Tak, moje kochane myszki to już koniec...
Muszę przyznać, ze jestem z siebie bardzo dumna. Po raz pierwszy doprowadziła tak długie opowiadanie do końca. Ale nie będę ukrywała, ze gdyby nie wy, mogłoby być kiepsko. Wasze wsparcie, ciepłe słowa i komentarze... to na prawdę bardzo motywowało i doprowadziło nas właśnie tutaj... na sam koniec...( no prawie... planuję jeszcze mały Epilog ;P Ahh... nie potrafię rozstać z tą pracą ;p )
Bardzo wam za to dziękuję ;*
Mam nadzieję, że bawiłyście się dobrze czytając to opowiadanie i że czas jaki na jego czytanie straciłyście nie uważacie za zmarnowany, bo nie wiem czy wiecie ale trwało ono równo pół roku. Dzisiaj mija dokładnie sześć miesięcy :)
Nie chcę przedłużać, bo boję się, że się rozkleję...
Mam nadzieję także, że nasza wspólna przygoda nie skończy się w raz koniecem "Paryskiego Łóżka" i że dalej będzie tutaj wpadać i może nawet zostawiać po sobie jakieś ślady ;)
Raz jeszcze bardzo, ale to bardzo wam dziękuję i zapraszam na ostatni rozdział :)
Miłego czytania ;)
ŁÓŻKO W PARYŻU
Rozdział XXI
Jasne, puchate chmury powoli ślizgały się po błękitnej tafli nieba. Noc już odeszła w zapomnienie, sny skończyły się a łóżka, stawały się zimne. Mieszkańcy stolicy rozpoczynali kolejny dzień. Dla jednych był on kontynuacją minionego a dla drugich początkiem czegoś nowego. Dla nich zdecydowanie początkiem o czegoś nowego.
Obudził się jako pierwszy. Słońce, które wpadło, przez nie do końca zasłoniętą roletą połaskotało go w nos. Mrukną cichutko, jak mały kociaczek i wtulił się bardziej w ciało swojego chłopaka. Jednak nie próbował już zasnąć. Był zbyt szczęśliwy.
Na wspomnienie minionego wieczora na jego usta automatycznie wkradł się uśmiech. Nigdy nie przypuszczał, że kiedykolwiek doczeka tego dnia. Marzył o nim, nie przeczył, ale zdawał sobie sprawę, że w ich przypadku jest on mało prawdopodobny. Wiedział, że Jinki go kocha, nie wątpił w to ani przez chwilę, ale skrycie pragnął jednak, mieć coś, coś cały ten czas by mu o tym mówiło i żeby inny mogli o tym wiedzieć.
Delikatnie odsunął się aby móc spojrzeć raz jeszcze na srebrny pierścionek na swoim palcu. Chciał mieć pewność, że to nie był sen.
Nie był...
Na szczęście...
Nawet nie zauważył kiedy noc stała się dniem. Myśli tak go pochłonęły, że przeoczył początek nowego dnia. Zorientował się dopiero, kiedy nieśmiałe promyki słońca, połaskotały go w policzek.
Jego ciało było zmęczone, ale umysł nie dawała za wygrać. Mielił w kółko to samo starając się doszukać, czegoś, czego na pewno tam nie było.
Podniósł się ociężale podchodząc do okna. Ludzie i samochody zaczęły zapełniać ulicę i chodniki. Dal jednych był to kolejny dzień, który trzeba przetrwać a dla drugich nowy początek. On należał zdecydowanie do tych drugich.
Całe osiem lat biegł i wczoraj niespodziewanie dotarł do mety. Nie czuł się jednak ani trochę zwycięzcą. Właściwie to nie czuł kompletnie nic. Nie był ani zły, ani szczęśliwy, ani zawiedziony ani uradowany, nie czuł satysfakcji ani rozgoryczenia.
Westchnął cicho, przecierając twarz dłońmi. Do wczoraj sądził, że był jedynym, któremu to rodzinne bagno zniszczyło życie. Jednak okazało się, że i oni nie źle oberwali. Z dnia na dzień zostali bez niczego, tylko dlatego, że się postawili i że poszli - mówiąc dość ironicznie- „ za głosem serca”. Ale wyszli z tego zwycięsko, podczas gdy on biernie dryfował sobie, obwiniając wszystko i wszystkich dookoła o swojej nieszczęście...
-Hej Kibum, śpisz jeszcze?- drzwi skrzypnęły i pojawiła się w nich głowa Minho. Spojrzał na niego. Zdaje się, ze nie tylko on nie zmrużył tej nocy oka.
-Nie śpię.- odparł- Właściwie to w ogóle nie spałem.- przyznał się wracając na łóżko i siadając na nim.
-My tak samo - Choi podszedł do niego siadając obok- Za dużo myśli.
