Tak jak obiecałam mały EPILOG :)
Teraz mogę z czystym sumieniem pożegnać się z tym opowiadaniem :)
Raz jeszcze bardzo wam dziękuję za wsparcie i cierpliwość :)
Do zobaczenia... pewnie już całkiem nie długo ;)
ŁÓŻKO W PARYŻU
Epilog
Ubrany jednie w śnieżnobiałą koszulę, która ledwo zakrywała mu uda siedział na szerokim parapecie okna. Na jego twarzy widniał delikatny uśmiech, który wyraźnie odbijał się w szybie. Podciągnął nogi po siebie kładąc na nich głowę. Do wschodu słońca było jeszcze trochę czasu, ale jemu już nie chciało się spać, pomimo że miniony wieczór a nawet część nocy spędził dość aktywnie.
Minęły trzy lat odkąd cały ten koszmar dobiegł końca i dwa odkąd zamieszkał w tym miejscu.
Paryż to bez wątpienia było piękne i niezwykłe miasto. Nie zależnie od pogody ono cały rok żyło życiem pierwszych tygodni wiosny. Być może wynikało to z ilości turystów którzy wciąż tam napływają albo z tego, że miasto jest codziennie sprzątane "na mokro" i wcale nie musi spaść ten wiosenny deszczyk żeby pachniało w ten charakterystyczny wiosenny sposób.
On najbardziej lubił obraz Paryża nocą, utopiony w szumie Sekwany i blasku wieży Eiffa. Dlatego bardzo często wieczorami wypuszczał się na miasto, aby choć przez chwilę poczuć piękno tych nocy. Godzinami mógłby wpatrywać się w most miłości - Pont de la Concorde i wtulony w ramiona Rivioli stary Luvre...
-Kibumiee, co ty robisz? Przeziębisz się.
Głęboki, ale niezwykle ciepły głos przeciął ciszę, która do tej pory go tuliła. Spojrzał w stronę drzwi, zastając tam niezwykle zatroskanego bruneta. Uśmiechnął się do niego spuszczając nogi na drewnianą podłogę.
Minho musiał przyznać, że Key wyglądał teraz nieziemsko uroczo ubrany jedynie w jego śnieżnobiałą koszulę, której trzy górne guziki były odpięte odsłaniając tą niezwykle kuszącą i miękką skórę oraz zawieszoną na srebrnym łańcuszku srebrną obrączkę. Do tego dochodziły jeszcze włosy będące teraz w totalnym nie ładzie i lekko zaróżowione policzki.
-Wciąż nie mogę uwierzyć, ze to się dzieje na prawdę- szepnął nagle Key, wbijając wzrok w swoje gołe stopy- To wszystko jest jak sen... Nie chcę się z niego obudzić...
Brunet podszedł do Kim'a obejmując go jedną ręką w pasie a drugą chwytając za podbródek aby zmusić go by na niego spojrzał.
-To nie jest sen Bummie. Wszystko to jest tak prawdziwe jak jak, Ty i ten chrapiący w spokoju obok stary dinozaur.- szatyn zaśmiał się leciutko, czując wyraźnie jak ciepło z rozgrzanego ciała Minho utula go. Wspiął się lekko na palce i musną usta Choi.
Związek dwóch mężczyzn ( nie wspominając u już o trzech) wciąż nie cieszył się zbytnią sympatią pomimo powszechnych zapewnień ludzi o ich rzekomej tolerancji. Homoseksualiści nadal byli tymi „złymi”, choć nic złego nie robili. Ich wina polegała tylko na tym, że kochali inaczej niż przewidywał to kościół, ustawy i ład społeczny. On jednak ani trochę nie czuł się winny z powodu tego kim był i jak kochał.
-Cieszę się, że dałeś nam szansę Kibumiee...- brunet chwycił jego twarz w dłoni i kciukiem potarł delikatnie policzki- Nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę...
Key jedynie uśmiechnął się, pozwalając sobie, swoją odpowiedzieć zastopować kolejnym tym razem nie co pewniejszym pocałunkiem.
