twoja matkę.
-Nie rozumiem.
-To był czas kiedy jak i Jonghyun byliśmy ze sobą ale jeszcze nie tak jak teraz. To przyszło trochę później, ale to nie istotne teraz. Chodzi o to, że twoja matka wiedziała o tym, że...
-....Ojciec Choi i moja matka mieli romans, którego cudownym owocem jestem ja.- dokończył Jjong, kreując kolejną ciężką ciszę...



Miasto nocą miało swój urok.
Miasto nocą, po białą, puchową pierzyną było jeszcze cudowniejsze...

Stali na balkonie wierzy widokowej z zachwytem wpatrując się zaśnieżoną stolice. W międzyczasie, śnieg zaczął leniwi prószyć dorabiając im tym romantyczną atmosferą. Cichutka muzyka jaka grała z podwieszanych głośników mieszała się z grantem nieba i zimnym puchem, nieświadomie rozgrzewając ich od środka.
Cały ten czas Taemin stał tuż obok niego, kurczowo trzymając dłoni. Mimo mrozu i braku rękawiczek była na prawdę gorąca. Czyżby dlatego, ze była bliżej serce?
-Jestem ci naprawdę bardzo wdzięczny hyung.
-Za co Minee?
-Że pomimo, tego że bardzo mnie kochasz pozwalasz mi robić rzeczy, które kocham.
-Miłość przecież na tym polega, prawda? Kochać, ale nie ograniczać. Nie ma nic gorszego niż hodować zwiędnięty kwiat.
-Wiesz czego mi bardzo brakowało jak byłem w Stanach?- Jinki pokręcił głową- Tego właśnie.
-Widoku miasta?
-Nie.- Lee zaśmiał się – Ciebie i mnie... Naszych splecionych dłoni i tego gorąca, które one emitowały...
-Taa... mnie też tego brakowało, ale uważam, ze było warto. Jesteśmy teraz dużo silniejsi i pewniejsi swoich uczuć.
Onew chwycił młodszego za ramiona i odwrócił twarzą do siebie. Wierzchem dłoni dotknął jego policzka uśmiechając się ciepło. Taemin chwycił go za muskającą jego policzek dłoń i przytrzymał, ani na chwilę nie przerywając ich kontaktu wzrokowego.
Jinki bardzo długo myślał nad tym kiedy pewien to zrobić i jak chwila będzie odpowiednia. Jednak stojąc tutaj z nim i mają go tuż obok pojął, ze to nie ma znaczenia. Kochał go i to było najważniejsze. Tak samo było przecież z ich „pierwszym razem”. Gdy przyszedł na niego czas po prostu o tym wiedzieli, wiedzieli, że to jest ten moment i że obydwoje tego chcą...
-Taeminee...- młodszy posłała mu pełne zaciekawienia spojrzenie. Drżącą dłonią wygrzebał kieszeni małe pudełeczko. Nosił je tam od przeszło półtora miesiąca, czekając na ten odpowiedni czas.- Chcę cię o coś poprosić.- Taemin zmarszczyło patrząc to na swojego chłopaka to na trzymane przez niego czerwone pudełeczko- Dobrze wiesz, ze nie jestem dobry w całych tych miłosnych monologach, więc powiem to prosto...- otworzył wieczko, ujawniając kryjący się pod nim srebrny pierścionek-...Czy zgodzisz się zostać ze mną już na zawsze?



All chapters: I ,II,III ,IV ,V ,VI ,VII ,VIII ,IX ,X ,XI ,XII ,XIII , XIV ,XV ,XVI , XVII , XVIII , XIX


15:09:27 25/01/2012, Lilyth [Powrót] Komentuj


hellobaby

» 15:45:18 26/01/2012
77-254-146-108.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.254.146.108

Też przeczytałam to jeszcze raz i zauważyłam, że zapomniałam o tym, że matka Choi i ojciec Key to rodzeństwo.. ale to nadal nic nie zmienia , bo rozrysowałam to jeszcze raz XD
Bo wychodzi na to, że 'ojciec' Jonga jest tak naprawdę ojcem Kibuma, a Pan Choi to ojciec Minho i Jonghyun'a.
CHYBA, że dajmy na to ojcem Kibuma jest Pan Choi to cała trójeczka jest rodzeństwem. Pewne jest tylko, że zmarły 'ojciec' Kibuma, był wujkiem Minho. XD
Olaboga. Tak sobie myślałam, że nie zdziwiłabym się, gdyby ojcem Jay'a był Pan Choi, skoro to taki płodziciel XD

Ale czekam na wyjaśnienie sprawy i powodzenia na egzaminach : D

Kami

» 13:09:21 26/01/2012
host-89-228-74-110.olsztyn.mm.pl | brak www IP: 89.228.74.110