-Wiesz...- zaczął- Przez osiem lat żyłem, obwiniając wszystkich i wszystko o to co mi się stało, o całe to nieszczęście, ale teraz dopiero pojęłam jak wielkim idiotą byłem, ile ludzi zraniłem, od Sonji zaczynając...
-Nie bądź dla siebie zbyt surowy...- brunet uśmiechnął delikatnie-...byłeś z tym wszystkim cały czas sam, nie miałeś nikogo z kim mógłbyś o tym pogadać, nikogo kto po wysłuchaniu ciebie, przytuliłby i powiedział, ze wszystko będzie dobrze, ze zapewnił, że jakoś się poukłada. Kto wie czy nie byłbym taki jak ty, gdyby nie miał obok siebie Jonghyun. On w pewnym sensie mnie ocalił. -Key spojrzał na Minho, który wydawał się nie co zmieszany- Kiedy dowiedzieliśmy się, ze jesteśmy rodzeństwem, poczułem się naprawdę skołowany. Spaliśmy ze sobą już wtedy kilka razy. Może gdybyśmy się faktycznie tylko przyjaźnili, nawet bym się ucieszył, ale niestety tak nie było. Robiliśmy rzeczy, które nie były do końca akceptowane, a w tamtym momencie nawet rzeczy zakazane. Jonghyun nie wie o tym, ale planowałem wyjechać. Wyjechać, jak najdalej od tego całego bagna, zacząć wszystko od nowa. Miałem już nawet spakowane walizki i kupiony bilet. Ale dzień przed planowaną ucieczką, Jjong stanął cały zdyszany w drzwiach mojego pokoju. Po raz pierwszy widziałem w jego oczach rozpacz, gniew i strach za jednym razem. Nim zdążyłem nic zrobić ani powiedzieć, ponieważ on podszedł do mnie i pocałował tak jak nigdy tego nie robił. Ten pocałunek miał w sobie wszystkie możliwe uczucia tego świata. Kiedy się ode mnie oderwał, spojrzał mi w oczy i zapytał „Czy smakuje on inaczej niż do tej pory?”. Ze zdziwienie stwierdziłem, że „nie” . Pojąłem wtedy, że to że mój ojciec nie umie utrzymać fiuta w spodniach a jego matka nóg ściśniętych, ani trochę nie zmieniło tego co było między nami. Bez względu na to, czy mieliśmy wspólnego ojca czy nie, Jonghyun zawsze był dla mnie bratem, przyjacielem i kochankiem w jednym, krew nie miała znacznia...
-Chciałeś nawiać alienie?- w progu pokoju, ze skrzyżowanymi na piersiach rękoma stał Jonghun, wyraźnie zaskoczony tym co usłyszał.
-Czy ty się nigdy nie nauczysz, że niegrzecznie jest podsłuchiwać?- Minho odwrócił się w jego stronę.
-Nie zmieniaj tematu- Kim podszedł bliżej- Chciałeś spieprzyć i mnie zostawić?
-A jakie to ma znaczenie? Przecież i tak tego nie zrobiłem.
-Bo coś kopnęło mnie w dupę i kazało do ciebie iść.- prychnął Jjong, stając naprzeciwko nich- Nawet byś się ze mną nie pożegnał, prawda?
-Planowałem wysłać ci sms-a, jak będę w pociągu.
-Bardzo uroczo! Naprawdę. - Kim wywrócił teatralnie oczami- A gdzie chciałeś jechać jeśli wolno wiedzieć?
-Do Barcelony.
-Widzisz, Kibum...- Jonghyun westchnął, kręcą głową-... na chwile tylko zostawić go samego, to samotne wycieczki sobie planuje.
-Jeśli mam być szczery, nigdy nie posądził bym was o jakiekolwiek więzy krwi. Jesteś zupełnie różni.
-Jeszcze by mi brakowało, aby bym podobny do tej małej skamieliny.- mruknął Minho, nie kryjąc rozbawienia kiedy to mówił.
-I wice- wersa, ropucho.- odparł starszy, udając oburzonego.
-Cieszę się czas was nie zmienił.- powiedział nagle szatyn, uśmiechać się lekko
-Co masz na myśli?- Jonghyun posłała mu pytające spojrzenie
-Ciężko to wytłumaczyć. Po prostu się cieszę.
-Lepiej przyznaj się, że cieszysz się, że jednak nie spałeś z własnym bratem.
-Sam nie wiem czy się cieszą czy nie. Przez osiem lat żyłem z takim przekonaniem a teraz...sam nie wiem...
-Ja to bym się na twoim miejscu cieszył.- wtrącił się Choi- Z Jonghyun to marny materiał na starszego brata. Wiem to z własnego doświadczenia.