-Możecie mi powiedzieć co wy wyprawiacie? - Minho oderwał się od Key- jednak nie wypuścił go z objęć- i spojrzał w stronę drzwi, w których to stanął ubrany jedynie w same bokserki Jonghyun.- Chcecie się po zaziębiać? Mało nam było ostatnio smarkania, kichania i kaszlenia? Wracajcie do łóżka.
-Już idziemy.- odparł Key, na co starszy coś zamruczał pod nosem i wycofał się.
-Myślałem, ze chcesz zaczekać na wschód słońca.- brunet spojrzał pytająco na szatyna.
-Chciałem, ale...- Key rzucił szybkie spojrzenie na wierze Eiffl'a i zmieniające się za nią tło nieba-...zrozumiałem, że bez względu na wszystko ono jutro też wzejdzie i będzie tak samo piękne. Natomiast my nie jesteśmy tak „oczywiści” jak słońce. Jednego dnia jesteśmy a drugie nas nie ma a ja nie chcę niczego żałować, nie chcę sobie zarzucać, ze czegoś nie zrobiłem choć mogłem to zrobić. Chcę umierając mieć wiedzieć, ze nie zmarnowałem ani chwili...
-Nie będziesz niczego żałował- w pokoju ponownie pojawił się Jonghyun, tym razem jednak na jego twarzy widniał delikatny uśmiech- Masz na to nasz słowo.
-Myślałem, ze wróciłeś spać.- Minho posłała w stronę Kim'a, znaczące spojrzenie.
-Nie lubię spać sam, zwłaszcza a tak wielkim łóżku.- mruknął Jjong oblewając się bladym rumieńcem- Bardzo szybko się ochładza...- bąkną jeszcze
-To w takim razie do niego wracajmy.- Key wyswobodził się z objęć brunet i chwycił nieśmiało Jonghyun za rękę, kładąc na swoim policzku- Zimno tutaj- dodał, składając na ustach starszego czuły pocałunek.
W tym momencie pierwsze promyki słońca wpadły do pokoju w którym się znajdowali. Kolejny nowy dzień właśnie się dla nich zaczął...
-Cukierku, możesz ty mi powiedzieć, co ty robisz?- Minho stanął za Taeminem, zaglądając mu przez ramię. Lee od dłuższego czasu robił coś bardzo dziwnego z gazetą.
-Szukam komiksów, ale ich nie ma!- oburzył się młodszy, ciskając stertą papieru w stół
-Bo to nie tak gazeta Taeminee.- w kuchni pojawił się Key- Komiksy masz w tamtej.- szatyn wskazał na leżącą na lodówce kolejną gazetę.
-Nie można było tak powiedzieć, od razu? -burknął pod nosem blondyn, chwytając plik interesujący go stron, wychodząc z kuchni wpadając w jej drzwiach na Jonghyun- Sorry...- mruknął jedynie znikając za ścianą.
-A temu, co? Jinki się w nocy nie postarał, czy co?
-Jak wstanie to go zapytasz.- Kibum uśmiechnął, całując starszego przelotnie w usta, dodatkowo wciskając mu w dłonie świeżo zaparzoną kawę.
-Na prawdę, musisz iść dzisiaj na te zajęcia?- zamruczał niezadowolenie Kim, siadając obok Choi- Nie możesz zostać?
-Nie kuś go Jjong- Minho spojrzał chłodno na przyjaciela- Ma się uczyć.
-I to mówi ktoś kto siedemdziesiąt procent zajęć przygruchał ze mną na w jednym łóżku.- prychnął starszy, upijając kawy.
-Przykro mi, ale nie mogę. Poza tym nie chcę. Lubie moją uczelnią i ludzi z którym do niej chodzę.
-No trudno, jakoś to przeżyję...
-Dasz radę.- Key podszedł do Jjong'a i ucałował go czule w czoło- Wierzę w ciebie.
-Jeśli chcemy zdążyć przed porannymi korkami to musimy się zwijać Bummie.- Minho podniósł się sięgając po leżące w słomkowym koszyku na stole kluczyki do swojego auta.
-E! Choi! Ty też idziesz? Nic mi nie mówiłeś?!
-Mówiłem Jonghyun, ale jak zwykle mnie nie słuchałeś. -Minho westchnął pochylając się i całując namiętnie usta starszego - Do wieczora- szepnął mu jeszcze do ucha lekko je przegryzając.