Tak, to znowu ja. Ejj przeczytałam to jeszcze raz i w sumie mi wyszło, że w takim razie Key i Jjong nie są braćmi! Bo przecież skoro tata Choi i mama Jjong to rodzice Jonghyuna, to jego 'ojciec' który jest ojcem Kibuma nie jest jego ojcem :D No i Jjong nie jest cz Key połączony więzami krwi tylko jest bratem Choi :D

Kami

» 03:38:59 26/01/2012
host-89-228-74-110.olsztyn.mm.pl | brak www IP: 89.228.74.110

To jak już się chwalimy ile mamy egzaminów, to je jeden mam w niedziele taki z trzech semestrów i jest to full teoria. Wcześniej piątek mam koło z historii sztuki, wiecie takie starożytno-bizantyjsko-romańsko-gotycko-renesansowo-barkokowe coś które już z piaty dzień nie pozwala mi zasnąć o normalnej porze. A no i nie zapominajmy o sobocie gdzie mam koło z jakiejś durnej kultury języka.. mniam to co :D Sposób Eliminacji Studentów Jest Aktywny :D
No ale nie rozpraszajmy.. najpierw takie zapytanie do hellobaby :D A to drzewo genologiczne to możesz przeskanować :D <żarcik>
Ale Lilyth namieszałaś, dawno nie czytała nic równie zaskakującego i mieszającego^^ Co nie zmienia, że fajne :D
Dobra, wybacz że bredzę głupoty ale właśnie skończyłam się uczyć i myśleć.. a piszę co mi ślina na język na niesie... może jednak już skończę i nie będę się więcej pogrążać...

Kirke

» 00:08:54 26/01/2012
77-254-232-45.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.254.232.45

Cztery egzaminy w jeden weekend, poważnie się zapowiada. Mi zostały cztery, ale rozłożone są w ciągu 2 tygodni. Znów słyszę, że znajomi z innych uczelni są już po sesji, tylko moja tyle trwa. Powodzenia na egzaminach. Kopniak w cztery litery ode mnie na szczęście. :-)
Aj, nowy rozdział jeszcze w tym tygodniu to bardzo kusząca opcja, ale mój rozum mówi, że powinnaś skupić się na nauce. Tak, tak, zaganiam Cię do książek. ;)

O kurczaczek, ale namieszałaś z rodzicami naszej trójki i ich romansami. ;P Tak, to jak Moda na sukces, dobrze to Kim określił. I trudno się połapać kto w końcu z kim. xD
W ogóle, z wielkim podekscytowaniem zasiadłam do czytania tej części. I wiemy już wszystko, oprócz tego, czy Kibum w końcu uwierzy w swoje szczęście i jak nasze trio odnajdzie się w nowej sytuacji. Ach, no i Onew wreszcie zdecydował się oświadczyć cukierkowi, zrobiło się romantycznie. Ale też i smutno, bo to przedostatni rozdział. Pierwszy raz towarzyszę autorce podczas tworzenia opowiadania, śledząc na bieżąco pojawiające się rozdziały; zżyłam się z historią.

TheHikkoo

» 22:54:32 25/01/2012
to-stormnet.4web.pl | brak www IP: 91.193.99.50

Boooskie <piszczy>
Tak pięknie opisana miłość Onew i Tae <3 i Moda na sukces u reszty.
*_* Kocham to opowiadania, strasznie <3

hellobaby

» 20:56:48 25/01/2012
77-254-146-108.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.254.146.108

*siedzi, patrzy się to na monitor, to na kartkę na której wyrysowała sobie całą rodzinkę Kim-Choi-Kim i nie ogarnia* MATKO!! Ale się porobiło, łaaaaaaa.. Ostro!
Tak dla sprostowania, bo się pogubiłam. Kto jest ojcem Kibuma? No bo niby zrozumiałam, że ojciec Jjong'a. Ale skoro Jonghyun jest synem swojej matki i ojca Minho, to jak oni są braćmi? Wychodzi na to, że Jjong z Minho.. Chyba, że ojciec Minho byłby ojcem Kibuma, to cała trójka byłaby od pana Choi, nie? Bo napisałaś, że ojciec Jonghyun'a przyszedł do jego domu.. Czyli tak jakby on był ojcem? Więc albo ja coś źle zrozumiałam, albo to jest kolejna tajemnica. Hmm.. Pomoże mi to ktoś ogarnąć? XD

JEEEEEEEEEEEJ, Jinki i Taemin, piękna miłość, słodkość, ja chcęęę.. Ta ostatnia scena była taka piękna, że omal się nie popłakałam ze szczęścia!

Niemniej jednak ubolewam, ze zbliżamy się do końca historii :<

Szablon

Wykonała Cineva, nu eu, tylko dla Lilyth. Grafika znaleziona w sieci. Zasila Blog4u.pl.
Więcej szablonów jej autorstwa znajdziesz na blogu szablonowni Kopia Niefiskalny.