-Z jakiego niby doświadczenia? Przecież myśmy nigdy nawet nie starali się być braćmi!
-I widzisz?- brunet westchną teatralnie- On nawet nie chce przyjąć tego do wiadomość.
-Choi Minho, czy ty chcesz zakończyć marnie swój żywot?
-I jeszcze mi grozi.... Swojemu młodszemu braciszkowi...Moje serce krwawi..,
-Zaraz będzie ci krwawić coś innego!
Jonghyun rzucił się w jego stronę. Chciał na niego wskoczyć, ale Minho był szybszy i przekoziołkował za łóżko, przez co Kim zarył czułem o materac.
-Niech cię szlag Choi!- przeklną młodszego, masując czerwoną skórę
Brunet wgramolił się z powrotem na łóżko i objął starszego od tyłu, chcąc go nie co udobruchać.
-Pocałować?
-Spadaj!
-Ale daj, pocałuję.
-Goń się.- burknął Jonghyun, odsuwając głowę, gdy Minho chciał go cmoknąć w policzek- I zabieraj te łapska ode mnie.
-Przecież tego nie chcesz. Lubisz te moje łapska, zwłaszcza jak są pod bluzeczka.- zamruczał mu zmysłowo do ucha Choi- No daj buzi.
-Kibum zabierz go ode mnie!- wysyczał przez zaciśnięte zęby Kim
-Nie wtrącam się w kłótnie małżeńskie.
-Pragnę zauważyć, ze ty też należysz do tego małżeństwa.
-Nie przypominam sobie oby brał z wami ślub, a jedna wspólna noc nie czyni z nas „męża, męża i męża”.
-Jesteś pewny?- Minho chwycił go za podbródek, przybliżając do swojej twarzy.
-Całkowicie.- odparł Key, nie mogą powstrzymać uśmiechu w jaki jego usta same się układały.
-To się jeszcze okaże.- mruknął tajemniczo Choi.
Było dobrze koło jedenastej kiedy zdecydowali się na powrót do domu. Po drodze zgodzili się jeszcze odebrać Jay'a od kolegi u którego nocował minionego wieczora. Tak więcej nie we dwójkę a w trójkę teraz mknęli nieźle już zatłoczoną autostradą.
-Jak się bawiłeś Jay? Fajnie było?- Taemin odwrócił się spoglądając na siedzącego z tyłu chłopca.
-Super! Joon ma bardzo fajnego starszego brata. Całą noc grał z nami w gry wideo!
-To faktycznie bardzo fajny brat.
-A ty nie masz brata hyung?
-Mam starszą siostrę, ale ona nigdy nie chciał ze mną grać w gry.
-Bo to kobieta! One wolą przesiadywać godzinami w łazience i robić różne dziwne rzeczy ze swoja twarzą.
Jinki parsknął stłumionym śmiech na słowa chłopca. Wiedział, że dzieci są bardzo spostrzegawcze i bardzo szczere, ale nie sądził, że aż tak.
-Święte słowa Jay.- blondyn wyciągnął dłoń i poczochrał jego kruczoczarne włosy.- Chcesz batona?
-Nie. Wujek Key nie pochwala jedzenia słodyczy przed drugim śniadaniem.
-To bardzo mądre z jego strony- przyznał mu rację Onew
-Bo wujek Key jest bardzo mądry, tylko czasami za bardzo uparty.
-Co masz na myśli?- Taemin spojrzał na dziecko pytająco.
-Bo wujek bardzo kocha Minho-hyunga i Jonghyun-hyunga, ale nie chce im o tym powiedzieć. Uważa, że nie może. Ale przecież jeśli się kogoś kocha to trzeba mu o tym powiedzieć, ponieważ miłość to najpiękniejsze uczucie na świecie i każdy ma do niego prawo.
-To prawda Jay.- Jinki uśmiechnął się do chłopca w odbiciu górnego lusterka, kątem oka patrząc na Taemina, który był pod wielkim wrażeniem słów bruneta- A kto ci powiedział takie mądre rzeczy?
-Mamusia. Mówił mi zawsze, że żadna miłość nie jest zła, że nie ma ograniczeń i że każdy na nią zasługuje.
-Bardzo mądrą kobietą była twoja mama.
-Wiem.
-Tęsknisz za nią?
-Oczywiście, ale wiem ze nie chciałby aby się smucił, bo ona nie lubiła smutku. Uważała, że przez to, że ludzie się smucą to i aniołowie w niebie się smucą, a ona jest teraz w niebie i nie chcą aby była smutna. Chcę aby się uśmiechała...
Ani Jinki ani Taemin nie powiedzieli już ani słowa. Nie było potrzeby. Święcą jasno słońce, mówił za nich...
-Jonghyun?
-Tak?- Kim podniósł wzrok znad gazety, którą czytał spoglądając pytająco na szatyna, który pojawił się w progu salonu.