-Ale jak wrócicie musicie mi wynagrodzić te godziny samotności.- brąchnął pod nosem Kim
-Oczywiście.- Kibum uśmiechnął się chwytając swoją torbę, przerzucając je przez ramię, opuszczając kuchnie zostawiając po sobie jedynie delikatny, zapach zielonej herbaty.
-Znowu miałeś racje Minho.- odezwał się cicho Jonghyun gdy sylwetka Key zniknęła za drzwiami- Powiedz mi jak ty to robisz?
Choi przykucnął przy Jjong'u, chwytając go za dłonie. U obojgu na serdecznych palach lekko połyskiwały delikatnie srebrne obrączki, takie same jak ta, która Key nosił na szyi. Może i było to dość patetyczne, ale dla nich miał bardzo dużą wagę. Byli razem i nie wstydzili się tego. Te obrączki miał być tego symbolem.
-A jakie to ma teraz znaczenie? -Choi spojrzał mu w oczy- Jesteśmy szczęśliwi. Cieszmy się tym - Jonghyun uśmiechnął, gładząc zewnętrzną stronę dłoni policzek bruneta.
-Masz rację.
-Wiem.- Minho wyszczerzył się, składając na ustach Kim'a buziaka.
Starszy z chęcią zmienił by go w nie co namiętniejszego i dołączył do tego, jeszcze delikatne ciałko Kibuma, ale wiedział, ze nie może tego zrobić. Musi dzielnie poczekać do wieczora.
-Spadaj już. -mruknął wyraźnie niezadowolony z tego, ze musi to powiedzieć- Key nie może się spóźnić na zajęcia.
-Myślałem, ze nie chcesz aby na nie poszedł- powiedział zadziornie Choi, podnosząc się.
-Nie drażnij mnie Minho- mruknął, naburmuszając się.
-Nie będę. Do zobaczenia wieczorem. Baw się dobrze.
-Na pewno będę. -prychnął Kim- W końcu zostaję z dzieckiem, które gęba się nie zamyka wściekłym cukierkiem i kurczakożercą. Jak miałbym się dobrze nie bawić?
-Ja też cie kocham.- Minho zaśmiał się znikając za ścianą
-I co mi po twoim „kocham” alienie?- mruknął pod nosem Jonghyun, ponosząc się, pochodząc do okna, otwierając je i wpuszczając do pomieszczenia świeże powietrze, w którym wyraźnie dało się wyczuć miłość. W końcu mieszkali w Paryżu, nie?
Wrzucił torbę na tylne siedzenie samochodu, samemu rozsiadając się z przodu. Minho usiadł na miejscu kierowcy, odpalając silnik. Jego ukochana GTA zamraczała dając znak, że jest gotowa do drogi. Choi poprawił jeszcze lusterko po czym uśmiechając się spojrzał na Key'a.
-Gotowy?- zapytał
-Jak zawsze.- odparł szatyn
Minho cmoknął go jeszcze w policzek, po czym ześlizgnął się bezpiecznie z podjazdu i włączył do ruchu. Kibum oprał głowę o szybę, obserwując w lusterku ich znikając dom a właściwie trzy słowa, które były wyryte w jego murze w języku francuskim : „Lit à Paris” co znaczyło nic innego jak „Łóżko w Paryżu” ...
The End
All chapters: I ,II,III ,IV ,V ,VI ,VII ,VIII ,IX ,X ,XI ,XII ,XIII , XIV ,XV ,XVI , XVII , XVIII , XIX , XX, XXI
01:10:28 31/01/2012, Lilyth [Powrót] Komentuj
» 13:23:02 4/02/2012
178.181.72.209.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl | brak www IP: 178.181.72.209
» 23:13:40 1/02/2012
77-255-118-200.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.118.200
» 14:59:50 1/02/2012
nat178-214-20-5.mtm-info.pl | brak www IP: 178.214.20.5
» 22:56:45 31/01/2012
77-254-232-45.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.254.232.45
» 13:51:23 31/01/2012
77-253-68-68.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.253.68.68
» 09:51:30 31/01/2012
77-254-133-222.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.254.133.222