-Dałbyś radę zorganizować mi spotkanie z twoim ojcem? Ale nie tym biologicznym...
Jonghyun nie był pewny czy aby dobrze usłyszał. Zmarszczył czoło przyglądając się uważnie Kibumowi, którego wzrok mówił wyraźnie, że nie się nie przesłyszał.
-Słucham?- wydusił w końcu.
-Chcę się spotkać z twoim ojcem.
-Po co niby?
-Ponieważ, jeśli tego nie zrobię nigdy się od niego nie uwolnię.
-Nie rozumiem.
-Na prawdę muszę ci to teraz tłumaczyć?
-Tak. Chcę wiedzieć, czemu miałbym być tym, który położy twoją głowę pod katowski topór.
-Czy twój ojciec powiedział ci, czemu nagle przypomniał sobie o mnie- swoim nieślubnym dziecku?- Jonghyun pokręcił przecząco głową- Ponieważ posiadam coś co jest dla niego bardzo ważne. Bez tego cały wasz majątek należy się mnie.
-Wciąż nie rozumiem.
-Chodzi o to. - zza koszuli wyciągnął srebrny łańcuszek z zawieszką w kształcie koniczyny, siadając na kanapie obok starszego.
-O łańcuszek?
-Tak. Moja matka dostała go od twojego ojca, w zamian za milczenie. Nie poznajesz tego?
Jonghyun przysunął się bliżej, biorąc koniczynę w dłoń, uważnie się jej przyglądać. Coś mu gdzieś świtało, ale było blade i zamazane. Może i gdzieś już ją widział, tylko gdzie i kiedy to mogło być?
-Sam nie wiem...- mruknął po chwili-Niby wydaje się znajomy, ale jakoś tak...
-Tak koniczyna, stanowi element waszego rodzinnego sygnetu, który przekazywany jest z ojca na syna. Nie kompletny sygnet, może spowodować bardzo wiele problemów.
-Ojciec nigdy mi o tym nie mówił.
-Bo kiedy wyjął z niego koniczynę, aby dać mojej matce nie wiedział o tym.
-No, ale przecież ona nie ma zbyt wielkiej wartości bez sygnetu.
-Właściwie ma większą wartość niż sygnet, ponieważ jest to jest szmaragd.
-Nie zła zapłata za milczenie.- prychnął Jonghyun, wypuszczając łańcuszek z dłoni- Chcesz mu go oddać?
-Tak. Należy do mnie więc mogę sobie robić z nim co chcę.
-A co na to twoja matka? Cały ten czas uparcie broniła tego.
-Nie tego. Ona broniła swojej kobiecej dumy. Miała w nosie ten wisiorek. - Key westchnął- Twój ojciec ją upokorzył i ona chciał mu się odgryźć tym samym, dlatego była u was tamtego wieczora, stawiała żądania a jak to nie poskutkowała, to wyjawił tajemnicę twojej matki, uruchamiając całą tą szaloną maszynę, która przez osiem lat tak zapalenie działała.
-No, ale przecież mój ojciec mógł w każdej chwili przyjść i zwyczajnie ci go odebrać. Czemu tego nie zrobił?
-Bo liczył, że jeśli odbierze mi wszystko na czym mi zależy to przyjdę do niego z podkulonym ogonem i potulnie mu go oddam.
-To on unicestwił ci twój wyjazd do Paryża?
-Tak.- Key skinął głową- Po śmierci ojca, w jakiś cudowny sposób dobrał się do naszego majątku i nastąpił wielki koniec. Zostaliśmy z niczym. Wtedy pojawił się po raz drugi, ponawiając ofertę w skład której wchodziło także sfinansowanie moich studiów.
-Odmówiłeś.
-Oczywiście. Miałem swoja dumę. Nie byłem na sprzedaż.
-A co twoja matka na to?
-Nic. Po śmierci ojca załamała się i cały ten bałagan spadł na mnie. To wszystko ją przerosło.
-Ona na prawdę kochała mojego ojca, mam rację?
-Na to wygląda.- westchnął Key, odchylając głowę do tyłu i przymykając oczy.
-Rozmawiałeś z nią kiedykolwiek o tym?
-Z nią nie, ale z ojcem tak. Jej nie potrafiłem spojrzeć w twarz po tym wszystkim.
-On wiedział, że nie jesteś jego synem?!
-Oczywiście. Kiedy żenił się z moją matką ona, już była ze mną w ciąży.
-To musiało być dla niego trudne...świadomość, że wychodzi się za kobietę, która zaszła w ciążę z innym, nie wspominając o tym, że przyjdzie mu wychować cudze dziecko.
-Ojciec tego tak nie postrzegał. Kochał ją po prostu i tylko to się dla niego liczyło.
-A Ciebie?- Jonghyun spojrzał na niego nieśmiało.
-Nigdy nie widziała mojego brata tak szczęśliwego jak w dniu, w którym po raz pierwszy wziął cię w ramiona...
W pokoju stanęła średniego wzrostu kobieta, o długich, ciemnych, lekko podkręconych włosach i oczach koloru dojrzałego kasztana. Na twarzy miała wymalowany, delikatny wręcz anielski uśmiech, który automatycznie przyspieszał akcję serca.
-W porządku mamo?- za kobietą stanął Minho, obejmując ją ramieniem.
Pani Choi skinęła głową, dotykając czule policzka syna. Ten uśmiechnął się, składając na czole pełen miłości pocałunek.
-Dzień dobry ciociu.- Jonghyun podniósł się z kanapy, podchodząc po woli do rodzicielki bruneta.
Czuł się trochę niekomfortowo ze świadomością, że stojąca przed nim kobieta wie co tak naprawdę łączy go z Minho.
-Jjongiee. Nie przywitasz się ze mną? Co z tobą?- wyciągnęła w jego stronę dłonie uśmiechając się szeroko. Nieśmiało przytulił ją, chłonąc zapach tych subtelnych perfum, które zawsze działały na niego niezwykle kojąco.
Nigdy chyba nie będzie wstanie wyrazić swojej wdzięczności dla niej. W dniu w którym został praktycznie bez niczego ona był jedną, która się nim zajęła a mogła przecież zająć się tylko Minho to on był przecież jej dzieckiem. Jego w najlepszym przypadku mogła ignorować a w najgorszym nienawidzić z całego serce. W końcu był owocem romansu jej męża. Ona jednak nie zrobiła ani jednego ani drugiego. Zrobiła dużo więcej. Zaakceptowała go i pokochała jak własne dziecko.
-Nie jesteś mnie zła?
-O co?- odsunęła go od siebie, gładząc czule policzek
-O to, że nie powiedziałem ci co tak naprawdę czuję do twojego syna. Jakby nie patrzeć okłamywałem cię przez siedem lat.
-Wiesz kochanie, niektórych rzeczy nie trzeba mówić, serce matki je wie.- mówiąc to ucałowała go, raz jeszcze mocno przytulając- poza tym Minho jest z Tobą szczęśliwy, a ty z nim. Dla matki nie ma nic ważniejszego na świecie jak widzieć swoje dzieci zdrowe i szczęśliwe.
-Ciociu...
-No już, już na wzruszanie będzie jeszcze czas.
-Wybacz mojej matce Kibum. Zawsze rozczula się gdy tylko złapie Jonghyun w swoje łapki.- Minho zaśmiał się, chowając ręce do kieszeni.
-Zważaj se na słowa młody człowieku- mruknęła groźnie pani Choi- Zrobiłbyś mi lepiej zielonej herbaty.
-Oczywiście mamo. Już się robi.- westchnął brunet, robią w tył zwrot i znikając za ścianą.
-Muszę przyznać, że trochę się tutaj zmieniło odkąd ostatnio u was byłam.- kobieta zaczęła rozglądać się po pokoju
-Bo ciocia była u nas z pół roku temu a od tego czasu tutaj się bardzo dużo zmieniło.
-Wiem, wiem. Minho mi opowiedział o wszystkim. A gdzie ten mały urwis Jay?- spojrzała pytająco na Key'a- Jeszcze śpi?
-Nie. Dzisiaj nocował u kolegi. Taemin i Jinki przywiozą go. Niedługo powinni być- wyjaśnił szatyn, czując się trochę dziwnie, wiedząc teraz, że kobieta, która mieszkała tuż obok niego nie dość że była matką Minho to jeszcze siostrą jego zmarłego ojca.
-Nie masz pojęcia Kibum jak bez was smutno na piętrze. Wszyscy sąsiedzi o was pytają.
-Na prawdę? -szatyn uśmiechnął się delikatnie- To miłe.
-Jak się miewa twoja matka?
-Chyba dobrze. Nie widziałem jej od dawna.
-Wciąż masz jej za złe, ze cie okłamywała?
-Nie wiem. Są takie dni kiedy ją za to nienawidzę, ale są i takie kiedy ją rozumiem.
-Możesz mi wierzyć lub nie ale Kara, twoja matka kochała mojego brata. Nie od razu, nie w dniu ślubu, ale pokochała go i kochała później bardzo mocno.
-Mój ojciec...
-Twój ojciec Jonghyun bardzo ją zranił. Najdotkliwiej jak tylko można zranić zakochaną kobietę. Jednak ona swój rozum też miała i wiedziała, że żonaty mężczyzna, a zwłaszcza mężczyzna taki jak twój ojciec nigdy nie zostawi dla kogoś takiego jak ona żony i dziecka.
-Może mamo zamiast iść okrężną drogą opowiesz nam wszystko od początku.- w pokoju pojawił się Minho z herbatą i ciasteczkami- Przecież po to przyszłaś.
-Może i masz rację.- kobieta uśmiechnął się lekko, zsuwając z ramion płaszcz, który wciąż miała założony na ramiona- To wszystko zaczęło się już dużo wcześniej, ale dopiero gdy staliśmy się dorośli nabrała takiego rozpędu.- Pani Choi przerwała na chwilę aby wziąć głębszy wdech.- Kara i ja byłyśmy kiedyś przyjaciółkami. Bardzo dobrymi zresztą. Trzymałyśmy się razem właściwie od szkoły średniej. Joong, mój brat skrycie się w niej podkochiwał, ale fakt że był bardzo nieśmiały nie co go ograniczał, więc biernie przyglądał się jej zboku. Bolało mnie patrzenie jak cierpi, ale nie miała prawa się wtrąca w jego życie. Kiedy byłyśmy na studiach poznałam waszego ojca- tutaj spojrzała na Minho i Jonghyun- i jego przyjaciela Matsuy'ę. Nie będę ukrywała, że twój „ojciec” Jjongee od razu mi się nie spodobał, czego nie mogę powiedzieć o Karze. Ona piała z zachwytu na jego widok. Przez całe studia, trzymaliśmy się razem a po nich między mną a Ryu coś zaiskrzyło i wzięliśmy ślub. W międzyczasie oprócz Kary, wokół Matsuyi zawsze kręciła się pewna dziewczyna...
-Moja matka...- mruknął Jonghyun, spuszczając głowę.
-Tak Jjongee, twoja matka -Minzy. Generalnie nie postrzegałam jej jako złej osoby, może dlatego ze nie mam w zwyczaju oceniać książki po okładce i pewnie dlatego była ślepa na pewne bardzo istotne sygnały. Koniec, końcem jednak to ona została szczęśliwą panią Kim a nie Kara, co jak domyślacie zostało oblane solidną porcją gorzki łez...
-A jak to się stało, że...
-...twój ojciec mnie zdradził?- dokończył za Choi, który cały ten czas trzymał ją za dłoń- Myślę, że tutaj nie ma dużo filozofować. Minzy od początku chodziło o Ryu, to jego chciała nie Matsuyę, ale zdaje się, że sama pod koniec się w tym wszystkim pogubiła i chcąc nie chcą wylądowała w jego łóżku jako pani Kim. Jednak nigdy nie zapomniała o waszym ojcu i gdy tylko nadarzyła się okazja skorzystała z niej i …
-...Stał się cud!- prychnął Jonghyun- Pieprzony cud!
-Tak Jonghyun, twoja matka zaszła w ciążę z moi mężem. Pewnie nie dowiedziałbym się o tym nigdy gdy Kara tego nie wyciągnęła.
-A skąd moja matka o tym wiedziała?
-Podsłuchała przypadkiem ich rozmowę, tak mi przynajmniej powiedziała.
-No dobrze, a jak to się stało, że matka Kibum wylądowała w łóżku z człowiek, którego miałem za ojca?
-Uwiodła go. Najzwyczajniej w świecie uwiodła go. - Pani Kim westchnęła, upijając łyk herbaty- Potem zaszła w ciążę i Matsuya ja zostawił, płacą za milczenie. Mój brat wiedział o tym co się między nimi działo i był przy tym jak to się rozpadło dlatego pewnie kiedy dowiedział się, ze jest w ciąży ożenił się z nią. Ona o to nie prosiła, ale on za bardzo ją kochał. Oczywiście liczył się z tym, że ona może nigdy go nie pokochać i nie będę kłamała, ale Kara wręcz go nie cierpiała, aż przyszedł dla niej czas rozwiązania...
-Co zmieniło jej zdanie?
-Moment w którym mój bart wziął cię w ramiona Kibum i nazwał swoim synem...
Zaparkowali samochód w podziemiach centrum handlowego. Ci prawda nie planowali jakiś wielkich zakupów, ale jeśli dobrze pamiętali kilka rzeczy powychodziło z lodówki.
Widną wjechali na halę, chwytając Jay'a za ręce od razu jak jej drzwiczki się odtworzyły. Dzisiaj była sobota i było logiczne, że będzie tutaj znacznie więcej ludzi niż w przeciągu tygodnia.
Skierowali się od razu do marketu, nie chcąc tracić niepotrzebnie czasu na bieganie między piętrami za pojedynczymi rzeczami.
-Czyli, że co my musimy kupić?- Jinki podrapał się w czubek głowy, rozglądając dookoła siebie
-Jajka, pomidory, jabłka...
-Mleko bananowe!- krzyknął nagle Jay, zwracając uwagę kręcących wokół nich ludzi.
-Tak Jay, mleko bananowe też- Taemin zaśmiał się, głaszcząc chłopca po głowie.
-A piwo mamy?
-Może lepiej kupimy coś lepszego?- blondy uśmiechnął się delikatnie- I zrobimy uroczysty obiad, co ty na to?
-To może lepiej wyjdźmy na ten uroczysty obiad.
-Nie. Ugotujemy go. Nie chcę takiego wydarzenia świętować w jakiś sztucznych lokalach, gdzie będą się kręcić obcy, homofobiczni goście.
-W porządku, w porządku...- Onew wyraźnie zamyślił się- To może w takim razie zrobimy „Pad tajski”, co ty na to?
-Brzmi nie źle.
-To świetnie. Idę po makaron ryżowy i mięso a wy wtedy poszukajcie szczypiorku, kapusty i marchewki, resztę składników powinniśmy mieć w domu.
-A co będziemy dzisiaj świętować?- zainteresował się Jay, patrząc to na Taemin'a to na Jinkiego.
-Dowiesz się przy obiedzie, dobrze ? - Lee puścił do niego oczko- To nie niespodzianka.
-A fajna Taemin-hyung?
-Myślę, że ci się spodoba.- Lee poczochrał jego czarną czuprynę, chwytając za rękę i prowadząc w stronę stoiska z warzywami...
Pomieszczenia od czasu jego ostatniej wizyty praktycznie nic się nie zmieniło. Wielkie dębowe biurko stało na środku, przypominając kto tutaj rozdaje karty, przy oknie stały dwa regały wypełnione segregatorami i książkami z dziedziny ekonomii a pod ścianą żółtawa, rażąca oczy kanapa. Nad nią wciąż, niezmiennie wisiał obraz przypominał zawartość czyjeś żołądka.
„Totalny brak gustu”- pomyślał.
Nagle drzwi otworzyły się i stanął w nich on- przyczyna całego a przynajmniej większości nieszczęść jaka go spotkała. Nie wydawał się w ogóle przejętym tym, że kazał na sobie czekać. W końcu to on tutaj rządził, to był jego teren, jego władza i jego zasady.
-Muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś. - odezwała się, otwierając jedną z szafek, stojącą w wi za wi tej okropnej, żółtej kanapy.- Napijesz się ze mną?- wyciągnął butelkę szkockiej, machając nią zachęcająco.
-Nie. Nie mam w planie być tutaj dłużej niż pięć minut.
-Po siedmiu latach poświęcisz tylko pięć minut własnemu ojcu? - mężczyzna wygiął teatralnie wargi, inscenizując swoje rzekome ubolewanie w tej kwestii- To łamie mi serce.
-Mój ojciec nie żyje.- odparł chłodno, ani na chwili nie spuszczając wzroku ze swojego rozmówcy- A ty nie masz serca.
-Widzę, ze duszę romantyka odziedziczyłeś po matce. To nawet ciekawe, choć z drugiej strony nie co niebezpieczne, wiesz o tym? Romantycy są bardzo wrażliwi na wszelkie odrzucenia...
-Daruj sobie. Nie przyszedł dywagować na temat duszy romantyka. Przynoszę ci tylko to.- rzucił na biurko wisiorek z koniczyną. Mężczyzna spojrzał podejrzliwie najpierw na niego a potem na łańcuszek- Bez obaw to oryginał. I tak nie stać mnie na zrobienie podróbki. Ale co ja ci tam będę mówił...dobrze o tym wiesz TATO...
-Nie uważam, ze to podróbka, ani przez chwile tak nie pomyślałem. Zdziwiło mnie tylko dlaczego akurat teraz zdecydowałeś się go oddać.
-A czy to ważne? Przecież go potrzebujesz. Dla niego osiem lat temu zniszczyłeś mi rodzinę i odebrałeś życiowe marzenie. Nie wierzę, ze już ci na nim nie zależy...
-Zależy, ale...
-Zachowaj to „ale” dla siebie. Ja nie chcę go słuchać.- przerwał mu ostro Kibum patrząc prosto w oczy.
Zapadał między nim ciężka cisza, która wypełniały ich miarowe oddech, odgłosy z gabinetu obok i szumienie klimatyzacji.
-Zmieniłeś się.- odezwał się 'ojciec' Jonghyun, biorąc do ręki szmaragdową koniczynę, przecierając ją kciukiem - Osiem lat temu gdy do was przyszedł po raz drugi, też mi się postawiłeś, ale w twoich oczach oprócz gniewu widziałem także strach. Dzisiaj nie widzę ani jednego ani drugiego...
-Gniew trawił mnie przez osiem długich lat, zdecydowanie za długo przez co wiele straciłem, a co do strachu... - Key prychnął lekceważąco-...odebrałeś mi wszystko a ja mimo tego poradziłem sobie dużo lepiej niż przypuszczałeś. Nie ma się już czego bać. Ty w porównaniu z tym co przeszedłem jesteś jak marny karaluch, poza tym...- spojrzał na niego z wyraźnym triumfem-...mam przy sobie ludzi, którzy za nic w świecie nie pozwolą aby stała mi się krzywda, więc nie mam powodu do strachu... Już nie...
-To się wam nie uda.
-Bycie szczęśliwymi?- mężczyzna, ściągną usta skinając głową- Dla ciebie to nie możliwe, bo ty nie masz zielonego pojęcia o szczęściu, nie rozumiesz miłości i nie pojmujesz istoty przyjaźni. Wierzysz, że wszystko ci się należy i że do wszystkiego masz prawo, jesteś nietykalny i nie zniszczalny. Ale to nic bardziej złudnego. Jesteś słabszy niż sądzisz a to tego, patetyczny i żałosny. Żal mi ciebie, tato. Naprawdę...
-Sądzisz, że ta gadka zrobiła na mnie wrażenie?
-Nie. Bo tak naprawdę, mnie nie słuchałeś. Patrzyłeś na mnie jak na idiotę, który gada aby sobie pogadać, a ty z łaski swej pozwoliłeś mi to zrobić. Ty jedynie słuchasz dźwięku własnego głosu i na końcu tylko on ci pozostanie...Nic więcej... tylko twój własny głos...
Siedzieli całą szóstką przy stole. W mieszkaniu dawno nie było tak gwarno i wesoło. Można by pomyśleć, że ktoś tam w padł i wyciągnął jakiś niewidzialny korek uwalniając całe pokłady radości i śmiechu...
-To za Kibuma!- Jonghyun podniósł się unosząc kieliszek do góry- Który wszedł do paszczy lwa i wyszedł z niej cały i zdrowy.
-To za Kibum!- wrzasnął Onew, upijając łyk.
-Właściwie to moglibyście mówić do mnie Key...- mruknął szatyn, rumieniąc się- Kibum to brzmi tak strasznie oficjalnie.
-Czyli wracamy do szkolnych zwyczajów...- Taemin puścił „oczko” w stronę młodszego Kim'a.- Jak uroczo.
-Taemin-hyung. - Jay pociągnął Lee za rękaw golfu- A kiedy będzie ta niespodzianka? Chcę ją już zobaczyć...Obiecałeś, ze będzie przy obiedzie...
-Jak niespodzianka?- Minho spojrzał podejrzliwie na blondyna.
-Tylko mi nie mów cukierku, że Jinki zmajstrował ci dzidziusia.- Jonghyun wyszczerzył się.
-Nie gadaj głupot Jjong!- Jinki uderzył Kim'a w płat potyliczny
-Taemin- hyung nie może mieć dziecka!- oburzył się chłopiec- Minho-hyung sam powiedział, że tylko dziewczyny mogą mieć dzieci!
-I Minho ma rację- Key pogłaskał bruneta po główce, uśmiechając się delikatnie
-To w takim razie, co to za niespodzianka?- Jjong wydawał się wyraźnie zawiedziony
Taemin rzucił szybkie spojrzenie na swojego chłopaka, a później na siedzących przy stole przyjaciół. Podniósł się zgryzając nerwowo dolna wargę.
-Mów Minee...- Minho delikatnie ponaglił młodszego, obdarzając go ciepłym uśmiecham.
-Chodzi o to, że...- zaczął blondyn patrząc na Onew, który wydawał się równie zmieszany jak on-...chodzi o to że...że...
-Że co Taeminee?
-TO!- wrzasnął Lee wyciągając dłoń przed siebie, pokazując srebrną obrączkę, delikatnie połyskującą na jego palcu...
All chapters: I ,II,III ,IV ,V ,VI ,VII ,VIII ,IX ,X ,XI ,XII ,XIII , XIV ,XV ,XVI , XVII , XVIII , XIX , XX , Epilog
19:15:46 29/01/2012, Lilyth [Powrót] Komentuj
» 19:34:05 30/01/2012
77-255-118-200.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.118.200
» 16:45:24 30/01/2012
213-238-109-198.adsl.inetia.pl | brak www IP: 213.238.109.198
» 00:16:31 30/01/2012
host-89-228-74-110.olsztyn.mm.pl | brak www IP: 89.228.74.110
» 23:44:03 29/01/2012
PC-109-125-224-123.wegrow.domtel.com.pl | brak www IP: 109.125.224.123
» 21:47:55 29/01/2012
77-254-232-45.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.254.232.45
» 20:59:49 29/01/2012
brak hosta | brak www IP: 80.54.24.254